
Opinia, którą Komisja Europejska wysłała do polskiego rządu była tajna. Chodziło o to, zeby stworzyć dobry klimat do dalszych rozmów o Trybunale Konstytucyjnym i nie stawiać rządu Beaty Szydło pod ścianą. Kiedy jednak upubliczniono zalecenia dla polskich władz, to nie ma sensu dłużej opinii trzymać w tajemnicy. A ta jest miażdżąca dla rządu PiS.
REKLAMA
Komisja Europejska w przedstawionym dokumencie ma stwierdzać, że istnieje systemowe zagrożenie dla rządów prawa w Polsce. To, o czym od miesięcy krzyczą ludzie biorący udział w demonstracjach organizowanych przez KOD i opozycję, teraz głośno wyrazili także europejscy komisarze.
Zdecydowano się rozpowszechnić tę opinię po tym, jak z prośbą o podanie jej do publicznej wiadomości zwrócił się profesor Laurent Pech z Uniwersytetu Middlesex w Londynie. Argumentował on, że trzymanie opinii publicznej w niewiedzy co do treści raportu nie pomaga w budowaniu atmosfery dialogu, a co więcej – wpływa negatywnie na zaufanie obywateli, przedsiębiorców czy członków parlamentu do rządu.
Komisja Europejska zaleca publikację wyroków TK. To oznacza, że trzeba by odwołać trzech wybranych sędziów przez obecny parlament, a powołać trzech wybranych przez Sejm poprzedniej kadencji. Jeśli rząd nie wykona zaleceń KE, ta może przystąpić do Rady Unii Europejskiej z wnioskiem o stwierdzenie poważnego zagrożenia dla rządów prawa w Polsce. Wniosek musiałby był przegłosowany większością 4/5 głosów w radzie. Po tym, jak Wielka Brytania podjęła decyzję o opuszczeniu UE, szanse na przegłosowanie wniosku rosną.
W ostateczności Rada Europejska może stwierdzić, że Polska narusza przepisy prawa. Wówczas na mocy 7. artykułu traktatu unijnego rada będzie mogła nałożyć na Polskę sankcje. Do tego jednak wymagana jest jednomyślność podczas głosowania. Na razie bez odpowiedzi pozostaje pytanie, jak w przypadku próby nałożenia na nasz kraj sankcji zachowa się Wiktor Orbán, który ostatnio znów spotkał się z Jarosławem Kaczyńskim.
źródło: polskieradio.pl
