
Kobiety wygrały. Gdyby nie masowe protesty wobec zaostrzeniu ustawy aborcyjnej, sejmowa prawica prawdopodobnie nie wycofałaby poparcia dla tego projektu. To pokazuje, że sprzeciw obywateli ma sens. Tym razem swoją siłę mogą pokazać zwolennicy medycznej marihuany, którzy w niedziele zbiorą się pod Sejmem. Ale w tym przypadku, sprawa jest jeszcze trudniejsza.
REKLAMA
Wiele osób zastanawia się dziś, w co przekuć energię, która zmobilizowała tysiące kobiet do wzięcia udziału w Czarnym Proteście. Można oczywiście liczyć na to, że to "początek końca PiS". Zejdźmy jednak na ziemię. Sukces kobiet pokazał, że również inne grupy mają szansę wpływać walczyć o swoje i skutecznie wpływać na decyzję parlamentarzystów.
Trudno przecenić skalę sukcesu kobiet, które powiedziały "nie" radykalnym pomysłom zaostrzeniu prawa aborcyjnego. Główną rolę odegrała tu Krystyna Janda, która rozpoczęła akcję poprzez wpis na Facebooku. Twarzą walki o legalizację medycznej marihuany staje się zaś były rzecznik SLD Tomasz Kalita, którego choroba zszokowała wielu ludzi. Czy jednak ma on szansę stać się twarzą kolejnej społecznej akcji?
– Tomek nie chce być "onko-celebrytą", ale lepiej jest, gdy sprawa ma swoją twarz, bo wtedy lepiej dociera do świadomości – mówi Anna Maria Żukowska, współorganizatorka akcji.
Tomek i przyjaciele
Były rzecznik SLD choruje na glejaka. W leczeniu mógłby pomóc mu właśnie olej z marihuany. – To straszne, że aby zrobić w mojej sytuacji wszystko, co możliwe, musiałbym łamać prawo. Oby mój post dał rządzącym do myślenia – wyznał kilka tygodni temu na Facebooku. Nie dał. Dziś zatem idzie dalej - pod Sejm. I apeluje, aby towarzyszyć mu w walce o dostęp do medycznej marihuany.
Były rzecznik SLD choruje na glejaka. W leczeniu mógłby pomóc mu właśnie olej z marihuany. – To straszne, że aby zrobić w mojej sytuacji wszystko, co możliwe, musiałbym łamać prawo. Oby mój post dał rządzącym do myślenia – wyznał kilka tygodni temu na Facebooku. Nie dał. Dziś zatem idzie dalej - pod Sejm. I apeluje, aby towarzyszyć mu w walce o dostęp do medycznej marihuany.
Zaangażowanie Tomasza Kality jest ważne z jeszcze jednego powodu. Rodzice i opiekunowie dzieci, których stan wymaga podawania medycznej marihuany, nie chcą się ujawniać na wiecach. Boją się, że w ten sposób zwróciliby na siebie uwagę służb i niepotrzebne kłopoty.
– Poza tym, choćby lekoodporna padaczka wymaga, aby być z chorym dzieckiem bez przerwy. Jest więc problem w tym, aby zorganizować duże protety, bo opiekunowie są przywiązani do łózek – mówi Andrzej Dołecki ze stowarzyszenia na rzecz racjonalnego i efektywnego wykorzystania konopi „Wolne Konopie”.
Zielone światło... do zmian
Anna Maria Żukowska zdaje sobie sprawę, że trudno byłoby wywołać tak duży odzew w społeczeństwie, jak w przypadku aborcji. Na tym etapie chodzi jednak wyłącznie o to, aby przypomnieć PiS-owi o złożonych obietnicach.
Anna Maria Żukowska zdaje sobie sprawę, że trudno byłoby wywołać tak duży odzew w społeczeństwie, jak w przypadku aborcji. Na tym etapie chodzi jednak wyłącznie o to, aby przypomnieć PiS-owi o złożonych obietnicach.
– Jakiś czas temu gazety o tym pisały, PiS wypowiadało się pozytywnie o projekcie zalegalizowania marihuany do celów medycznych, a później pojawiły się wypowiedzi ministra, które stawiają pod znakiem zapytania dobrą wolę PiS-u w tej sprawie – mówi współorganizatorka niedzielnego protestu.
Chorzy czekają. Aktualnie nieistotnie jest, czy do legalizacji medycznej marihuany dojdzie na bazie rozwiązań proponowanych przez partię Pawła Kukiza czy SLD. – Ważne, aby pomóc tym ludziom, bo medyczna marihuana koi ból, łagodzi objawy, a w pewnych przypadkach ma nawet działanie prozdrowotne – mówi Żukowska.
Na razie PiS nie ma powodów do obaw. Organizatorzy protestu przyznają, że na tym etapie chcą przypomnieć o problemie. – Jeżeli dalej nie będzie odzewu, zaangażujemy w to więcej osób. Na razie działamy w konwencji "Tomek i przyjaciele – tłumaczy współorganizatorka niedzielnej akcji pod Sejmem.
Napisz do autora: krzysztof.majak@natemat.pl
