
Zarówno posłowie Prawa i Sprawiedliwości, szeregowi działacze, ci wszyscy otaczający ją "Misiewicze", aż po zwykłych sympatyków partii rządzącej - wszyscy oni zachowują się dziś tak, jakby nie zdawali sobie sprawy z konsekwencji tego, co robią. Jedni podejmują kuriozalne decyzje, inni zagrabiają dla siebie każdy skrawek państwa i je "doją", a pozostałym wystarczy napawanie się tym widokiem i sianie nienawiści wobec tych, którzy mają inne poglądy. Czas więc zadać kilka pytań o to, czy aby na pewno wiedzą oni, co czynią...?
REKLAMA
Nie boicie się, że karma wróci?
Nie wierzycie, że zło wraca do tych, którzy je czynią? Bo chyba nie oszukujecie się, iż nakręcając wojnę polsko-polską robicie coś dobrego? Tłumaczycie sobie, że wykonujecie tylko rozkazy? Czy uważacie, że cel uświęca środki? Zapominacie, jaką cenę przychodził zapłacić tym, którzy tak się tłumaczyli w przeszłości?
Nie wahacie się, gdy znajomi z PiS proponują Wam zajęcie stanowisk wolnych po politycznych czystkach w urzędach i przedsiębiorstwach państwowych. A kiedy ktoś przypomina, że nie macie kwalifikacji do nowej pracy, bezczelnie odpowiadacie, iż skończyły się czasy dla fachowców i liczy się, ile kto zaliczył miesięcznic smoleńskich. Albo po prostu, jak dobrze zna się z tymi, którzy rozdają dziś stołki.
I myślicie, że to na zawsze? Że jeśli do wielkiego biznesu, służb i ministerstw trafiliście z aptecznego magazynu lub warsztatu samochodowego, to już nigdy tam nie nie wrócicie? Nie myślicie o tym, iż nim nawet zmiotą Was czystki robione przez kolejną ekipę, możecie paść ofiarami pokazówek i personalnej roszad obecnej władzy?
Nie boicie się o przyszłość?
Nadejście "dobrej zmiany" dla wielu ambitnych, a skazanych dotąd na pozostawianie w cieniu, było szansą, by wreszcie nadszedł ich czas. Nawet jeśli dotąd nie pałali do prawicy przesadnym entuzjazmem, nie zgadzają się z poglądami rządzących, a na widok wyników wyborów z ubiegłego roku zrobili najpierw skwaszoną minę.
Dziś cieszycie się, iż robicie wreszcie prawdziwą karierę. Macie z tego lepsze pieniądze i jesteście numerami jeden. Mówicie, że po prostu robicie swoje. Nie myślicie o tym, jak na zaangażowanych w propagandę dziennikarzy, wykonujący polityczne zlecenia policjantów i prokuratorów, czy dowódców wojskowych pomagających tworzyć partyjną bojówkę patrzeć będą, gdy czasy się zmienią?
Czy naprawdę sądzicie, że wasz udział w tym wszystkim zostanie zapomniany? Że jeśli dopuścicie się niegodziwości, to nie poniesiecie za to konsekwencji, choćby w postaci ostracyzmu? Nie boicie się, że kiedyś wspominać będą Was tak, jak dotąd wspominano ludzi Jerzego Urbana, czy Czesława Kiszczaka?
Nie boicie się konsekwencji?
Politycy partii rządzącej - od tych najwyżej postawionych do mniejszych trybików w machinie władzy - "dobrą zmianę" próbują wprowadzić dopuszczając się szeregu czynów, za które w przyszłości mogą zapłacić nie tylko przed Trybunałem Stanu, ale i sądami powszechnymi. Czy na prawdę nie myślicie Państwo o tym, że przyjdzie Wam odpowiadać za popełnione delikty konstytucyjne, czy nadużycia władzy?
Podobnie jest z urzędnikami, czy pracownikami spółek skarbu państwa, czy dziennikarzami mediów publicznych. Nie sądzicie, że nawet jeśli nie grożą Wam problemy z prawem, to wielkie kłopoty czekają w przyszłości na rynku pracy? Wierzycie, iż będzie on stał otworem dla ludzi mających w CV doświadczenie w pracy dla ekipy, która poważyła się na polską demokrację?
Czy myślicie, że PiS będzie wieczny?
Osiem lat skazania na opozycję to dla polityków i ich wyborców naprawdę mogą być traumatyczne przeżycia. Szczególnie, gdy w każdych kolejnych wyborach tylko kilka punktów dzieliło od zwycięstwa. Kiedy nadeszło długo upragnione przełamanie w sondażach, a potem zwycięstwa w maratonie wyborów prezydenckich i parlamentarnych, w środowisku Prawa i Sprawiedliwości musiała zapanować euforia.
Zdaje się tylko, że była tak wielka, iż pozbawiła Was zdolności realnej oceny przyszłości. Jasne, że teraz Polska należy do Was. Oczywiście, że jeszcze trochę to potrwa. Może trzy lata, może kilka kolejnych kadencji. Wierzycie pewnie, iż Jarosław Kaczyński jest zdolny doprowadzić do zabetonowania się u władzy, choćby siłą. Na ile i jemu i Wam tej siły jednak starczy? Historia, szczególnie ta naszej części świata, pokazuje, że nic w polityce nie jest wieczne. Dwie lub trzy kolejne kadencje i koniec. Przychodzi zmiana.
Pocieszacie się, że dłużej przetrwali kiedyś komuniści? Byli beneficjentami powojennego zamieszania, mieli argumenty z radzieckiej broni jądrowej i wielkiego sojuszu. Ale nawet oni wreszcie musieli wyprowadzić partyjny sztandar. Tymczasem obecna wszechwładza waszej ukochanej partii opiera się na przewadze zaledwie 6 głosów w Sejmie, cierpliwości Jarosława Gowina i przygaszonej ambicji Zbigniewa Ziobry. Zapomnieliście o tym?
Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl
