
"Jakby ktoś olbrzymowi golił brodę z drutu. Żesz ja pi...lę, kretyn goli ręcznie trawnik golareczką na kiju" - narzekał w "Dniu Świra" Adam Miauczyński na pracownika, który od rana pod jego oknem hałasował kosiarką. Uff... Można odetchnąć, bo lato dobiega końca i kończy się też sezon na koszenie trawy. Ale uwaga! Nadchodzi czas na sprzęt jeszcze głośniejszy - na dmuchawy do liści.
Huk, tuman kurzu i smród spalin. Przy wielu blokach tak wygląda pobudka. To panowie z administracji tłumnie ruszyli do akcji, bo nocą silniej powiał wiatr i z drzew spadło wiele liści. Hałasując dmuchawami przenoszą liście z chodnika na ulicę, czy na trawnik. Aż się ciśnie: "Czy panowie muszą tak na...lać od bladego świtu?!".
Zupełnie inaczej do tematu podchodzi stołeczny Zarząd Oczyszczania Miasta. Na terenach, za które odpowiada ZOM, dmuchawy nie zobaczymy.
W umowach dotyczących sprzątania chodników oraz terenów zieleni przyulicznej i parków zawarliśmy zapis, że wykonawcy powinni wykonywać prace ręcznie. Np. przy grabieniu liści używać powinni miotło-grabi. Argumentem przeciwko używaniu dmuchaw jest wzrost zanieczyszczenia powietrza, czyli pogarszanie komfortu życia mieszkańców stolicy.
Ale nie wszystkie miasta dostrzegają problem dmuchaw. W Opolu dopiero parę miesięcy temu zakazano używania dmuchaw podczas nocnego (!) sprzątania ulic. Bo mieszkańcy skarżyli się, że nie mogą spać. W innych miastach zdarza się, że nocą głośnymi dmuchawami sprzątane są na przykład przystanki autobusowe.
Napisz do autora: tomasz.lawnicki@natemat.pl
