logo
Każda z nas ma kosmetyk, bez którego już nie wyobraża sobie życia Prawo autorskie: paulgrecaud / 123RF Zdjęcie Seryjne

10 kosmetycznych perełek, które kochają pracowniczki popularnych drogerii

REKLAMA
Maskara Growing Lashes, Wibo, 11 zł
- Pamiętam, że w moim pierwszym tygodniu pracy sprzedałam chyba kilkadziesiąt tuszy Wibo - mówi mi Edyta z drogerii w Centrum. Zaczęłam podpytywać dziewczyny o co chodzi, bo wcześniej nawet nie słyszałam o tej marce. Powiedziały mi, że to od dawna jest hit i że chyba jestem nienormalna, że tego nie wiem. Co miałam zrobić? Wzięłam i spróbowałam. Teraz faktycznie już by mnie nikt nie namówił na inny. Jestem blondynką, mam raczej rzadkie i blade rzęsy, więc poprzednio albo robiłam sobie doklejki albo używałam tuszu dwufazowego, przy którym trzeba swoje odsterczeć przy lustrze. To cudo robi mi super czarne i grube rzęsy tak jak lubię, nie skleja i przy okazji się nie kruszy, więc pod koniec dnia pracy nie mam oczu jak panda.
Kosmetyki Babydream, 5-13 zł
- Jakiś czas temu siedziałam przy kasie, kiedy bardzo atrakcyjna babka zaczęła wykładać z koszyka swoje zakupy - zaczyna Natalia. Było tego naprawdę dużo, ale najbardziej mnie zdziwiło to, że wzięła całą masę kosmetyków dla dzieci z serii Babydream - żel do mycia, oliwkę, krem... no wszystko, jak leci. Czemu zdziwiło? Bo pani... jakby to powiedzieć... na mamusię to ona za bardzo nie wyglądała. Było wtedy bardzo ciepło, miała na sobie krótką sukienkę z odsłoniętymi ramionami. Mówię ci, miała skórę jak marzenie, aż się w niej słońce odbijało, taka była gładka, a miała spokojnie 2 razy tyle lat, co ja. Też postanowiłam wziąć na próbę żel do mycia i powiem tak - nie ma porównania do tych najpopularniejszych, które mają niby wygładzać już od pierwszego mycia. Ja się myję tańszym żelem dla niemowlaków i skórę mam gładką jak nigdy.
Bibułki matujące TheaTric Professional, 8 zł
- Jak się pracuje z klientami, to wiadomo, że obowiązują pewne standardy - zauważa Malwina. Musimy być ładnie pomalowane, mieć zrobione paznokcie i włosy. Wszystko musi być na tip top, bo nie możemy sobie biegać co 5 minut pudrować nosek do łazienki. Mimo, że używam dobrego aptecznego podkładu, z tłustą skórą jakoś wygrać nie mogę, więc po 2-3 godzinach zaczynam się świecić. Wtedy mam wrażenie, że klientki jeśli w ogóle patrzą mi w oczy, to najpierw zauważają moje czoło. Wiedziałam, że mamy w drogerii jakieś bibułki matujące, ale w życiu czegoś takiego nie używałam. Pomyślałam, a co mi tam i spróbowałam tych zielonych. Re-we-la-cja. Użyję raz czy 2 w ciągu dnia, chwila moment i skóra matowa jak ta lala przez cały dzień.
Maska do włosów Alterra, ok. 10 zł
- Mogę nie pójść do kina, mogę nie zjeść obiadu, ale na produkty do włosów wydam ostatni grosz - śmieje się Magda. Był czas, kiedy maniacko kupowałam wszystko jak leci, eksperymentowałam chyba ze wszystkimi markami dostępnymi na polskim rynku. Zero umiaru, bo stosowałam szampon, potem odżywkę, potem serum, a jeszcze później maskę, którą zostawiałam na noc pod czepkiem. Powiedzmy, że ten etap mam już za sobą. Dotarło do mnie, że po prostu trzeba znaleźć 2-3 bardzo solidne produkty i ich się trzymać. Jednym z mojej świętej trójcy jest maska z granatem i aloesem. Uwielbiam jej zapach, konsystencję, bardzo porządny skład i to, jakie miękkie po niej są moje włosy. Mam straszną słabość do prostownicy i nie chcę myśleć, jak by wyglądały moje włosy, gdyby nie moje produkty. Fakt że nic po nich nie widać, żadnych rozdwojonych końcówek ani siana, to w sumie najlepszy dowód.
Sól do kąpieli Isana, saszetka 2 zł
- Długo wynajmowałam mieszkanie tylko z kabiną prysznicową, co mnie wkurzało, bo jestem typem, który uwielbia długie kąpiele - uśmiecha się Ewa. Niedawno wprowadziłam się do narzeczonego i nareszcie mogę po pracy wejść do wanny jak człowiek i porządnie się zrelaksować. Ponieważ potrafię się moczyć naprawdę długo, jeżeli nie użyję jakiegoś „wsadu” to potem wyglądam jak suszona śliwka. Kiedyś używałam płynów, potem miałam fazę na perełki, a teraz moim odkryciem jest sól z lawendą i wanilią. Nie lubię chemicznego syfu, bo potrafi mnie nieźle uczulić, więc pasuje mi jej dobry skład i taki przyjemny, „nieduszący” zapach. Nawet jeśli moczę się bite 50 minut, jak wychodzę, skóra jest miękka i gładka.
I want, Wielofunkcyjny krem BB, ok. 35 zł
-Kojarzysz taką książkę o sekretach urody Koreanek? Czekam teraz na swoją kolej, bo pożyczamy ją sobie z dziewczynami. Coś w tym jest, że one naprawdę wyglądają jak dziewczynki, nawet jeśli są już dawno po 40 - zachwyca się Dorota. Kiedyś zaczęłyśmy o tym gadać i jedna z dziewczyn nas oświeciła, że przecież „I want”, czyli marka, którą u siebie mamy, jest właśnie koreańska. Rzuciłyśmy się wszystkie na te kosmetyki, jakbyśmy w życiu nie widziały na oczy kremu. Uwierz mi, to nawet nie tylko sama skóra, ale autentycznie miałam wrażenie, że cała twarz zaczęła wyglądać na bardziej wypoczętą. Nawet mąż stwierdził, że chyba go zdradzam, bo jakoś ładniej zaczęłam wyglądać. Połowa tego, co mówią w reklamach, te wszystkie badania i procenty, to prawie wszystko ściema. A tu marka, o której mało kto słyszał i o - strzał w dziesiątkę.
Night Dream Jacques Battini, woda perfumowana, ok. 60 zł
- Jak możesz sobie wyobrazić, praca w drogerii to nie są kokosy - przyznaje Ewa. Ja na przykład mam fioła na punkcie perfum, ale przecież nie wejdę sobie do perfumerii i nie kupię Diora za 5 stów. Fajnie, że mamy u siebie kilka porządnych marek, tak że można ładnie pachnieć za nie takie wielkie pieniądze. Ale zaskoczę cię – o moim faworycie mało osób słyszało. To Night Dream Jacques Battini. Uwielbiam! Pasują mi intensywne perfumy, a ten zapach właśnie bardzo głęboki, tajemniczy, bardzo zmysłowy. Używam go i na dzień i na wieczór. Flakonik jest poręczny, dobrze się nosi w torebce i przy tym ładnie wygląda z tym kryształkiem Swarovskiego. No i za takie pieniądze to można się w nim kąpać.
Lovely, Gold Highlighter, ok. 10 zł
- Do pracy nie bardzo mogę, ale na wieczór lubię malować się troszkę mocniej - zwierza się Agnieszka. Przyznaję, mam w domu cały wielki kosz kolorowych kosmetyków. Jestem fanką youtubowych instruktaży, blogów, a ostatnio zafundowałam sobie indywidualny kurs u takiej znanej makijażystki. Dziewczyna miała cały arsenał kosmetyków, więc oczywiście wszystkie musiałam dokładnie obejrzeć. Miała bardzo dużo marek luksusowych, takich, których u nas w drogerii nigdy nie będzie. Moim największym zaskoczeniem były róże i rozświetlacze – patrzę, a tu nasze Lovely. Nie żadne bajery za pół mojej pensji tylko właśnie Lovely, które bardzo chwaliła. Że takich rzeczy nie trzeba mi 2 razy powtarzać, następnego dnia sama je sobie sprawiłam. Kocham zwłaszcza rozświetlacz, który nie dość że jest trwały, to jeszcze wygląda się po nim jak po SPA na Kanarach.
Lakiery Essie, 35-49 zł
- Nie wyobrażam sobie, jak zadbana kobieta miałaby chodzić z nieumalowanymi paznokciami - dziwi się Natalia. Już pomijam fakt, że to tak jakby się dobrowolnie pozbawiać 10 akcesoriów, które można mieć za półdarmo. Ja chyba od 14. roku życia robię sobie manicure. Używałam już wszystkich marek, nosiłam wszystkie kolory i na lakierach znam się jak mało kto. Do essie najpierw zachęciła mnie świetna cena. Jak zobaczyłam, że paleta kolorów i trwałość biją na gowę lakiery kilka razy droższe, przestawiłam się na stałe. Już parę ładnych razy zdarzyło mi się, że dziewczyny pytały, gdzie robiłam hybrydę. Czasem zwywam go dopiero wtedy, kiedy chcę zmienic kolor, a nie dlatego, że odpryskuje. Petarda.
Kremy SheFoot, ok. 20 zł
- Od 3 lat biegam maratony. Masz pojęcie, co one robią ze stopami? - pyta Weronika. Już może nie przypominają krwawej miazgi jak kiedyś, ale nadal są potem nieźle zmaltretowane, wiesz, otarcia i odciski są na porządku dziennym. I jak tu potem założyć sandałki? Dlatego przykładam bardzo dużą wagę do pielęgnacji stóp – używam peelingów i kremów. Najbardziej jestem zadowolona z kremów SheFoot. Są tańsze niż popularniejsza marka, którą mamy w drogerii, a działa jak miód malina. Nawet jak przetańczę całą noc w szpilkach i potem ledwo stoję, to wklepuję sobie szybko kojący żel i jestem jak nowo narodzona.
[block position="indent"]197093[/block]