
Gdy opublikowaliśmy listę kwestii, o których opozycja mówi dziś tylko "off the record", wywołało to gorącą dyskusję. Ale co innego w świetle kamer, a co innego przy wyłączonych mikrofonach, mówi się także w partii rządzącej. Oto rzeczy, których głośno nie powiedzą politycy PiS.
REKLAMA
1. "Skąd przywlekli się naziole?!"
To słowa szczególnie aktualne w ostatnich miesiącach. Obecne Prawo i Sprawiedliwość to partia, która zdobyła władzę dzięki skupieniu naprawdę szerokiego wachlarza środowisk. Są w nim i wyrachowani polityczni wyjadacze z "zakonu PC", ludzie pierwszej "Solidarności", ale i dawni działacze PZPR. Jest cała rzesza katolickich ortodoksów, ale i przedstawiciele światopoglądowego centrum, a nawet lewicowcy, którym z innymi partiami nie było po drodze.
I wielu z każdej z tych frakcji zachodzi dziś w głowę, kiedy nastąpił ten moment, w którym do PiS tak mocno przykleili się ludzie, dla których "tradycyjne polskie wartości" są równie ważne, co "niedokończone dzieło Hitlera". Gdy chce się rozgrywać po prawej stronie sceny politycznej, zawsze trzeba z takimi flirtować, ale PiS ten flirt wymknął się spod kontroli. Z rozmów na ten temat z działaczami partii rządzącej wynika, że gra ze skrajną prawicą nigdy nie przebiegała według jakiegokolwiek planu. I trudno znaleźć tego, który za nią odpowiada. Wszystko idzie na żywioł, a żywioły są bardzo niebezpieczne...
Komu nawet nie przeszkadza to, co ONR i Młodzież Wszechpolska mówią i robią (lub chciałyby robić), ten obawia się o... stołki. Kiedyś może bowiem dojść do tego, że "naziole" będą chciały od PiS coś w zamian za okazane wsparcie. Czyli dostępu do realnej władzy i synekur. Tymczasem w kolejce do źródła z nimi stoi przecież jeszcze wielu "swoich" i nie jest ono tak obfite, jak w pierwszych miesiącach po wyborach.
2. "Duda się ośmiesza"
Oficjalnie jest tak, że jeśli już jakiegoś polityka PiS da się zmusić do choćby dwóch zdań komentarza o prezydenturze Andrzeja Dudy, słyszymy tylko rzucane prosto w oczy wyświechtane formułki typu "głowa państwa jest samodzielna", lub kuriozalne twierdzenia, że relacja prezydenta z Jarosławem Kaczyńskim to w demokracji coś całkowicie normalnego.
Kiedy natomiast z ludźmi ze środowiska partii rządzącej rozmawia się szczerze, trudno znaleźć kogokolwiek, kto miałby ochotę i pomysł na obronę tego, na co zdecydował się prezydent Duda. Oczywiście, że słyszymy wszystkie dobrze znane superlatywy na temat jego sympatycznego stylu bycia, ale to wszystko wspomnienia Andrzeja Dudy sprzed lat lub z ubiegłorocznej kampanii. Jednak jako głowa państwa nie ma dobrej opinii także wśród swoich.
Na porządku dziennym w PiS są też kpiny z plotek na temat relacji prezydenta z Pierwszą Damą, ale to już wypada przemilczeć...
3. "Boję się Macierewicza"
To kolejny z najświeższych tematów żyjących ostatnio w rozmowach "off the record". Ten strach przed Antonim Macierewiczem w PiS przybiera dwie formy. Pierwsza to obawa, że szef MON, mając do dyspozycji potężny aparat wojskowych służb i archiwa z niezwykle ważnymi informacjami, zacznie rozgrywać tym w partii.
Dlaczego miałby to robić? - Ministerstwo Obrony Narodowej to dla niego za mało. On się tam bawi, ale nie realizuje. To człowiek, który zawsze chciał być numerem jeden. I prezes Kaczyński dobrze go z tej strony zna, dlatego nie dał mu - choćby w warstwie symbolicznej - urosnąć. W partii jest wysoko, ale w rządzie nie jest przecież nawet wicepremierem - tłumaczy jeden z polityków PiS związanych z polityką zagraniczną i wojskowością, który często pracuje z szefem MON.
Drugi strach przed Macierewiczem to natomiast obawa o to, kiedy opinia publiczna z nim dłużej nie wytrzyma. Przez minione lata zrobił dla partii ciężką pracę kreując mity umożliwiające partykularne posługiwanie się katastrofą smoleńską, ale zamiast nowych odsłon na tym polu, Antoni Macierewicz stał się ostatnio twórcą aferek i ośmieszających PiS sytuacji. Jak te, które wybuchły wokół jego fascynacji młodymi współpracownikami - Bartłomiejem Misiewiczem, a wcześniej Edmundem Jannigerem.
4. "Kaczyński, czas na emeryturę!"
Jarosław Kaczyński to spoiwo Zjednoczonej Prawicy i okrągłe zdania o uznaniu dla prezesa nie tylko politycy i działacze partyjni, ale i przeciętni sympatycy obecnej władzy są w stanie wydeklamować nawet zbudzeni w środku nocy. Jak każdy tego typu przywódca, Jarosław Kaczyński w rzeczywistości ma jednak za plecami długą kolejkę niecierpliwych kandydatów na następców.
Jednych do marzeń o przejęciu sterów zachęca sam prezes. W tej sytuacji jest dziś na przykład Mateusz Morawiecki. Inni, jak Zbigniew Ziobro, czy wspomniany już Antoni Macierewicz, sami podsycają w sobie marzenia o stanięciu na czele "dobrej zmiany". A oprócz nich są jeszcze ci, których do tej gry popychają ich zwolennicy. Ot, choćby PiS-owcy "konserwatywni-liberałowie" i "eksperci techniczni" z nadzieją patrzący na Jarosława Gowina.
Jednym w tych dyskusjach chodzi o niezadowolenie z obecnej formy przywództwa, innym po prostu o pęd na szczyty władzy i wojny wewnątrzpartyjnych plemion. Wszyscy w tej kwestii zapominają jednak, że... jest ona bezsensowna. Bo jak na razie nie ma polityka, który mógłby zdobyć taki rząd dusz, jaki ma Jarosław Kaczyński.
5. "A jak się ludzie kiedyś wkurzą..."
Ci, którzy o zmianie na fotelu prezesa marzą powodowani niezadowoleniem z tego, jak przebiega "dobra zmiana", często w kuluarach rozmawiają już o czarnych scenariuszach na przyszłość. Bo ostatecznie kiedyś się one dla PiS ziszczą. I wielu w partii już dziś zaczyna planować, co ze sobą zrobić, gdy słupki poparcia zaczną lecieć w dół.
Pesymiści twierdzą, że to kwestia kilkunastu miesięcy. Optymiści odgrażają się, iż wystarczy jeszcze kilka stanowczych kroków, by PiS rządził Polską przez długie lata. Wśród jednych i drugich nie brakuje jednak tych, którzy mają świadomość, że nawet jeśli udałoby się zabarykadować u władzy jak orbanowski Fidesz, albo i putinowska Jedna Rosja, to kiedyś przyjdzie tego wszystkiego kres.
- Jeśli władzę odbierze nam ktoś tak, jak Donald Tusk w 2007 roku, to będzie można znowu spokojnie odbudowywać pozycje i kiedyś wrócić. Ale jak ktoś zagra z nami ostrzej, to będzie koniec tej pięknej historii - usłyszałem od znajomego "PiS-owca" już wówczas, gdy opozycja miała za sobą tylko pierwsze masowe protesty.
Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl
