
Po naszym artykule, w którym przedstawiliśmy sylwetkę prawniczki z Ordo Iuris walczącej o zakaz aborcji w Polsce, napisał do nas czytelnik. Pan Antoni jest zbulwersowany. "Chciałbym, jeśli można, opowiedzieć moją historię. Może chociaż trochę otworzy ona oczy rządzącym albo może pomoże je otworzyć. Chociaż po ostatnich słowach Terlikowskiej, nie wierzę w to" – pisze. Oto jego historia. I jego żony. "Gdyby sytuacja powtórzyła się przy następnej ciąży, podjęlibyśmy decyzję o terminacji ciąży. Dlatego, żeby dziecko nie cierpiało, dlatego żebym żyła" – dopisała ona.
REKLAMA
Pan Antoni pisze:
Chciałbym zapytać czy pani prawnik Joanna Banasiuk ma dzieci? Czy kiedykolwiek miała jakiekolwiek problemy z zajściem w ciążę, ciążą lub ewentualnie w inny sposób miała kontakt lub ma jakiekolwiek doświadczenie w temacie?
Chciałbym zapytać czy pani prawnik Joanna Banasiuk ma dzieci? Czy kiedykolwiek miała jakiekolwiek problemy z zajściem w ciążę, ciążą lub ewentualnie w inny sposób miała kontakt lub ma jakiekolwiek doświadczenie w temacie?
Myślę, że nie. Uważam ze należy do grona osób, których to nie dotyka, bo tylko inni tak mają.
Walczymy...Szpitale, znajomości
W grudniu ubiegłego roku moja ukochana zaszła w ciążę. Nie jestem już najmłodszy. Skończyłem 40 lat, żona jest trochę młodsza. Informacja o ciąży była zaskakująca, ale też gdzieś z tylu głowy marzyłem przecież, żeby być ojcem. Jak to zwykle w życiu bywa, zawsze są wymówki: nie teraz, później, nie mam czasu itd. Aż tu nagle.... będę ojcem. Super wiadomość!
W grudniu ubiegłego roku moja ukochana zaszła w ciążę. Nie jestem już najmłodszy. Skończyłem 40 lat, żona jest trochę młodsza. Informacja o ciąży była zaskakująca, ale też gdzieś z tylu głowy marzyłem przecież, żeby być ojcem. Jak to zwykle w życiu bywa, zawsze są wymówki: nie teraz, później, nie mam czasu itd. Aż tu nagle.... będę ojcem. Super wiadomość!
Po trzech miesiącach okazało się, że nasz syn ma problemy z nerkami. Zespół Pottera 2. Walczymy...Szpitale, znajomości, gabinety prywatne i tak do znudzenia. Codziennie w innym mieście, codziennie nowe nadzieje. To oczywiście duży skrót tego, co się działo.
Już, natychmiast. Ciążę trzeba usunąć
W jednym ze szpitali profesor stwierdził po USG, że ciążę należy usunąć. Nic z tego nie będzie.
W jednym ze szpitali profesor stwierdził po USG, że ciążę należy usunąć. Nic z tego nie będzie.
Już, natychmiast. Jakieś papiery do podpisania, "tabletka wieczorem i po sprawie" – to cytat. Oczywiście, nie poddajemy się, chociaż zaczyna docierać do nas, że chyba nie ma szans.
Na temat tego profesora krążą różne opinie. Jedne lepsze, inne gorsze. Ten człowiek to sk...l, jakich mało. Nie szanuje nikogo z kim obcuje, bo to pan profesor. Człowiek całkowicie bez empatii. Pacjentka? Zło konieczne.
Nieważne. Jego problem. Szukamy pomocy. Najpierw Warszawa. To samo. Poznań to samo. Pozdrowienia dla lekarza, który, jak już nie było wód, kazał przyjechać za 4 tygodnie.....
Nerki nie dały rady...
Łódź, ostatnia szansa jedziemy. Następnego dnia rano cesarka. Syn jest z nami. Malutki, ale jest. Żyje.
Łódź, ostatnia szansa jedziemy. Następnego dnia rano cesarka. Syn jest z nami. Malutki, ale jest. Żyje.
Opieka jest przecudowna. Ludzie mili, uprzejmi, kochani wręcz. Aż niemożliwe, a jednak. Syn, niestety, dwa dni później umiera. Nerki nie dały rady.
Tu dochodzimy do sedna.
Pierwszy profesor, jak się okazało, miał rację. Ale cała otoczka wokół tego i sposób przekazania informacji był tragiczny. To był najgorszy szpital, w jakim byliśmy. Kobiety, które tam pracują, dosłownie robią łaskę, że się tam jest. Dramat, nie pomoc.
Mieliśmy możliwość dokonania aborcji zgodnie z prawem. Nie zrobiliśmy tego wtedy. Ale jesteśmy oboje zwolennikami decydowania przez kobiety o swoim życiu. Chcemy, żeby każdy mógł decydować za siebie.
Tu mama chłopca dopisała następujące słowa:
Nie dokonaliśmy aborcji, ponieważ nie było jasnego przekazu od lekarzy w Gdańsku i w Poznaniu, że jest to wada letalna. Nie zrobiliśmy tego, bo nie wierzyliśmy, że skończy się źle, cały czas liczyliśmy na cud.
Nie dokonaliśmy aborcji, ponieważ nie było jasnego przekazu od lekarzy w Gdańsku i w Poznaniu, że jest to wada letalna. Nie zrobiliśmy tego, bo nie wierzyliśmy, że skończy się źle, cały czas liczyliśmy na cud.
Urodziłam w 29 tc, nie było ani centymetra wód płodowych - nerki nie pracowały, Mały nie robił siusiu. W Poznaniu kazali mi czekać do 40 tc, wiedząc jaka jest sytuacja, wiedząc, że Mały strasznie cierpi, że macica Go strasznie uciska…
Jakim trzeba być człowiekiem, aby kazać kobiecie czekać tak długo aż do terminu porodu, albo czekać, aż dziecko umrze w brzuszku, wtedy cc byłoby możliwe, ale… mogłoby być za późno, mogłoby dojść do zakażenia i mogłabym umrzeć.
Wiedząc już teraz, co to jest zespół pottera 2, gdyby sytuacja powtórzyła się przy następnej ciąży (25 proc. szansy na to), podjęlibyśmy decyzję o terminacji ciąży. Dlatego, żeby dziecko nie cierpiało, dlatego żebym żyła.
