Fot. Pexels.com / CC0

Zdałeś maturę. Zdążyłeś kilka razy osiwieć - najpierw odbierając wyniki egzaminu, potem - kompulsywnie odświeżając stronę z listą przyjętych na wybrany kierunek. Teraz, w końcu, szykujesz się do przeprowadzki. W ferworze poszukiwania studenckiego lokum może niewystarczająco często zadajesz sobie pytanie, ile za przywilej wstąpienia w szeregi “wykształciuchów” przyjdzie ci zapłacić. Wysłuchiwanie wykładów, zaliczanie “wejściówek” i kolosów, czy nocne kucie do egzaminów to pakiet darmowy, zgadza się. Ale już kofeinowe paliwo, podręczniki, kserówki oraz utrzymywanie kontaktów towarzyskich z ich dostarczycielami - kosztują. Ile?

REKLAMA
Student nie śpi, ale za łóżko płaci
Jeśli do tej pory nie przekonałeś się, że człowiek potrafi funkcjonować śpiąc po cztery godziny na dobę, na sprawdzenie tej tezy będziesz miał co najmniej trzy lata. Podobnie sprawa ma się z bywaniem poza domem - może się zdarzyć, że praktycznie zapomnisz, jak wyglądają twoi współlokatorzy.
Andrzej
III rok ochrony środowiska

Czasami wydaje mi się, że właściwie nie potrzebuję pokoju. Nie raz bywało, że na wykłady szło się praktycznie prosto z imprezy. Z kolei w trakcie sesji praktycznie mieszka się w bibliotece i u znajomych, gdzie przez noc, przynajmniej w teorii, uczycie się do egzaminów.

Nie należy jednak popadać w skrajności - swój kawałek podłogi mieć trzeba. Jednak w związku z tym, że będziesz się tam pokazywać stosunkowo rzadko, upieranie się na wysoki standard mija się z celem. Z góry skreślcie więc kawalerki - 1500 miesięcznie to kupa kasy, a właśnie co najmniej tyle trzeba na samodzielne mieszkanie wyłożyć w Warszawie (w innych miastach mniej, ale niewiele). Za samodzielny pokój w studenckim mieszkaniu w stolicy zapłacicie więcej niż połowę tej kwoty. Pokój oczywiście zawsze można współdzielić i jeszcze bardziej zbić koszty.
Najtaniej wychodzi mieszkanie w akademiku, gdzie koszt łóżka w kilkuosobowym pokoju waha się w różnych ośrodkach od 300 do 400 zł. Wbrew obiegowej opinii, nie jest to opcja dla tych, którzy studiowanie traktują jako sport ekstremalny.
Basia
skończyła filologię polską

Mieszkałam w akademiku całe studia, bo wychodziło najtaniej. I pewnie, że czasem ktoś wpadał na genialny pomysł, żeby w środku nocy puścić na full muzę, albo spontanicznie urządzić pidżama party w środku sesji. Ale nikt ci nie zagwarantuje, że w wynajmowanym mieszkaniu czegoś takiego nie będzie. Zdecydowanie wolałam więc przyoszczędzić na mieszkaniu. I żyję.

Na kwestie mieszkaniowe warto spojrzeć pragmatycznie jeszcze z jednego powodu: w akademiku zawsze znajdzie się ktoś, kto pożyczy podręczniki czy notatki, a może nawet i odda je za friko, co w gorszych momentach może okazać się finansowo zbawienne. Nie będąc studentem łatwo bowiem bagatelizować koszty kserowania materiałów. 10 gr za stronę łatwo traktować jak margines błędu, dopóki nie trzeba robić 500 odbitek co miesiąc.
logo
Podręczniki, notatki, skrypty - ilość makulatury, jaką "wyprodukujesz" w czasie studiów będzie sporo kosztować Fot. Unspalsh.com / CC0
Budżet reprezentacyjny - za friko się nie zintegrujesz
Nawet nie próbuj obiecywać rodzicom, że przysyłane przez nich pieniądze będziesz wydawać tylko na jedzenie, ksero i bilety do teatru. Będąc studentem, uczysz się żyć w “stadzie”, a to wymaga bywania w różnych miejscach i, nie oszukujmy się, spożywania mniejszych lub większych ilości napojów. I wcale nie chodzi tylko o te wyskokowe. Dycha za kawę na mieście (do której czasem zachce wam się dokupić ciastko) pomnożona przez kilka wyjść w tygodniu to spory koszt. Ale umówmy się, na imprezach raczej nie będziesz pił kawy.
Andrzej
III rok ochrony środowiska

Weekendy to zdecydowanie najbardziej kosztowne dni. Chcesz się wyluzować po całym tygodniu, pójść na imprezę, na koncert. Wejście do klubu zaczyna się zwykle od 10 zł, koncerty, wiadomo, są znacznie droższe. Do tego jakieś piwo w trakcie - co najmniej 8 zł. I nie ma co ukrywać, że ze znajomymi wychodzi się tylko w soboty, a od poniedziałku do piątku siedzi grzecznie w domu.

W zależności od intensywności życia towarzyskiego, kasa od rodziców czasem wystarcza, a czasem nie. Pierwsza prośba o podwyżkę pewnie nie wywoła napadu szału, ale kolejne - z pewnością. Wyjścia z budżetowego impasu są więc dwa: zakuwać i dołączyć do szacownego grona stypendystów albo dorobić.
logo
Kawka tu, piwko tam, a hajs się sam nie wyprodukuje Fot. Unsplash.com / CC0
Korki, słuchawki, knajpy
Sprawdzone informacje o tym, jak i gdzie można skutecznie dorobić są na wagę złota. Ale opcji dla obrotnych studentów tak naprawdę nie brakuje. Opcja “klasyczna” to bar, restauracja lub kawiarnia.
Ala
robi magisterkę z orientalistyki

Do tej pory zaliczyłam chyba wszystkie etapy pracy w gastronomii: zaczynałam w lecie na ogródkach, co było niezłą opcją bo zdarzały się całkiem spore napiwki. Potem przez chwilę pracowałam w kawiarnianej sieciówce. Zarobki niższe, a wymagania dużo bardziej wyśrubowane. Czepiali się właściwie wszystkiego - od ubrania, po moje podejście do klientów. Dlatego po kilku miesiącach zaczepiłam się w “normalnej” restauracji.

Na jakie stawki można liczyć, biegając pomiędzy stolikami? Zwykle około 10 zł za godzinę, więc to ile finalnie wyciągniesz, zależy od tego, ile czasu zdecydujesz się w pracy spędzić. Inne popularne wśród studentów zajęcie, czyli praca w call-center czyli na tzw. słuchawce, może dać większy zarobek, ale też odbić się znacząco na psychice.
Basia
skończyła filologię polską

Na słuchawce wytrzymałam pół roku. Dostawałam 11 złotych za godzinę plus prowizję od sprzedaży. Niby całkiem sporo, ale po całym dniu gadania i kłamania w żywe oczy byłam totalnie wypruta. Musiałam przekonywać ludzi, że kołdra z wielbłąda to coś, czego potrzebują najbardziej na świecie. Oczywiście nie wspominając o tym, że ludzie po drugiej stronie kabla często nie pozostawali mi dłużni - taką ilością wyzwisk nikt mnie nigdy nie obrzucił.

Dobrym sposobem na łatanie dziur w budżecie jest monetyzowanie zdobywanej na uniwerku wiedzy, czyli korepetycje. Tu na uprzywilejowanej pozycji są zwłaszcza studenci filologii i kierunków technicznych. Współpracując z portalem kojarzącym korepetytorów nie zarobisz wiele więcej niż w knajpie, ale przy odrobinie wysiłku i zbudowaniu własnej siatki uczniów, spokojnie możesz “krzyczeć” 30-40 złotych za lekcję.
Praca podczas studiów rzadko przypomina tę wymarzoną, dlatego poza hajsem, który oczywiście musi się zgadzać, pomyśl też o możliwych ścieżkach rozwoju. Staże i wolontariaty to inwestycja długoterminowa, ale z całkiem niezłą stopą zwrotu w postaci mocnej pozycji w CV. Więcej o tym, jaką realną cenę ma wiedza i doświadczenie oraz o tym, jak je spieniężyć przeczytasz na blogu coztymhajsem.pl.

Artykuł powstał we współpracy z firmą Provident.