Dzięki "Solidarności" prokuratura zainteresowała się kobietami, które stworzyły takie plakaty. Szczucie na protestujące Polki to ostateczny upadek związku.
Dzięki "Solidarności" prokuratura zainteresowała się kobietami, które stworzyły takie plakaty. Szczucie na protestujące Polki to ostateczny upadek związku. Fot. Agnieszka Morcinek / Agencja Gazeta

Opinię publiczną głęboko bulwersuje informacja o tym, że prokuratura poszukuje organizatorek Czarnego Protestu, podczas którego Polki walczyły o swoje podstawowe prawa. W dyskusji na ten temat umknęło jednak to, kto ludziom Zbigniewa Ziobry dał pretekst do uderzenia w środowisko kobiecej opozycji. A była to "Solidarność", która w ten sposób przypieczętowała swój upadek pod ciężarem upartyjnienia.

REKLAMA
"Solidarność" Kaczyńskiego, a nie Wałęsy
NSZZ "Solidarność" już od lat 90-tych niewiele ma wspólnego z ruchem, który stworzył Lech Wałęsa i który w sprzeciwie wobec reżimu PRL łączył miliony Polaków. Tak długo, jak długo istnieje Prawo i Sprawiedliwość, "Solidarność" funkcjonuje jako przybudówka tej partii. Od dawna można było odnieść wrażenie, że związkowcy działają głównie z myślą o miejscach na listach wyborczych i synekurach. I że zapomnieli o historycznej spuściźnie, oraz celach dla których "Solidarność" powinna istnieć.
Tak związkiem pierwszy pokierował Janusz Śniadek. W roli przewodniczącego "Solidarności" nie był równie charyzmatyczny, jak poprzednicy. Do tego stery przejął też w najgorszym momencie, gdy rząd Akcji Wyborczej "Solidarność" ustępował po przegranych z kretesem wyborach. Podpięcie się pod powstające wówczas PiS było jakimś pomysłem na ratunek. Janusz Śniadek za późniejsze wieloletnie wsparcie "Solidarności" dla ekipy Jarosława Kaczyńskiego doczekał się poselskiego mandatu zdobytego z list PiS.
logo
Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Choć zapowiadał reformę i odpolitycznienie związku, szybko w ślady poprzednika poszedł też Piotr Duda. W ostatnich wyborach "Solidarność" znowu stanęła więc twardo po jednej stronie i z całych próbowała przysłużyć się swoim politycznym mecenasom. Najpierw zafundowali rządowi Ewy Kopacz maraton strajków, a później krzyczeli: "Głosujcie na Dudę, Andrzeja Dudę!".
W związku nikt nie przejmował się tym, iż działanie pod dyktando partykularnych interesów jednej partii to przepis na powolny upadek. Takiej refleksji zabrakło zapewne również teraz i "Solidarność" wbiła ostatni gwoźdź do trumny nie tylko ze swoją legendą, ale i wiarygodnością.
Tak skończyła się "Solidarność"
Dając władzy pretekst do zastraszenia kobiet, które brały udział w Czarnym Proteście, przekroczono pewną granicę. "Solidarność" posłużyła do szczucia na protestujące Polki twierdząc, że walczy z nielegalnym wykorzystywaniem jej charakterystycznego logotypu. Związkowców oburzyło, że na transparentach, które pojawiły się na ulicach 3 października, były przeróbki plakatów z czasów pierwszej "Solidarności".
Tej "Solidarności", która walczyła przede wszystkim o wolność. Tej, z którą oni zdają się nie mieć już za wiele wspólnego. Chcieli zadbać o symbol, a całkowicie go zniszczyli.
logo
Wydawało się, że "Solidarność" przekracza granice już w kampanii wyborczej, ale oni postanowili pójść dziś dalej... Fot. Krzysztof Orski / Twitter.com
Związkowcy weszli trochę w buty rumuńskich górników, którzy w latach 90-tych służyli do rozbijania demonstracji studentów domagających się demokratycznych reform.
Przesada? Różnica polega głównie na tym, że "Solidarność" robi to na razie w białych rękawiczkach. No i na tym, że robi to prawdopodobnie z czystego wyrachowania i złej woli, a nie będąc ofiarą manipulacji.
Wystarczy wstydu?
Obawy o to, że współcześni liderzy "Solidarności" całkowicie zniszczą historyczne brzmienie tej nazwy można już sobie odpuścić. Ziściły się i nigdy nie da się tego odwrócić. Pozostaje co najwyżej obawa o to, jak jeszcze związkowcy zostaną przez władzę użyci.
logo
W PiS wiedzą, że "Solidarność" należy do nich. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
W roli gwaranta świętego spokoju od strajków i ludzi od przysług takich, jak ta ostatnia, mogą rządzącym nie wystarczać. Szczególnie, gdy ci będą zmuszeni do walki o utrzymanie władzy. Wtedy mogą szukać kogoś do pomocy. Kogoś, kto już raz krzyczał do ich przeciwników "znamy wasze nazwiska i wiemy, gdzie mieszkacie".
– Jestem zażenowany. Wstydzę się tego pokolenia – mówił o współczesnej "Solidarności" Lech Wałęsa. Oby związek nie dał swojemu założycielowi już więcej powodów do wstydu.

Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl