Fot. Marcin Chodorowski / 123rf

W Warszawie straszy. I to nie w jednym miejscu. Miasto z taką historią musi mieć przecież swoje tajemnice, budzących grozę wspomnień nie tak łatwo się pozbyć. Czy opowieściom o duchach dawać wiarę? Niekoniecznie. Warto jednak wiedzieć, które miejsca w stolicy są, jeśli wierzyć legendom, nawiedzone – trochę ze względów kulturoznawczych, a trochę tak na wszelki wypadek.

REKLAMA
Zbrodnia z Wilczej
Odgłosy ciągniętych łańcuchów, wrzaski, biały pies na balkonie widziany o północy, krew rozlewająca się po posadzce… Co tak naprawdę wydarzyło się w położonym na parterze mieszkaniu przy ulicy Wilczej 2?
Wiadomo, że przed wojną mieszkanie zajmowała starsza dama Aleksandra Grobicka. Jedna z legend głosi, że została zamordowana przez własnego lokaja, który postanowił ją okraść. Inna mówi o studencie, który targnął się tam na własne życie i teraz straszy w pokojach. Jakkolwiek by nie było, opowieści sprawiły, że mieszkanie stało się bardzo popularne w okresie międzywojennym - zakładano się nawet, kto ośmieli się spędzić w nim noc. Podobno nie udało się to nikomu.
Biała Dama z Mokotowa
O tym, że w willi przy ulicy Morskie Oko 5 straszy, słyszała chyba większość warszawiaków. Historia białej damy, która się w niej pojawia, bierze swój początek w czasie powstania warszawskiego. To właśnie wtedy schronić się w niej miała młoda i piękna dziewczyna, Hanka.
Zakochana w jednym z powstańców, wyszła nocą, żeby zebrać dla niego bukiet kwiatów. Już po kilku krokach ugodziła ją w serce zbłąkana kula. Od tamtej pory lubi pokazywać się młodym mężczyznom, oczywiście ubrana w białą, powłóczystą suknię. Podobno wciąż szuka swojego powstańca. Trudno o bardziej romantyczną historię.
Skarb inż. Grabowskigo
Jeśli szukamy w Warszawie duchów, koniecznie musimy udać się na Żoliborz. W jednym z jednorodzinnych domków przy placu Dionizego Henkla miało niegdyś dojść do tragicznych wydarzeń. Podczas prac wykończeniowych dwóch robotników znalazło ukrytą w ścianie złotą figurkę. Doszło między nimi do kłótni, a potem do rękoczynów. Ostatecznie jeden z nich zabił drugiego. Ten, który zginął, niejaki inżynier Grabowski, od tej pory straszy w okolicy, wciąż szukając swojego skarbu.
logo
W Pałacu Staszica podobno można spotkać ducha księdza-samobójcy. Fot. Wikimedia / Domena publiczna
Smutny ksiądz
Był rok 1818, kiedy jednym z kościołów na Krakowskim Przedmieściu ksiądz popełnił samobójstwo. To wydarzenie tak wstrząsnęło mieszkańcami miasta, że książę Konstanty postanowił kościół zamknąć, a następnie go rozebrać.
I choć w jego miejsce Stanisław Staszic wybudował swój pałac, miejsce nigdy nie pozbyło się złej sławy, a „smutny ksiądz” miał do niego powracać w każdą rocznicę swojej śmierci. A ponieważ nikt już dokładnie nie pamięta, kiedy ona nastąpiła, zwiedzający pałac muszą być przygotowani na bliskie spotkanie z duchem.
Duch aktorki
Na ulicy Nowogrodzkiej 14 miała około 1890 roku mieszkać słynna aktorka Maria Wisnowska. Aktorka, prócz urody, znana była ze swoich kaprysów a także licznych romansów, z którymi nie skończyła nawet zaręczając się z młodym oficerem armii carskiej, Aleksandrem Bartniewem. Cała Warszawa żyła ich burzliwymi kłótniami.
W końcu, w trakcie jednej z nich chorobliwie zazdrosny żołnierz postrzelił aktorkę prosto w serce. Piękna kobieta ma odtąd wracać na miejsce zbrodni i robić mieszkańcom kamienicy nieszkodliwe żarty. Jeśli chodzi natomiast o jej narzeczonego, podobno już nigdy się nie ożenił.
Nawiedzony komisariat
W Konstancinie, na ulicy Niecałej 19, natrafimy na najbardziej znany komisariat w całej Polsce. Prawie całkowicie zdemolowany budynek, pusty, o obdrapanych ścianach robi nieprzyjemne wrażenie - nic dziwnego, że narosło wokół niego mnóstwo opowieści. W piwnicach willi miała się podobno mieścić katownia UB. Według innych źródeł miejsce kaźni bezpieki znajdowało się w położonym przy ulicy Wierzejewskiego 9 Białym Dworku, tym samym, w którym został zamordowany żołnierz AK i powstaniec warszawski Henryk „Jaskółka” Stokłowski. Być może więc obie legendy zrosły się w jedną.
Wśród okolicznych mieszkańców krążą plotki o tym, że policjanci wynieśli się z komendy ze strachu. Podobno nigdy nie odważyli się zająć pomieszczeń na piętrze - to tam miała znajdować się siedziba Ducha, tak zwanego Niebieskiego Upiora, którego kroki wielokrotnie słyszano wieczorami. Podobno szukał odkupienia za zbrodnie, jakich dopuścił się za życia. Zdaniem innych wracał, żeby odnaleźć ukryty przez siebie za życia skarb…
Czy mamy wierzyć tym historiom? Niech każdy oceni sam, ale, jak pisał Herbert - jesteśmy mimo wszystko społeczeństwem zaawansowanym, magia i gnoza kwitnie jak nigdy.

Napisz do autora: lidia.pustelnik@natemat.pl