
Wydawałoby się, że nawet złodziej powinien mieć jakieś sumienie i honor, że istnieje jakiś niepisany złodziejski kodeks. Czasem jednak dochodzi do takich kradzieży, że na myśl o sprawcy cisną się na usta same wulgaryzmy. No bo jak można okraść niepełnosprawnego? Tym bardziej, że sprzętu rehabilitacyjnego właściwie nie sposób ubezpieczyć. Ale o tym za chwilę.
Sebastiana Słowakiewicza zna wiele osób w Łodzi. Kojarzą go, bo 35-letni mężczyzna niemal codziennie pojawia się na Piotrkowskiej i przygrywa na bębenku. Przez kilka dni na Piotrkowskiej nikt go nie widział, bo został uwięziony w domu. Bez wózka nie miał jak wyjść. Na szczęście sprawa ma szczęśliwy finał. Wczoraj nieznane osoby podrzuciły skradziony wózek, wieczorem znaleziono go na jednej z łódzkich ulic.
Jeszcze bardziej bezczelne kradzieże to te, gdy ofiarą pada niepełnosprawne dziecko. 3 lata temu całą Polskę poruszył apel mamy małej Tosi z Katowic.
Człowieku, kimkolwiek jesteś - zwróć proszę wózek mojego dziecka. Kradnąc auto ukradłeś wózek i tym samym odebrałeś mojej niepełnosprawnej córeczce możliwość wyjścia na spacer czy do lekarza, pomyśl !!!! Czytaj więcej
Nie ma też co liczyć na pieniądze z ubezpieczenia, bo oferta dla niepełnosprawnych właściwie nie istnieje. Przekonała się o tym na własnej skórze ubiegłoroczna finalistka konkursu Miss Polski na Wózku Julita Kuczkowska. Próbowała ubezpieczyć swój wózek w sześciu firmach. Swoje perypetie opisała na portalu niepelnosprawni.pl.
To być może niestety okrutna prawda, że posiadacze wózków inwalidzkich nie są atrakcyjni dla firm ubezpieczeniowych. Sprzęt jest drogi, natomiast prawdopodobieństwo jego uszkodzenia czy utraty – dość duże.
Napisz do autora: tomasz.lawnicki@natemat.pl
