
Po skrajnie niesprawiedliwym przemówieniu podczas państwowego pogrzebu "Inki" i "Zagonczyka", w dniu podpisania Porozumień Sierpniowych Andrzej Duda był bardziej obiektywny. Prezydent docenił wkład Lecha Wałęsy w odzyskanie wolności. Powiedział też kilka ciepłych słów o Bogdanie Borusewiczu, dzisiaj prominentnym polityku PO.
REKLAMA
Czy tak nie może być zawsze? Przemawiając w Sali BHP Stoczni Gdańskiej https://natemat.pl/t/2413,andrzej-duda chwalił rząd i generalnie nie ukrywał, że jest politykiem PiS. I okej, nikt już nie wierzy w bajkę o bezpartyjnej głowie państwa. Ale poza tym prezydent oddał należny szacunek twórcom przełomu, którzy są dzisiaj po drugiej stronie politycznej barykady.
A nie zdobył się na to w niedzielę, podczas pogrzebu "Inki" i "Zagończyka", kiedy kompletnie pominął zasługi poprzedników. Dlatego napisaliśmy prezydentowi brakujący fragment przemówienia. Dzisiaj takiej potrzeby nie było, bo Duda docenił nie tylko Lecha Wałęsę, ale i innych liderów pierwszej "Solidarności".
– Młodzież zawdzięcza to, że Polska się zmieniła państwu którzy jesteście na tej sali, zawdzięcza to również Lechowi Wałęsie, którego na sali wprawdzie nie ma, ale jest na historycznym zdjęciu – mówił prezydent. Przekonywał też, że ostry spór polityczny nie jest niczym niezwykłym, ale społeczeństwo musi mieć punkty wspólne. – To ta sala, to historyczne zdjęcie, te postulaty – wskazał Andrzej Duda.
Oczywiście można by krytykować Dudę, że raz jest radykalnym, zatwardziałym reprezentantem obozu PiS, a innym razem koncyliacyjnym prezydentem wszystkich Polaków. Ale nie warto dzisiaj się wyzłośliwiać, lepiej docenić gest Andrzeja Dudy (i współczuć krytyki, która spadnie na niego ze strony skrajnego elektoratu). Choć fakt, że cieszymy się z powiedzenia przez prezydenta tych kilku oczywistych faktów sporo mówi o kondycji naszego życia publicznego.
Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl
