Kiedy centrum badawcze Lenovo w Polsce? „Budowa innowacyjności zaczyna się od mentalności” – przekonuje Peter Hortensius

Peter Hortensius – wiceprezes Lenovo podczas wywiadu z Tomaszem Machałą
Peter Hortensius – wiceprezes Lenovo podczas wywiadu z Tomaszem Machałą
– Możemy coś robić miliony razy w ten sam sposób, ale ten jeden raz spróbujemy czegoś innego. Wtedy potrzebna jest duża dawka optymizmu, że nam się uda. Jeśli mamy w sobie ten optymizm i jednocześnie wiemy, co robimy, istnieje duża szansa, że stworzymy coś innowacyjnego – przekonuje w rozmowie z INNPoland Peter Hortensius, starszy wiceprezes i dyrektor ds. technologii Lenovo.


Dorastał w Kanadzie, a karierę rozwijał w USA. Pracował dla jednego z największych koncernów informatycznych na świecie – IBM. Od 11 lat z jego wiedzy i doświadczenia z zakresu cyfrowych technologii korzysta Lenovo, jeden z największych producentów komputerów osobistych. O tej firmie mówi, że zawsze podąża za innowacjami. A innowacje to też właśnie jego żywioł. Na co dzień spotyka się z profesorami, biznesmenami, startupowcami z całego świata – z tymi wszystkimi, którzy mają oryginalne i rokujące pomysły na komercyjny sukces.


Co Pana sprowadza do Warszawy?
Zarząd Lenovo przygląda się polskiemu rynkowi. Chcemy omówić stan biznesu, poznać lepiej rynek, otoczenie. Robimy to regularnie na różnych rynkach. Teraz kolej na Polskę.

Co takiego oferuje Polska z perspektywy Lenovo?

Rynek pecetów wygląda nieźle, podobnie jak rynek tabletów. Ten jest dość szeroki. W Polsce skupiamy się głównie na tych produktach. Rynek telefonów jest nieco trudniejszy. Myślę, że z czasem będziemy na nim działać więcej. Takie wizyty jak moja to szansa na posłuchanie, rozmowę z lokalnymi firmami, sprawdzenie, jak możemy być bardziej aktywni.


Czy jest możliwe, że w przyszłości Lenovo będzie w Polsce nie tylko sprzedawać, lecz także zacznie tworzyć innowacje?

Lenovo podąża za innowacjami. Nie tworzymy innowacji jako takich, ale podążamy za innowacyjnymi pomysłami. Dlatego jeśli w Polsce znajdą się jacyś innowatorzy działający w naszej przestrzeni biznesu, których pomysły uznamy za interesujące, to pójdziemy za nimi i będziemy tworzyć innowacje w Polsce.


Czy może mi Pan bardziej wyjaśnić, na czym polega „podążanie za innowacjami”?

Innowacje tworzą ludzie. Dlatego, żeby je wprowadzać, potrzebujemy przede wszystkim ludzi obeznanych w technologiach, pełnych pomysłów, na dodatek takich, którzy wiedzą, kiedy te pomysły są dobre, a kiedy nie (śmiech). Przede wszystkim jednak chodzi w tym o znalezienie takich osób, które po prostu wiedzą, jak budować innowacje. W Polsce nie mamy doświadczenia z innowacjami, mówimy więc o zbudowaniu czegoś takiego od podstaw.

Jak można sprawić, by ludzie stali się innowacyjni?

Z mojego doświadczenia wynika, że najważniejsza jest mentalność i doświadczenie. Nie można liczyć w tym kontekście na kreatywnych stażystów ani praktykantów. Potrzebni są ludzie doświadczeni, którzy przeszli już jakąś drogę, mają odpowiednie nastawienie. Gdy już ich mamy, naszym zadaniem jest zachęcenie ich do eksperymentowania z innowacjami. W niektórych wypadkach potrzebne są właściwe zasoby, w innych przypadkach wystarczy coaching. Potrzebne są środki, w tym finansowe, i odpowiednie wskazówki, nakierowanie. Robimy bardzo dużo różnych rzeczy, by przykuć zainteresowanie ludzi.

Ludzie rodzą się równi. Co sprawia, że jedni są, a inni nie innowacyjni?

Niektórzy ludzie wykazują mniejszą skłonność do trzymania się sztywnych albo powszechnie respektowanych reguł. Częściej próbują szukać nowych rozwiązań. Możemy coś robić miliony razy w ten sam sposób, ale ten jeden raz spróbujemy czegoś innego. Wtedy potrzebna jest duża dawka optymizmu, że nam się uda. Jeśli mamy w sobie ten optymizm i jednocześnie wiemy, co robimy, istnieje duża szansa, że stworzymy coś innowacyjnego.
Czym dokładnie zajmuje się Pan w Lenovo, tak przez 90 proc. czasu?

Mój szef kazał Panu o to zapytać? (śmiech) Cóż, większość czasu spędzam albo z pracownikami, albo z klientami, partnerami, przedstawicielami innych spółek, startupowcami, profesorami itd. Rozmawiam z nimi o innowacyjnych pomysłach i szukam ludzi, którzy pomogą mi wdrożyć je w życie.

Mamy już prawie październik, końcówkę roku 2016. Jakie nowe produkty, pomysły, technologie, trendy uważa Pan za najbardziej innowacyjne?

W ostatnich kilku miesiącach przedstawiliśmy dwa naprawdę ciekawe produkty. Yoga Book – urządzenie, które łączy w sobie tablet i komputer osobisty. To coś zupełnie nowego, eksperymentalnego, co jednocześnie przypomina każdą z tych rzeczy. To dość skomplikowane. Myślę jednak, że doskonale trafi w gusta młodych użytkowników, tzw. millenialsów, którzy mają 25 lat i mniej. Nie jest to urządzenie dla mnie, ale doskonale sprawdzi się w tej grupie docelowej. Dwa takie urządzenia kupiłem swoim dzieciom i widziałem, że załapało.

Podczas wprowadzania innowacji przeprowadzamy mnóstwo badań rynku, testujemy produkt pod kątem sprzedaży, wewnątrz i na zewnątrz, wypróbowujemy nowe rozwiązania. Jestem pewien, że zrobiliśmy coś naprawdę mocnego, jeśli chodzi o Yoga Book.

Drugi produkt, o którym warto wspomnieć, to na pewno smartfony modułowe i generalnie wszystko to, co robimy w segmencie telefonów. Moglibyśmy zastanawiać się nad zrobieniem dobrego telefonu, który jednak będzie – mimo wszystko – nadal tylko telefonem. Ale stwierdziliśmy, że warto zrobić coś więcej i na odwrót – coś więcej niż sam telefon. Wymyśliliśmy więc moduły, które pozwalają na transformację telefonu w urządzenie, którego akurat potrzebuje użytkownik. Jeśli więc potrzebuje bardziej wytrzymałej baterii, doczepiamy dodatkową baterię. Jeśli potrzebuje superaparatu, doczepiamy do telefonu odpowiedni moduł – po co od razu wydawać pieniądze na nowy aparat? Oczywiście, to nie jest rozwiązanie dla każdego, chociażby ze względu na gabaryty. Ale są ludzie, dla których taka modułowość to idealna sprawa.

Właśnie na tym polega innowacyjność – na tworzeniu produktów, które spełniają konkretne potrzeby ludzi.

Czym różni się sposób, w jaki millenialsi korzystają z technologii, od tego, w jaki sposób korzysta z nich Pan czy ja?

Jeśli o to chodzi, niektóre rzeczy się różnią, inne pozostają bez zmian. Powiedziałbym, że największa różnica polega na tym, że młode pokolenie w ogóle nie zna świata bez internetu, nie zna świata bez mediów społecznościowych, nie zna świata, w którym traci się kontakt z ludźmi. Z drugiej strony, ci młodzi ludzie mają niesamowicie wykształcony gen współpracy i to w skali globalnej. To jest chyba największa siła młodego pokolenia – naturalna, niewyuczona zdolność do poruszania się w internecie i współpracy online.

Starsi użytkownicy nie urodzili się z umiejętnościami cyfrowymi, musieli przyswajać je później, bo w ich dzieciństwie po prostu nie było internetu. Dlatego poruszanie się w świecie online nie jest tak naturalne dla starszych pokoleń. Młodzi natomiast czują się bardzo komfortowo z technologiami – uczą się, pracują, sprzedają i robią miliony innych rzeczy online – na dodatek razem i na niespotykane dotąd odległości. To jest coś wyjątkowego.

Czy Lenovo ma coś takiego, jak główne centrum innowacji?

Nie. Dysponujemy wieloma ogromnymi laboratoriami na całym świecie: w Chinach, Japonii, Stanach Zjednoczonych, między innymi Chicago i Raleigh w stanie Karolina Północna. W czterech laboratoriach pracuje większość osób zajmująca się naszymi innowacjami sprzętowymi. Akurat w przypadku sprzętu jest to ogromnie istotne, by wszyscy byli w jednym miejscu, bo praca nad nowymi produktami jest kosztowna i angażuje jednak więcej osób niż ma to miejsce w przypadku oprogramowania. Z oprogramowaniem jest tak, że pracownicy są rozsiani po całym świecie, są praktycznie wszędzie. Natomiast sprzęt jest opracowywany tylko w tych czterech miejscach na całym świecie.

Wasz najważniejszy produkt lub usługa to...?

Najważniejszy? (śmiech) Na tym właśnie polega całym problem, że każdy myśli, że jego produkt jest najważniejszy. U nas wygląda to trochę inaczej. Duże znaczenie ma nadal segment komputerów osobistych, bo ciągle generuje przychody i przynosi zyski. Widzimy jednak, że rynek ten przechodzi ogromną transformację. Oczywiście, segment pecetów kurczy się, ale jeśli weźmiemy pod uwagę urządzenia 2 w 1 i konwertowalne, to zobaczymy, że trend jest tak naprawdę wzrostowy. A więc sytuacja nie jest stała, ciągle się zmienia. Komputer osobisty ma swoją historię, nieustannie ulega metamorfozie. Nigdy nie wiemy, do czego ta przemiana doprowadzi, ale tym razem mamy do czynienia z czymś wielkim, bo obejmuje to już Androida, ARM, nie tylko Intela czy Microsoft, i wszystkie inne rzeczy, na które składa się komputer osobisty. Moim zdaniem pecety pozostaną ważnym segmentem rynku, tylko będą się zmieniać – niedługo pojawi się komputer osobisty przypominający kształtem pióro.

Czyli komputer osobisty ma przed sobą przyszłość, ale w zupełnie innym kształcie niż dotychczas?

Oczywiście. Na razie mamy do czynienia z klasycznymi urządzeniami typu Wintel, takimi dla firm. Urządzenia dla konsumentów będą stawać się coraz bardziej inteligentne, większość pewnie będzie bazować na Androidzie. Oczywiście, mamy też biznes oparty na centrach danych. Mamy całą infrastrukturę.

Który z produktów lub usług będzie przyszłością Lenovo?

W naszym biznesie zajmujemy się przede wszystkim sprzedażą urządzeń końcowych: pecetów, tabletów, smart TV i innych tego typu rzeczy. Sprzedajemy też usługi dla tych urządzeń za pośrednictwem naszej infrastruktury. Rynek urządzeń końcowych przechodzi w tym momencie ogromną rewolucję. Urządzenia stają się coraz bardziej inteligentne, pojawia się internet rzeczy – wszystkie urządzenia, jakie mamy w domu, są podłączone do sieci. Zaczynamy rozróżniać urządzenia ogólne, takie do wszystkiego, i urządzenia o specjalnym przeznaczeniu, zaprojektowane pod kątem konkretnych potrzeb. Możemy wybierać i nikt nam tego wyboru już raczej nie odbierze.

Ludzie będą chcieli mieć szeroki wybór, a firmy, w tym nasza, będą chciały im ten wybór oferować. Za tymi wszystkimi urządzeniami stoi infrastruktura, która generuje innowacyjne usługi. Korporacje gromadzą i zarządzają różnego rodzaju danymi, które analizują, by wiedzieć, co robić. Mieliśmy już do czynienia z agencjami rządowymi w Chinach, które potrzebowały od nas danych pogodowych do ważnych projektów naukowych. Tak więc, im więcej danych możemy zebrać, tym skuteczniej możemy napędzać biznes.

Co Lenovo jest w stanie albo chciałoby osiągnąć w segmencie centrów danych? Czym się zajmujecie? Co chcielibyście robić?

Jest to rynek, który obecnie przechodzi fenomenalną i błyskawiczną zmianę. Ta transformacja jest napędzana przez dostawców usług w chmurze. Cała koncepcja opiera się na idei, że zamiast samemu utrzymywać infrastrukturę i zarządzać nią, można równie dobrze skorzystać z usług kogoś, kto zajmuje się wyłącznie tym jednym. Jest wiele takich spółek, chociażby Amazon czy operatorzy mobilni, których usługi można szybko i sprawnie przetestować. Taki produkt to idealna propozycja. Nie trzeba tracić czasu na kupowanie niczego.

Ciekawym i cennym wyzwaniem jest możliwość próbowania i zaczynania wszystkiego od nowa, ale w pewnym momencie takie podejście zaczyna kosztować, więc zwykle ktoś pyta, czy da się na danym pomyśle zarobić. W pewnym momencie tańszą opcją staje się korzystanie z usług innych niż z własnej infrastruktury czy konkurowanie z zawodnikami innej klasy. Dlatego jesteśmy dziś świadkami tej znaczącej zmiany podejścia i przystosowywania usług chmurowych do tradycyjnych obszarów działania spółek. To świetna okazja dla takich firm jak nasza. Dysponujemy doskonałym sprzętem, zaczynamy działać w obszarze oprogramowania i mamy centra danych, korzystamy z technologii innych dostawców, innej infrastruktury. Wszystko sprawia, że możemy uzyskać taką samą wydajność, jak dostawcy usług w chmurze, ale wykorzystując technologie stanowiące podstawę naszej własnej oferty.

Co wyróżnia Lenovo na tym rynku?

Naszą ogromną zaletą jest to, że zaczęliśmy działać w tym obszarze stosunkowo późno.

Jest zaletą to, że się spóźniliście?

Właśnie tak. Weszliśmy na ten rynek dużo później niż HP albo Dell, które bazowały wyłącznie na centrach danych. Takie firmy miały wszelkiego rodzaju oprogramowanie, usługi przechowywania danych, sieci, wszystkie potrzebne rozwiązania. Na ich podstawie stworzyły model biznesowy – tradycyjny model IT. Przez jakiś czas funkcjonowały dość wygodnie w takim konwencjonalnym świecie. Ale w pewnym momencie rynek zaczął przechodzić na chmurę prywatną, w której użytkownik samodzielnie zarządza danymi, albo publiczną, w której dzieli się nimi. Ten nowy rynek chmurowy nasyca się bardzo szybko, i co się dzieje? Zaczyna się kamuflaż, korzystanie z tradycyjnych urządzeń w nowym modelu itd.
My natomiast pracujemy w tych obszarach, które zakupiliśmy od IBM, i wszyscy wiedzą, że możemy wybrać sobie najlepszy produkt, z jakim chcemy pracować, i w oparciu o ten jeden produkt tworzyć całą naszą historię chmurową. Polega to na tym, że korzystamy z własnego modelu, ale „wżeniliśmy się” w spółkę, która korzysta z innego, dzięki czemu może „zrodzić” się coś zupełnie nowego i innowacyjnego.

Pracuje Pan w Lenovo już 11 lat.

To prawda, dołączyłem w 2005 roku.

Przedtem było IBM.

Zajmowałem się tam segmentem komputerów osobistych.

Jak różni się kultura organizacyjna, biznesowa albo produktowa w tych dwóch spółkach?

Każda spółka jest inna. Lenovo to firma, która naprawdę zapuściła korzenie na całym świecie, nawet bardziej niż IBM. IBM uchodzi za wielką, wielonarodową korporację, ale tak naprawdę ogranicza się to do tego, że posiada biura za granicą. Nie jest do końca globalna w sensie kulturowym. Lenovo natomiast to organizacja, która dojrzewała jednocześnie w wielu krajach. To jest trochę tak jak z ludźmi. Ja sam dorastałem w Kanadzie, a potem przeniosłem się do Stanów. W tym tygodniu tylko spotykam się z Francuzem, który przeniósł się do Szwajcarii, z Włochem, który nadal mieszka we Włoszech, z ludźmi z Chin i wielu innych miejsc na świecie, których nie opuścili, mimo że pracują w globalnej organizacji. Dlatego, gdy się spotykamy, dyskutujemy i podejmujemy decyzje globalne, ale biorąc pod uwagę lokalne aspekty. To jest zupełnie inna kultura organizacyjna niż w jakiejkolwiek innej spółce.

Jakie są cele Lenovo na 2017 rok i co Pan chciałby osiągnąć w przyszłym roku, pracując w Lenovo?

Jeśli chodzi o Lenovo, chcemy w dalszym ciągu napędzać wzrost na rynku pecetów, ponieważ – jak już wcześniej wspominałem – to rynek, który pozornie się kurczy, ale transformacja, jaka ma na nim miejsce, niesie ze sobą ogromne możliwości. Chcemy je wykorzystać. Będziemy też dbać o rozwój w segmencie centrów danych – chcemy tu rosnąć jeszcze szybciej niż dotychczas. Jeśli zaś chodzi o telefony, naszym celem jest stworzenie bazy do przyszłego wzrostu. A więc tak, w 2017 roku chcemy przede wszystkim rosnąć.

Osobiście, chciałbym, żebyśmy zawsze mieli coś innowacyjnego, ciekawego do zaprezentowania na takich wydarzeniach jak TechWorld. Chcemy inspirować całą branżę i wprowadzać innowacyjne rozwiązania, które mają sens. Chciałbym, żebyśmy zawsze mieli gotowy jakiś nowy, innowacyjny produkt, za którym pójdzie rozwój. Moim zadaniem będzie wyszukiwanie takich innowacyjnych pomysłów i wdrażanie ich w życie.

Załóżmy, że trafia Pan na jakiś ciekawy, innowacyjny pomysł. Co wtedy?

Największym wyzwaniem jest wyniesienie produktu z laboratorium i sprawdzenie jego działania w praktyce. Uruchomienie go. Kolejnym wyzwaniem jest przekształcenie pomysłu w prawdziwy produkt, który będzie zarabiał. Załóżmy więc, że mamy jakieś stare, nie do końca trafione rozwiązanie, które musimy ulepszyć. Mamy inżynierów, mamy zasoby, które możemy alokować, mamy miliony na koncie, mamy rynek, który rośnie itd. – ale to wszystko jest wyzwaniem, bo dzieje się na ogromną skalę. Dlatego szybki wzrost zwykle nie cechuje dużych spółek, bo jest dla nich zbyt kosztownym przedsięwzięciem. To dla nich za dużo.

Jak Pan pracuje nad pomysłami?

Początkowo cała moja praca bazuje na intuicji. Dopiero potem zbiera się ludzi, którzy często kwestionują nowe pomysły albo pytają, po co w ogóle chcemy coś robić, albo chcą coś od razu zmieniać. Najważniejsze w tym wszystkim jest to, by słuchać. Oczywiście, nie wszyscy rozumieją, o co chodzi w innowacjach, niektórzy kłamią (śmiech), ale wszystko to sprowadza się do tego, że trzeba umieć ludzi słuchać. Nie wystarczy poprosić o napisanie opinii albo przeprowadzić badania rynkowe. Nie na tym polega prawdziwe słuchanie. Często ludzie od razu mówią „tak” albo „nie”, gdy przedstawia im się nowy pomysł. Ale mało mnie to ich „tak” albo „nie” obchodzi. Dla mnie najistotniejsze jest to, by wiedzieć, dlaczego tak mówią. Nawet jeśli ktoś nie zgadza się z pomysłem, nie oznacza to, że nasz pomysł jest zły. Może oznaczać, że ktoś nie zrozumiał, o co w nim chodzi. Dlatego właśnie takim wyzwaniem jest umiejętność słuchania, prawdziwego słuchania i prawdziwej rozmowy.

Dziękujemy Lenovo za współpracę przy powstaniu wywiadu.