
Nie od razu poszła z tym na policję, ale opowiedziała o swoich traumatycznych przeżyciach swoim znajomym. Dopiero po dwóch dniach zgłosiła się na komendę. Na szczęście policja, a potem prokuratura sprawę potraktowały poważnie. – Za tym, że mówi prawdę przemawiają właśnie zeznania świadków, jej znajomych, którym się zwierzyła na gorąco, tuż po tym zdarzeniu – mówi "Głosowi Wielkopolskiemu" szef prokuratury w Trzciance Radosław Groczyński.
Tego typu historii w całym kraju jest mnóstwo. Internet jest pełen opowieści o obleśnych instruktorach, ich dwuznacznych tekstach i ich rękach, których nie potrafią trzymać przy sobie. 19-letnia Nadia pisze ostro: "Mój instruktor jazdy to obleśny zbok!". Nie chce z nim więcej jeździć, ale ten człowiek jest przyjacielem jej ojca, lekcji udziela w promocyjnej cenie, więc...
Ostatnio uczył mnie szybkiej obsługi skrzyni biegów. Oczywiście moja dłoń na gałce, on na mojej i jakieś dziwne ruchy. Miałam wrażenie, że wyobraża sobie coś innego. Szybko gubił wątek, patrzył się w mój dekolt... Strasznie krępująca atmosfera. A przecież go nie spoliczkuję i nie wyzwę od chamów, bo tak naprawdę niczego konkretnego nie zrobił, a na dodatek to przyjaciel ojca. Czytaj więcej
Tak było 7 lat temu w Częstochowie. 58-letni instruktor, emerytowany policjant, w trakcie nauki jazdy łapał kursantki za kolana, za piersi, dotykał krocza. Pytał na przykład "czy wiesz, jak to jest od tyłu?". 28-letnia kursantka nie wytrzymała, poszła do prokuratury wraz z mężem. Po niej odważyły się kolejne i też złożyły zeznania. Instruktor Arkadiusz C. do niczego się nie przyznał. Wyjaśniał, że takie ma metody nauczania. W 2010 roku sąd w Częstochowie wydał wyrok - półtora roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata. Taka kara raczej nie dodaje odwagi innym poszkodowanym.
Mieliśmy kilka takich przypadków. Kobiety nie idą z tym na policję, bo się boją, że znajdą się na jakiejś czarnej liście instruktorów i egzaminatorów. Wiadomo, że nie jest łatwo zdać egzamin na prawo jazdy. A jeśli podejmie się walkę, to można się obawiać, że całe środowisko się zemści i o prawie jazdy można zapomnieć.
Napisz do autora: tomasz.lawnicki@natemat.pl