"Piekielna kuchnia" w "Kuchennych Rewolucjach"
"Piekielna kuchnia" w "Kuchennych Rewolucjach" Fot. TVN/x-news

Magda Gessler wróciła. Wraz z ekipą "Kuchennych Rewolucji" odwiedziła lokal "Piekielna Kuchnia" w Wałbrzychu, którego właścicielką jest 36-letnia Justyna. Jeśli ktoś myślał, że kolejny sezon niczym nie zaskoczy, zmienił zdanie po premierze pierwszego odcinka.

REKLAMA
Na "dzień dobry" Gessler musiała wyczyścić klejący się od brudu stolik. Jeszcze wtedy nie zauważyła, że poważniejszy problem stanowi wiszący nad nią wiatrak. Po zamówieniu kilku potraw wiadomo już było, że nawet ich nie tknie. Na talerze sypały się kawałki tłuszczu. – Chcę, żeby pani wymyła ten wiatrak, a ja idę do łazienki, żeby zwymiotować – skwitowała.
Równie, jeśli nie bardziej kłopotliwa, okazała się Justyna, czyli zarządzająca "Piekielną Kuchnią". Gessler stwierdziła, że ma do czynienia z prawdziwym diabłem. Osobą, której nie sposób okiełznać. Wytkniętą "bezczelność" tłumaczyła odejściem męża. Znana restauratorka chyba uwierzyła, bo zarządziła przemianę – dosłownie i metaforycznie. Z założenia z korzyścią dla knajpy i właścicielki. Biel wymiotła brud, lokal przechrzczono nazwą "Nie bo mleczne", w menu znalazły się m.in. biała zupa i pizza na śmietankowym cieście.
I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie charakter Justyny. Musiał wziąć nad nią górę akurat na chwilę przed finałową kolacją. Gessler poprosiła ją, by posprzątała zabrudzoną podłogę, tyle że ta agresywnie odmówiła. To przelało czarę goryczy. – Dziękuję i współczuje serdecznie – rzuciła gwiazda. "Nie bo mleczne" zostawiam pani z piekła rodem – dodała, żegnając się z pracownikami. Po 7. tygodniach wróciła, ostatecznie stwierdzając, że knajpa i właścicielka zdają egzamin. Czy na pewno? "Ależ wyszło prostactwo..." – pisze na fanpage'u lokalu jedna z klientek. Podobnych opinii jest więcej.