Polska mistrzyni świata Joanna Jędrzejczyk: Wszystkie sukcesy zawdzięczam Bogu

Joanna Jędrzejczyk w czasie treningu
Joanna Jędrzejczyk w czasie treningu
Joanna Jędrzejczyk, sześciokrotna mistrzyni świata, najlepsza na świecie zawodniczka MMA w wadze słomkowej. Olsztynianka, która sześć dni w tygodniu trenuje, a siódmego idzie do kościoła na mszę i na obiad do rodziców. Kobieta, która uważa, że jest lepsza w tym, co robi, od mężczyzn. Sportsmenka zarabiająca setki tysięcy dolarów na walkach. O Jędrzejczyk można opowiedzieć wiele historii. Każda z nich zacznie się od wielkiej determinacji, morderczej pracy, dekadzie upokorzeń i przegranych zakończonej mistrzowskimi tytułami.


Słyszę że rozmawiasz przez zestaw głośnomówiący. Czyli znów gdzieś jedziesz.

Z Olsztyna do Warszawy. Wczoraj też byłam w Warszawie. Przejechałam 500 kilometrów, żeby nagrać 5-minutową zapowiedź głosową pod reklamę jednego ze sponsorów. Całkiem śmieszne. Pewnie nikt nie spodziewał się, że tak to szybko pójdzie. Wróciłam w nocy, dziś w Olsztynie podpisałam umowę z nowym sponsorem, a teraz do Warszawy na spotkania zorganizowane przez Reebok.


Życie mija Ci od sponsora do sponsora.

Wcale nie! Dziś rano wyprawiłam narzeczonego do pracy. Zrobiłam śniadanie i obiad dla niego. Zrobiłam trening, przebrałam się i dopiero teraz lecę uruchamiać kampanię nowej kolekcji Reebok Combat. Będę na 15 sklepach Go Sport. To mnie cieszy, bo to okazja do spotkań z fanami.


Widziałem na Instagramie fragment Twojego treningu i chciałem Ci powiedzieć, że masz obłędnie szybkie ręce. Ale całe życie masz w sumie obłędnie szybkie.

Chyba od zawsze tak miałam. Szybko mówię. Szybko działam. Jak kogoś o coś proszę, to jeśli się muszę przypominać trzy razy, to wolę sama zrobić. Nie potrafię czekać.
W gorącej wodzie kąpana…

Nie jestem! Po prostu wiem, że teraz jest moja szansa. To jest mój czas. Czasem sobie mówię, że po karierze sportowej będę miała mniej zobowiązań i wtedy znajdę czas na książkę, kawę, wino, rodzinę, bliskich. Ale w sumie w to wątpię. Już teraz mam masę pomysłów na to, co zrobię, jak skończę walczyć za rok, czy dwa.


Dopiero skończyłaś 29 lat. To wcześnie na emeryturę.

Chcę być mamą. A jak się za coś biorę, to chcę robić to profesjonalnie. Jestem uśmiechnięta i lubię żarty, ale jak coś zaczynam, to na poważnie.

W Twoim sporcie nie ma mam?

Są. Ale ja, gdy będę mamą, to będę się chciała poświęcić rodzinie i niczemu innemu.

Na Twoim Instagramie widzę jedzenie, podróże, przyjaciół. Czy z tego składa się Twoje życie?

Ludzie w mediach społecznościowych często dozują to, jak się pokazują. Ja tymczasem daję całą siebie. Pokazuję, co jem, jak wyglądam rano bez makijażu, jak wyglądam spocona po treningu. Nie przygotowuję się do tych zdjęć. Wiem, że ludzie takiej mnie chcą. Autentycznej, normalnej, borykającej się z tymi samymi problemami, co wszyscy, a jednocześnie będącej jakimś wzorem do naśladowania. Moje życie podporządkowane jest pod sport.

W jakimś wywiadzie powiedziałaś, że nie lubisz, jak ludzie patrzą na Ciebie przez pryzmat walki, siniaków i ringu-oktagonu. Jak chciałabyś, żeby na Ciebie patrzyli, jeśli Twoje życie to sport.

Trudne pytanie. Gdybym nie robiła tego, co robię, to ludzie by mnie w ogóle nie znali. Oni często do mnie podchodzą, mówiąc: Miła z ciebie dziewczyna, normalna, sympatyczna, otwarta, idzie z Tobą pogadać.

Nie wiem, czego się spodziewają. Chyba jakiegoś zabijaki. A ja jestem całkiem normalna. Jestem dziewczyną z niezbyt dużego miasta, czyli Olsztyna. Spełniłam swoje marzenia bardzo ciężką pracą. Miałam pasję i wiedziałam, że praca to droga do sukcesu. Tego nauczyli mnie rodzice.

Ludzie myślą, że zawodnicy MMA są agresywni, niemili, gburowaci, aroganccy. My wcale tacy nie jesteśmy. Jesteśmy normalnymi ludźmi. Mamy swoje rodziny, pasje, słabostki. Chciałabym, żeby taką kobietę wszyscy we mnie widzieli.

Wiele kobiet nie chce ćwiczyć sztuk walki, bojąc się, że nabiorą zbyt muskularnej sylwetki. Że przestaną być kobiece.

Właśnie po to podjadam po sezonie dużo słodyczy. Chcę mieć krągłości! Czasem ktoś mnie pyta, czemu tyle trenuję i nie mam sześciopaku. Mogę go mieć w dwa tygodnie, tylko nie chcę. Grunt to się dobrze czuć!

Przygodę ze sportem zaczęłam, będąc nastolatką może nie otyłą, ale taką, która chce zrzucić parę kilogramów. Sport na pewno zmienia sylwetkę. Moje koleżanki pytają mnie czasem, dlaczego ważą więcej, mimo że ćwiczą ciężko sztuki walki, crossfit albo inne wymagające sporty. Mówię: Słuchaj, dziewczyno, to ci mięśnie rosną. Zmierz sobie, jak ci ten tłuszczyk spada. To, że budujesz mięśnie, to tylko dobrze. Wzmacniasz ciało, budujesz ścięgna, będziesz sprawniejsza we wszystkim, co robisz, zdrowsza. Oczywiście nie można przesadzać. Fajnie jest zachować kobiecość. Każdy powinien dobrze czuć się w swoim ciele.

Co w Twoim sporcie jest fajnego, co by mogło zmotywować przeciętną dziewczynę do rozpoczęcia treningów?

MMA jest pięknym, przekrojowym sportem. Składową są dyscypliny olimpijskie – boks, zapasy, judo. Każda z tych dyscyplin rozwija coś innego. Treningi nie polegają na tłuczeniu się po twarzach albo waleniu w worek. My kształtujemy sylwetki, wzmacniamy się fizycznie, siłowo. Budujemy szybkość, kondycję. Pięknym elementem jest brazylijskie jiu-jitsu – techniczne, wzmacniające mięśnie głębokie. Ważny jest też aspekt psychiczny. Dzięki MMA nabieramy pewności siebie. Nie chodzi o taką pewność, która jest podstawą arogancji. Chodzi o wewnętrzną moc, która pomaga nam w codziennych zmaganiach i wyzwaniach. Duże problemy stają się nagle malutkie. Jeśli poradzimy sobie na sali, to potem dużo łatwiej jest nam w życiu.

Ja też nie jestem idealna. Popełniam błędy. Muszę się wzmacniać. Muszę każdego dnia szukać inspiracji. Sport tego uczy.

Czyli przede wszystkim głowa?

Tak jest! To dzięki niej się zmieniamy i rozwijamy.

Lubisz ciuchy Reeboka, w których walczysz?

Mają superfajny, odjechany outfit. Ludzie piszą, żebym przestała reklamować to czy tamto. Ja nie robię niczego na siłę. Moje kontrakty nie są na żadne miliony. Ja wspieram to, w co wierzę. Moje życie jest takie, że noszę sportowe ciuchy. Uwielbiam sportowy styl. Jak będę miała 80 lat, to będę odjechaną sportową staruszką.
Jak doszło do tej niebywałej kariery kobiecego MMA? Kilka lat temu ten sport w ogóle nie istniał.

Kobiety żądzą światem! Kilkadziesiąt lat temu w ogóle nie było kobiet na olimpiadach – pisałam o tym w pracy magisterskiej. Potem kobiety zaczęły się wdzierać na salony. Kiedyś powiedziałam, że kobiety są lepsze technicznie od mężczyzn, co spotkało się ze strasznym oburzeniem. Krytykę wobec mnie mam zupełnie gdzieś, natomiast postaram się lepiej wyjaśnić, co mam na myśli. Faceci rodzą się z naturalną dawką testosteronu. Kobiety muszą pobudzać w sobie tę waleczność. Muszę z tego powodu wejść na wyższy poziom techniczny.

My, kobiety jesteśmy teraz walkami wieczoru. Ludzie przychodzą, żeby nas oglądać. To jest piękne. Na mojej walce w Melbourne było więcej ludzi niż kiedykolwiek na tym stadionie na jakimkolwiek innym sporcie. A jest to wielki obiekt piłkarski! Kobiety odniosły olbrzymi sukces w mieszanych sztukach walki i jestem przekonana, że to się będzie rozwijać.

Na liście miejsc, w których walczyłaś, są najpiękniejsze i największe miasta świata: Las Vegas, Melbourne i wiele innych. Czy czujesz się obywatelką świata czy Polski?

Czuję się obywatelką Olsztyna i Polski. Kilka dni temu byłam w Olsztynie w ulubionej kawiarni. Podchodzi do mnie pani i mówi: Ojejku. Zrozumiałam, że chodzi o mnie. A ona: Ojejku, świat w Olsztynie. A ja odpowiadam: Szanowna pani, jaki tam świat. Po prostu olsztynianka w domu.

Ludzie myślą, że mieszkam za granicą. Ja mieszkam w Olsztynie, bo tutaj się urodziłam, tutaj wychowałam, tutaj trenuję. Nie mam żadnego kompleksu niższości, mimo że moja ostatnia walka być może odbędzie się w najważniejszej hali na świecie, czyli w Madison Square Garden w Nowym Jorku.

To już wiadomo?

Jeszcze nie, ale wierzę, że się uda. Do tej pory MMA było zabronione w Nowym Jorku. Gdyby to się zmieniło, byłoby fantastycznie. Madison to mekka sportu, najważniejsze walki bokserskie tam były. Nowy Jork jest jednym z najbogatszych stanów Ameryki. Byłaby to historyczna gala.

Zagraniczne portale mają przede wszystkim problem z wymową Twojego nazwiska

Ułatwiłam im to. Teraz nazywają mnie Joanna The Champion.

Co robiłaś po ostatniej, lipcowej walce?

Spędzałam czas z rodziną, chciałam im wynagrodzić długą nieobecność. Zostałam na kilka dni w Las Vegas. Poleciałam do Chicago. Moi kibice tam są absolutnie niesamowici. Rozumiem polskich sportowców, którzy emigrują. My nadal jesteśmy Polakami, nadal walczymy dla Polski, nadal mamy orzełka na sercu. Ale za granicą mamy dużo większe możliwości – możemy się pokazać dużo większej publiczności i dzięki temu więcej zarobić. W Stanach Zjednoczonych odbywa się 40-50 gal rocznie mojej organizacji UFC. Czekam na galę w Polsce, ale nie wiem, czy się uda.

Czy dużo trenujesz? Dużo jesz? Cały czas białko?

Cały czas białko to nic dobrego. Ludzie myślą, że tłuszcz tuczy. Tymczasem to bułeczka tuczy, to węglowodany się odkładają, to cukry się odkładają. Ja lubię zdrowo jeść. Poznałam wspaniałych ludzi, mam świetnych dietetyków, dużo sama czytałam. Lubię gotować. Nawet jak jestem na diecie, to gotuję bliskim. Najbardziej lubię kuchnię włoską. Robię dobre makarony. Lubię słodycze, lubię lody.

Przygotowując się do walk, trenuję dwa razy dziennie. Niedziela jest dniem świętym i wtedy często jadę na wieś do rodziców, idziemy razem do kościoła, jemy wspólny obiad. Tygodniowo mam od 9 do 11 treningów. Po walkach mam swoje postanowienia – wiem, co zjem, czym się nagrodzę za sukces. Mam precyzyjną listę rzeczy, które zjem i listę miejsc, do których pójdę. Gdziekolwiek na świecie jestem.

Dieta to złe słowo. Wolę mówić o racjonalnym odżywianiu. Niezależnie, czy jesteś sportowcem, czy pracujesz za biurkiem, powinieneś się dobrze odżywiać.

Powiedziałaś o kościele i wierze. To jest dla Ciebie ważne?

Jest powiedzenie: Bóg, Honor, Ojczyzna. Ja bym powiedziała: Bóg, Rodzina, Honor, Ojczyzna.

Bóg na pierwszym miejscu.

Od zawsze. Bogu zawdzięczam wszystko. Ludzie patrzą na mnie i widzą dobre auto, czytają o moich zarobkach w internecie. Myślą, że mi się powodzi i zawsze powodziło. Ludzie nie widzieli dziesięciu lat mojego poświęcenia. Nie widzieli kopów, jakie dostałam w życiu. To zbudowało mnie. Dzięki Bogu wszystko to było możliwe. Oczywiście dogaduję się z ateistami, z muzułmanami, z każdym. Nie mam żadnych uprzedzeń, nie grupuję ludzi.

Patronem cyklu artykułów „Oto Lew” jest Kulczyk Holding SA.