Polskie mleko jest na chińskim rynku od lat. Nieoczekiwanie okazało się, że Mlekovita skalkulowała, że opłaca się im podszywać pod niemieckich dostawców.
Polskie mleko jest na chińskim rynku od lat. Nieoczekiwanie okazało się, że Mlekovita skalkulowała, że opłaca się im podszywać pod niemieckich dostawców. Eximcon Group / YouTube.com, Fb.com

Ile kosztuje polskie mleko w supermarkecie w Pekinie? Trzymajcie się za portfele – 12,5 zł za karton, bo to produkt luksusowy i importowany z Europy. I na tym kończą się zachwyty, bo Polska firma Mlekovita wchodząc na rynek Chin woli udawać niemiecką markę niż pochwalić się polskimi korzeniami.

REKLAMA
Radosław Pyffel, wicedyrektor i członek Rady Dyrektorów w Azjatyckim Banku Inwestycji Infrastrukturalnych wcale nie był zdziwiony, że w sklepie w Pekinie znalazł na półce polskie mleko. To normalne – firmy z całego świata rzuciły się do zagospodarowania rynku wartego setki milionów dolarów. Zdziwiło go coś innego, że polski produkt opakowany został w niemieckojęzyczne napisy.
Radosław Pyffel,

Mleko australijskie wchodzi z australijską flagą, jako australijskie, mleko niemieckie z flagą Niemiec jako niemieckie, a mleko polskie, bez flagi z niemieckim napisem. To daje wiele do myślenia. Dyskusja na ten temat trwa już od 25 lat i jak do tej pory nie udaje się tego zmienić. Marka "Polska" nie istnieje lub z niczym się nie kojarzy skoro nie warto jej używać

Kłopotliwe "Made in Poland"
Na opakowaniach polskich produktów widzimy napisy H-Milch i Vollmilch zamiast po prostu angielskojęzycznych czy choćby chińskich. Sprawa od razu wywołała gorącą dyskusję, bo jeszcze niedawno Mlekovita zapowiadała szturm na azjatycki rynek, a nawet inwestycje w lokalną fabrykę wyrobów mleczarskich. Dodajmy też, że niespełna rok temu polskie firmy spożywcze promował prezydent Andrzej Duda i po rozmowach z prezydentem Xi Jinpingiem widział szanse na sukces sprzedażowy. Rząd uruchomił program biznesowy GoChina, oferujący pomoc i doradztwo dla firm handlujących z Chińczykami.
Tymczasem dowiadujemy się, że największa polska firma branży mleczarskiej zmienia strategię i ustawia się na ranku w pozycji przegranego, któremu nie zależy na promocji pochodzenia własnej marki. Czy Mlekovita uważa, że skojarzenie z Polską stanowi obciążenie dla ich produktów? – zapytaliśmy o to prezesa firmy z Wysokiego Mazowieckiego. Jednak nie zechciał odpowiedzieć.
– W Chinach wiedza o polskich produktach jest wyrywkowa. Polska nie ma tam spójnego, jednoznacznego wizerunku, który mógłby być postrzegany jako atut marketingowy. Co innego Niemcy, należące do grona krajów, których produkty powszechnie kojarzone z pewną renomą, gwarancją dotrzymywania jakości czy standardów. Nie potępiałabym jednak polskiej firmy. Zrobili to, co ich zdaniem miało szanse przynieść firmie sukces na nowym rynku – mówi dr Kaja Prystupa-Rządca, ekspert zarządzania w Akademii Leona Koźmińskiego.
logo
Polskie mleko na portalu handlowym Taobao taobao.com
Mleczna zdrada
Najbardziej zasmuca odpowiedź na pytanie, kto doszedł do wniosku, że nie opłaca się "być polskim" producentem. Mleczarstwo to jedna z nielicznych branż w Polsce, w której firmy z rodzimym kapitałem nie dały się rozjechać zagranicznym korporacjom. Kiedy w 2012 roku PAIIZ stworzyła raport o największych firmach branży spożywczej, Mlekovita znajdowała się na 6. pozycji, zaś pierwsza zagraniczna firma z branży mlecznej Danone Polska dopiero na 18. z przychodami połowę niższymi od spółdzielni. Firma, której członkami jest 6 tys. rolników
odnotowała ostatnio 3,8 mld przychodów. Prezes postanowił stworzyć silną markę, by nie dać się wygryźć przez sieci handlowe i ich tanie marki własne.
– Chiny to bardzo perspektywiczny rynek, jedyny jaki został do zagospodarowania ponieważ jest jeszcze niedojrzały. Jeśli się postaramy, możemy mieć na nim cząstkę Polski – powiedział Dariusz Sapiński, prezes SM Mlekovita podczas ostatnich na targów Polagra Food. Zapowiedział utworzenie przedstawicielstwa firmy w Chinach i budowę własnej sieci sprzedaży
– Nie wiem jak to się stało, że ludziom z Mlekovity wyszło, że nie opłaca się promować polskiego mleka. Skoro są w stanie zrobić znakomity produkt na skalę światową, sprzedawać go za wysoką cenę i to konkurując z mlekiem niemieckim i australijskim – dziwi się wciąż Pyffel. Pocieszające jest, że przynajmniej polskie produkty nie są sprzedawane jako tańsze od konkurencyjnych z zagranicy.
Tymczasem Niemcy triumfują
"Stało się to, czego oczekiwaliśmy. Chińscy konsumenci, przechodzący kryzys zaufania wobec rodzimych firm, są skłonni wydawać  coraz więcej na importowane produkty" , tak fetuje sukcesy w Chinach konkurent Mlekovity i sąsiad ze sklepowej półki – firma Waidensdorf. Dr Björn Börgermann z niemieckiego związku mleczarskiego cieszy się, że niemieccy rolnicy jeszcze nigdy nie produkowali i nie sprzedawali tak dużo. – Litr naszego mleka kosztuje już 3 euro! – chwali się Börgermann.
O co chodzi z tym kryzysem i szalonymi cenami? W 2008 roku w Chinach wybuchł skandal związany z wykryciem melaminy w produktach mlecznych dla dzieci. Ten przemysłowy składnik wykorzystywany do produkcji m.in. plastiku spowodował zatrucie i śmierć sześciorga noworodków. W przypadku 50 tys. maluchów odnotowano problemy zdrowotne. Afera stała się początkiem wielkiego boomu na zagraniczne mleko i przetwory mleczne. Szczególnie bogata klasa średnia, czyli ok. 300 milionów potencjalnych konsumentów dóbr pochodzących z zagranicy, dała potężny impuls do działania dla handlowców w firm eksportowych na świecie.
Część pieniędzy przypadła także naszym firmom. Jeszcze w 2009 roku Chińczycy kupili polską żywność za ok. 18 mln euro. Już w 2015 roku polskie firmy wyeksportowały do Chin produkty żywnościowe o wartości 127 mln euro, z tego prawie 42 mln euro stanowiły produkty mleczarskie. Ciekawe czy promując w Chinach nasze marki jako Polskie zarobiliśmy więcej czy mniej.

Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl