
Dziesięć punktów karnych, mandat i odebranie prawa jazdy – z taką karą musi się liczyć każdy, kto przekroczy dozwoloną prędkość o więcej, niż 50 km/h. Nie inaczej było w przypadku posłanki Joanny Lichockiej, która na Facebooku właśnie poinformowała wyborców o tym, że straciła prawo jazdy po ostatniej przejażdżce po ulicach stolicy.
REKLAMA
Trzeba przyznać, że posłanka zachowała się honorowo. Nie zasłaniała się immunitetem, przyjęła zarówno mandat jak i odebranie „prawka” z godnością i pokorą. Na Facebooku chwali wręcz policjanta za to, jak miły był podczas wypełniania swoich obowiązków. Lichocka przekroczyła prędkość o 51 km/h i ma świadomość tego, że kara która ją spotkała jest zasłużona.
Do zdarzenia doszło na ulicy Wirażowej w Warszawie. Dwupasmowa jezdnia, niedzielny poranek, pusto na drodze, aż się prosiło o mocniejsze dociśnięcie pedału gazu. No i posłanka docisnęła. Po fakcie jednak zorientowała się, że na tej pustej, szerokiej drodze nie było ograniczenia prędkości. A skoro nie było, to obowiązuje ogólno-warszawskie ograniczenie do 50 km/h. Posłanka zwraca uwagę, że w tym miejscu taka prędkość jest zbytkiem ostrożności, ale jak to mawiali starożytni Rzymianie – dura lex, sed lex.
Lichocka przeprasza swoich wyborców za złamanie przepisów i zapowiada, że w przyszłości będzie jeździć wolniej. A póki co zostaje jej rower, autobus i kolej.
Kilka miesięcy temu opisywaliśmy w naTemat sylwetkę nowej posłanki. – Teoretycznie 28 sierpnia 2015 roku w życiu Joanny Lichockiej zmieniło się wszystko – gdy zgodziła się „na pewniaka” wystartować w wyborach z listy Prawa i Sprawiedliwości, przestała być dziennikarką, a zaczęła być polityczką. Praktycznie jednak nie zmieniło się nic. Joanna Lichocka żarliwie wspierała PiS zarówno jako dziennikarka, jak i posłanka – pisaliśmy.
Napisz do autora: pawel.kalisz@natemat.pl
