
"Sejm odłożył debatę nad projektem ustawy o zgromadzeniach. Projekt napisał sam najjaśniejszy Bronisław, ale zgodnie oprotestowały go niemal wszystkie organizacje zajmujące się prawami człowieka" - pisze w na swoim blogu Robert Mazurek. Publicysta pomstuje, że media zajęte Euro nie zauważają ważnych wydarzeń politycznych.
REKLAMA
Mazurek ma za złe mediom, że bardziej interesuje je to kto stanie na bramce lub to, czy dach na Stadionie Narodowym powinien być otwarty czy zamknięty, niż prace Sejmu. I informuje, że dzieją się tam ostatnio ciekawe i ważne rzeczy. Pod obrady trafił prezydencki projekt ustawy o zgromadzeniach publicznych.
Zobacz też: 10 wydarzeń, których nie zauważyliśmy kibicując
Sejm zawiesił nad nim prace po proteście kilkudziesięciu organizacji społecznych. Dziennikarz relacjonuje, że nowa ustawa ma znacząco utrudnić organizowanie demonstracji. Mazurek ocenia, że gdyby nowe przepisy uniemożliwiłyby organizowanie protestów przeciwko ACTA. "Zawiadomienie o proteście trzeba by zgłaszać co najmniej sześć dni wcześniej (teraz wystarczą trzy). I to w czasach, gdy demonstracje przeciw ACTA zwoływane były z dnia na dzień na Facebooku!"
Z kolei gdyby organizator nie zauważył, że na jego demonstracji pojawią się osoby z zakrytą twarzą, będzie musiał zapłacić 7 tysięcy złotych grzywny. Dzisiaj takich zakazów nie ma. Zmiany w prawie proponuje też Sojusz Lewicy Demokratycznej. Chce po raz kolejny zwiększyć uprawnienia policji. "Teraz pojawiają się pomysły, by do skazania kibola wystarczyły zeznania policjanta. Słusznie. Jak nie złapią bandytów, to dobiorą z przechodniów, wszak ilość musi się zgadzać" - pisze Mazurek.
Czytaj też relację Tomasza Machały sprzed Pałacu Prezydenckiego: Przed Pałacem miała być smoleńska awantura. Był spokój
Dziennikarz uważa, że gdybyśmy organizowali olimpiadę, media nie zauważyłyby wprowadzenia stanu wojennego. Faktem jest, że podczas gdy wszyscy jesteśmy zajęci kibicowaniem naszej reprezentacji politycy działają nader intensywnie. W ostatni wtorek rząd przyjął założenia do przyszłorocznego budżetu. Według wielu ekonomistów założenia nierealne.
