
Rząd Niemiec podkreśla wyraźnie, że nie chce wywoływać paniki, ale zaleca przygotować sobie zapasy jedzenia i wody na 10 dni. Argumentuje to elementami długofalowej polityki i programem obrony cywilnej. Minister Błaszczak tłumaczy to zagrożenie Niemiec ze strony ataków terrorystycznych i stwierdza, że w Polsce nie ma potrzeby robienia zapasów.
REKLAMA
Przypomnijmy – w ostatnich tygodniach na terenie Niemiec doszło do kilku ataków terrorystycznych. Młody mężczyzna pochodzenia syryjskiego zabił ciężarną Polkę i ranił dwie inne osoby. 27-letni Syryjczyk wysadził się w powietrze przed salą koncertową, 12 osób zostało rannych. W Monachium zamachowiec zabił 9 osób.
Te wszystkie wydarzenia mają jedną cechę wspólną. Zamachowiec dokonał aktu terroru, przez kilka godzin miejsce jego akcji było sparaliżowane i zamknięte dla postronnych obserwatorów, na drugi dzień pojawiał się komunikat policji i kwiaty na miejscu zbrodni, a trzeciego dnia stacje telewizyjne pokazywały rodziny ofiar i relacje świadków. Nie, nie piszę tego, żeby umniejszać popełnione zbrodnie, chodzi o to, żeby pokazać, że każdy pojedynczy akt terroru zajmował uwagę mediów przez góra kilka dni, a uwagę mieszkańców jeszcze krócej.
Tymczasem rząd Niemiec ogłasza program obrony cywilnej, w którym jednym z jego elementów jest gromadzenie zapasów żywności i wody na dziesięć dni. „Minimum dziesięć dni, które trzeba będzie przeżyć w oparciu o zebrane zapasy, bo system zaopatrzeniowy może się załamać” – można przeczytać w dokumencie, do którego dotarł „Frankfurter Allgemeine Zeitung”. Rząd zapewnia, że nie chodzi tu o żadne konkretne zagrożenie, że to tylko takie dmuchanie na zimne i nie ma co wpadać w panikę, a wytyczne były pisane przez kilka lat.
Minister Błaszczak przekonuje, że w Polsce nie ma potrzeby wprowadzać takiego programu, bo Polska nie przyjmuje uchodźców z Bliskiego Wschodu i zagrożenie terroryzmem w naszym kraju jest znikome. To wszystko prawda, ale...
Do zamachu w Monachium doszło w centrum handlowym. Fakt. Zostało odcięte przez policję na kilka godzin, pozostawało zamknięte przez jakiś czas po zamachu – to też fakt. Problem w tym, że w Monachium jest wiele innych miejsc, gdzie można robić zakupy i z uwagi na jednego szaleńca nie ma potrzeby, żeby w całym kraju gromadzić zapasy na 10 dni. Doprawdy jest wątpliwe, by w całych Niemczech było dość samobójców, którzy daliby radę sparaliżować handel w całym kraju na ponad tydzień.
Jest inne potencjalne zagrożenie. Od miesięcy trwa wojna między Rosją a Ukrainą i można tylko spekulować, czy niemieckie zapasy mogą mieć z nią cokolwiek wspólnego.
"Dziennik Ostrowski” napisał 26 lipca 1939 roku, jakie powinny zostać zgromadzone zapasy na wypadek wybuchu wojny: "mąka 50 kg; groch, fasola 5 kg; kasze 10 kg; ziemniaki 50 kg; kapusta kiszona 10 kg; cukier 5 kg; marmolada 1 kg; słonina 2 kg; olej 1 kg; ser chudy, suchy 2 kg; boczek lub żeberka wędzone 1 kg; kawa zbożowa 0,5 kg; pomidory w butelkach 1 kg; jarzyny świeże 10 kg; sól 1 kg. Do tego dochodzi mleko skondensowane w ilości około 5 puszek á 400 gramów w razie gdyby miało ono – co nie jest konieczne – wchodzić w skład zapasu żywnościowego".
Takie zapasy żywności miały zapewnić byt 5-osobowej rodzinie przez okres dwóch tygodni.
Napisz do autora: pawel.kalisz@natemat.pl
