
– Panie i panowie, nasz kraj został zaatakowany od środka – tydzień temu takimi słowami do szwajcarskiej publiczności zwrócił się Jacek Poniedziałek. Nie był sam - na scenie towarzyszyli mu koledzy-aktorzy, z którymi wystawiał w Bazylei "Apokalipsę". Media wspierające politykę PiS reagują z opóźnieniem, ostro krytykując Poniedziałka. "Polscy aktorzy za granicą straszą polskim rządem" – grzmi TV Republika.
REKLAMA
– Boimy się. Codziennie czytamy wiadomości, żeby dowiedzieć się, co się zmieniło. I wydaje się, że zmiany zachodzą bardzo szybko – mówił artysta. I dalej:– Tracimy naszą wolność. Nasz głos. Naszą siłę. Naszą niezależność. Nawet naszą szajbę. Nasz nowy rząd wygrał ostatnie wybory wzniecając strach, który nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Wymyślili potwora, który nie istnieje, a każdy kto podaje to w wątpliwość jest wrogiem. Każdy, kto nie pasuje do obrazka jest wrogiem – wyjaśniał. Cały jego występ można oglądać na fanpage'u "Teatr Polski - w podziemiach", poświęconemu działalności wrocławskiej placówki.
30 sierpnia nowym dyrektorem TP został Cezary Morawski. Jego poprzednik Krzysztof Mieszkowski nie mógł startować w konkursie na to stanowisko. Wymogiem było posiadanie wyższego wykształcenia, którego były już dyrektor nie ma. Nieważna okazała się wizja Mieszkowskiego, co warte podkreślenia - doceniana. Przeciwko Morawskiemu występują zatrudnieni w teatrze aktorzy. Bezpośrednio o ustąpienie zwracają się do niego m.in. Maja Komorowska i Agnieszka Holland.
– Przez wiele lat Teatr Polski we Wrocławiu był latarnią współczesnej sztuki scenicznej. Było to miejsce dla wolnej ekspresji artystycznej – tłumaczył Poniedziałek. Mówił, że teraz ludzie decydują o tym, co jest sztuką. – Znaleźliśmy się w świecie, w którym jesteśmy albo "z nimi" albo przeciwko nim. (...) Prosimy was o solidarność z nami – apelował do widowni.
Redakcja Telewizji Republika zrozumiała to jako straszenie polskim rządem. "Szarga się dobre imię Polski w imię obrony stołka największego cwaniaka polskiej kultury" – pisze serwis wpolityce.pl.
