Zwykłe badanie krwi, dzięki któremu można dowiedzieć się, czy masz chorobę nowotworową

Dzięki badaniu krwi można dowiedzieć się, czy chorujemy na raka.
Dzięki badaniu krwi można dowiedzieć się, czy chorujemy na raka. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta
Na świecie, ale i w Polsce coraz więcej osób zapada na choroby nowotworowe. Naukowcy nie ustają w pracach nad lekami, które opanowałyby tę epidemię. Jednak równie ważna jak leczenie, jest diagnostyka chorób nowotworowych. Dr Howard B. Urnovitz, prezes firmy biomedycznej Chronix zapewnia, że dzięki wynalezionym przez jego firmę testom krwi będzie to niezwykle łatwe.


Wystarczy, że zrobimy zwykłe badanie krwi a dowiemy się, czy jesteśmy zdrowi, czy może cierpimy na raka. Już dzisiaj dostępne są takie testy w kierunku raka piersi, raka prostaty oraz określające prawdopodobieństwo występowania innych odmian raka, w tym również tych trudno wykrywalnych, jak rak trzustki, jelita czy płuc.


O nowoczesnej diagnostyce chorób nowotworowych oraz przyszłości w wykrywaniu raka rozmawiamy z Dr Howardem B. Urnovitzem oraz Dr. Nickiem Plowmanem, szefem Oddział Onkologii Klinicznej w Szpitalu św. Bartłomieja w Londynie

Ile procent chorób nowotworowych można wyleczyć jeśli zostaną rozpoznane na początkowym etapie?

H.U.: Oczywiście łatwiej jest zgasić zapaloną zapałkę niż ugasić pożar. Im wcześniej wykryje się zmiany nowotworowe, tym większa szansa na pokonanie choroby. Mamy np. duże sukcesy w leczeniu nowotworów piersi i prostaty, jeśli zostaną wykryte na wczesnym etapie. Jeżeli choroba zostanie wykryta wcześnie, to o 20-30 proc. rosną szanse wyleczenia wspomnianych nowotworów. Wczesne wykrycie raka skóry, raka nerki, niektórych typów raka płuc również daje dużo większe szanse na wyleczenie. Mamy dużo większą skutecznością leczenia, jeśli chorobę wykryje się wcześnie.


Opracowaliście państwo test, który wykrywa raka piersi i raka prostaty na wczesnym etapie choroby i w prosty sposób - wystarczy zrobić badanie krwi. Ale rozumiem, że dążycie do tego, żeby można było w prosty sposób wykrywać również inne nowotwory?

H.U.: Trzeba wyjaśnić, że dzisiaj test w kierunku raka piersi i raka prostaty jest testem dodatkowym, badaniem uzupełniającym. To nie jest test screeningowy.

Test screeningowy z krwi również wykonujemy, jako tzw test określający prawdopodobieństwo występowania raka (CNI Test). Abyśmy mogli powiedzieć: ma pan/pani raka i określić dokładnie jaki to nowotwór to jeszcze przyszłość. Ale już dziś możemy z bardzo dużym prawdopodobieństwem określić, czy badana osoba cierpi na raka, nawet we wczesnym stadium rozwoju, oraz starać się wskazać jaki to może być rodzaj raka, co pomoże w określeniu dalszych, szczegółowych badań diagnostycznych.
Czyli test PSA i mammografia nie odejdą na razie do lamusa?


H.U.:Jak najbardziej nie powinniśmy rezygnować z tych badań. Nasz test jest badaniem dodatkowym, które może pomóc w decyzji, czy kierować pacjenta na biopsję, czy nie. Najpierw jednak należy wykonać, czy to mammografię, czy test PSA. Nie staramy się zmienić ścieżek diagnostycznych, ale je wzmocnić.

Czyli państwa testy nie zastąpią tych badań diagnostycznych, które mamy dzisiaj?

H.U: Z czasem, wierzymy, że nasze testy będą na tyle doskonałe, że zastąpią te tradycyjne badania wykonywane obecnie.

Czego potrzebujecie, żeby wasze badania zastąpiły te tradycyjne?

H.U: Większej liczby pacjentów, dzięki której potwierdzimy, że nasze testy są nieomylne. Jak już będziemy mieli odpowiednią ilość przebadanych pacjentów, to mamy nadzieję, że Amerykańskie Towarzystwo Onkologii Klinicznej wprowadzi nasze badania do standardowego postępowania diagnostycznego.

N.P: Nastąpi to wtedy, kiedy nasz test z krwi będzie pokazywał wyniki zbieżne z tymi, które uzyskiwane są dzisiaj dzięki biopsji. Wierzymy, że nasze testy takie są, ale musimy to udowodnić za pośrednictwem większej liczby badań klinicznych i wtedy będziemy mogli powiedzieć, ze mamy jeden test, który w pełni zastępuje dotychczasowe badania diagnostyczne, lub przynajmniej część z nich.

Na czym polega tajemnica tego testu, czym różni się od innych testów pojawiających się na rynku diagnostycznym?

H.U: Cała siła tego testu opiera się tak naprawdę na statystyce i możliwości kalkulacji. Cały nasz genom to ponad trzy miliony liter, które nas określają. Nasi konkurenci, którzy oferują testy, patrzą na bardzo mały wycinek genomu. Można porównać to do patrzenia przez lunetę. Patrzą na kilka do 20 kombinacji cyfr, na mutacje następujące w tym niewielkim zakresie. My mamy podejście, które możemy porównać do wykorzystania teleskopu Hubblea. Sprawdzamy wszystkie 3 mln tych liter, które pojawiają się w formie 240 mln fragmentów genomu i staramy się znaleźć anomalie. Szukamy ubytków lub duplikacji. Wychwytujemy miejsca, gdzie następują duplikacje lub ubytki charakterystyczne dla danego typu raka. Generalnie patrzymy na cały genom, a nie przyglądamy się jego maleńkim fragmentom.

Skąd państwo wiedzą, że dana struktura ubytków lub duplikacji świadczy o tym, że człowiek choruje na konkretny rodzaj nowotworu?

W jednej z największych naszych publikacji naukowych, która została zamieszczona w Clinical Chemistry, piszemy o badaniu 400 próbek, w tym 200 pochodzących od osób zdrowych i 200 od osób chorych na raka prostaty, które zostały wykorzystane do naszych analiz. Badanie wykazało 92 proc. skuteczność testu przy rozpoznawaniu raka prostaty. Podobne badania przeprowadziliśmy wśród 200 osób chorych na raka piersi i uzyskaliśmy 90 proc. miarodajności naszego testu. Te dwa badania wskazują na ponad 90 proc. miarodajność naszych testów.

Badania, które publikowaliśmy były oparte o próbki już istniejące, pobrane kiedyś od pacjentów. To tzw. badanie retrospektywne polegające na tym, że pacjenci nie byli badani w momencie, kiedy to badanie było im potrzebne, tylko skorzystaliśmy z bazy banku krwi, który posiadał próbki. Na podstawie tych badań stworzyliśmy metodologię i mogliśmy opracować statystyki.

Jednak ostatnio zrobiliśmy wraz z amerykańskim partnerem badania w czasie rzeczywistym, czyli były one wykonywane tym pacjentom, którym są one teraz potrzebne. Przebadaliśmy ok. 100 osób. Udowodniliśmy, że przy różnych rodzajach nowotworów, dzięki testom z krwi, jesteśmy w stanie monitorować efekty leczenia. Badanie było przeprowadzane przy udziale grupy kontrolnej. Było odpowiednio monitorowane i audytowane.

N.P: Nie ma innej zmiany chorobowej, która powoduje duplikacje bądź ubytki w genomie niż rak. Rak jest jedyną chorobą, która w ten sposób się demonstruje.

Dlaczego prace nad testem wykrywającym zmiany nowotworowe rozpoczęliście państwo od testów dotyczących raka prostaty i raka piersi a nie np. raka płuc, skóry czy innego nowotworu?

H.U.: Zaczęliśmy od tych nowotworów, które występują najczęściej. Mieliśmy również najwięcej dostępnego materiału do badań nad tymi chorobami.

Skoro cały czas trwają jeszcze badania nad państwa testami i nie mogą być one jedynym badaniem diagnostycznym, to czy obecnie są dobrą metodą np. na sprawdzanie postępów leczenia?

H.U:Tak, badania, które wykonaliśmy potwierdziły, że testy są bardzo przydatnym badaniem dodatkowym, które pomaga sprawdzić chociażby efekty leczenia onkologicznego. Pozwala to lekarzom na podejmowanie decyzji jaką wybrać dalsza terapię.

Jak polscy onkolodzy podchodzą do tego testu?

H.U: Wydaje się, że polscy onkolodzy, z którymi rozmawiamy są bardzo entuzjastycznie nastawienie do tych testów. Testy są już dostępne w Polsce, w drugim kraju na świecie po Wielkiej Brytanii.

Jeśli pacjent przyniesie onkologowi w Polsce wynik takiego testu, to rozumiem, że nie zostanie wyśmiany lub wyrzucony z gabinetu?

N.P: Każdy pacjent, który wykona test, dostanie jego interpretację wykonaną przez profesjonalistę. Oczywiście lekarz będzie musiał sam podjąć decyzję, co do dalszego leczenia. My dostarczamy tylko pewnych informacji. W Polsce jest grupa lekarzy, którzy zostaną przeszkoleni w interpretacji wyników tych testów.

Mamy już testy krwi w kierunku raka prostaty i raka piersi. W kierunku jakiego nowotworu będzie następny?

H.U: W kierunku raka jelita grubego. Jest to również często spotykany nowotwór, który nie daje specyficznych objawów, dlatego wychwycenie zachorowania na wczesnym etapie jest jak najbardziej pożądane.

Dla nas niezwykle ważne jest, żeby badania pomagały lekarzom w podjęciu odpowiednich decyzji terapeutycznych. Jeśli podajemy jeden lek i nie widzimy efektów terapii, to możemy zdecydować o włączeniu innego leku itd.
To może być świetne narzędzie dla agencji oceny technologii medycznych.

H.U: Jesteśmy pod dużą presją lekarzy a także rynku farmaceutycznego, żeby jak najszybciej wprowadzić testy do powszechnego stosowania. Obszarem gdzie monitorujemy leczenie jest np. rak trzustki. Istniejący marker badany w raku trzustki jest dosyć nieefektywny. W temacie raka trzustki rozmowy z FDA na temat wykorzystania testu są już bardzo zaawansowane. Sprawdzianem dla naszego testu jest naprawdę to, czy nie jest gorszy niż istniejący marker.

To bardzo ważne dla pacjentów. Dzięki testom będziemy mogli powiedzieć, czy pierwsze dwie dawki leków podawanych chorym na raka trzustki zadziałały. To jest tak istotne akurat w tym nowotworze, dlatego, że leczenie jest bardzo toksyczne. Nie ma sensu podawać tego leku choremu, jeżeli nie przynosi efektów terapeutycznych. Można wtedy spróbować inne kombinacji leków, a jeśli stwierdzimy, że one też nie przynoszą efektów to następne.

To oczywiście jest oszczędność dla systemu ochrony zdrowia, ale przede wszystkim działanie na rzecz zdrowia pacjenta.

Przy standardowych metodach diagnostycznych możemy dopiero po dłuższym czasie dowiedzieć się czy leczenie zadziałało. Dzięki testom, które są w ponad 90 proc. wiarygodne, wiemy to np. w terapii raka trzustki po dwóch tygodniach leczenia.

Co dla państwa było największym wyzwaniem przy tworzeniu testu?

H.U: Największym wyzwaniem przy takim badaniu jest to jak podsumować chorobę jednym wskaźnikiem. Każdy człowiek ma pewna liczbę zmian w swoim genomie, natomiast doszliśmy do tego, że w pewnym miejscu, przy pewnej ilości tych zmian jest granica, gdzie możemy powiedzieć, że mamy do czynienia z choroba nowotworową.

Obrazowo możemy powiedzieć, że np. chory robi pierwszy test, którego wynik to 100. Norma została przekroczona trzykrotnie. Wiemy, że choruje na raka. Dobierane jest leczenie i np. kilka tygodni po jego wdrożeniu wykonujemy kolejny test – wynik 105. To oznacza, że leczenie nie działa. Oczywiście w sytuacji odwrotnej, leczenie zaczyna działać.

To jest przełomowy moment, w którym zaczynamy mieć naprawdę dobre narzędzie do walki z rakiem.

N.P: Testy pozwalają na optymalne dobranie leczenia dla danego chorego i dają nowe możliwości jeśli chodzi o poszukiwanie nowych leków.

Kiedy będę mogła w moim laboratorium niedaleko domu wykonać badanie krwi, które odpowie mi na pytanie: czy mam raka, czy może jestem zdrowa?

H.U: Już dziś możemy pomóc w zdiagnozowaniu raka z dużym prawdopodobieństwem. Za 4 lata test będzie mógł rozstrzygnąć, czy chorujemy na jakąkolwiek chorobę nowotworową, a jego wiarygodność będzie stuprocentowa.

Napisz do autora: anna.kaczmarek@natemat.pl