
Opinię publiczną głęboko bulwersuje informacja o tym, że prokuratura poszukuje organizatorek Czarnego Protestu, podczas którego Polki walczyły o swoje podstawowe prawa. W dyskusji na ten temat umknęło jednak to, kto ludziom Zbigniewa Ziobry dał pretekst do uderzenia w środowisko kobiecej opozycji. A była to "Solidarność", która w ten sposób przypieczętowała swój upadek pod ciężarem upartyjnienia.
REKLAMA
"Solidarność" Kaczyńskiego, a nie Wałęsy
NSZZ "Solidarność" już od lat 90-tych niewiele ma wspólnego z ruchem, który stworzył Lech Wałęsa i który w sprzeciwie wobec reżimu PRL łączył miliony Polaków. Tak długo, jak długo istnieje Prawo i Sprawiedliwość, "Solidarność" funkcjonuje jako przybudówka tej partii. Od dawna można było odnieść wrażenie, że związkowcy działają głównie z myślą o miejscach na listach wyborczych i synekurach. I że zapomnieli o historycznej spuściźnie, oraz celach dla których "Solidarność" powinna istnieć.
NSZZ "Solidarność" już od lat 90-tych niewiele ma wspólnego z ruchem, który stworzył Lech Wałęsa i który w sprzeciwie wobec reżimu PRL łączył miliony Polaków. Tak długo, jak długo istnieje Prawo i Sprawiedliwość, "Solidarność" funkcjonuje jako przybudówka tej partii. Od dawna można było odnieść wrażenie, że związkowcy działają głównie z myślą o miejscach na listach wyborczych i synekurach. I że zapomnieli o historycznej spuściźnie, oraz celach dla których "Solidarność" powinna istnieć.
Tak związkiem pierwszy pokierował Janusz Śniadek. W roli przewodniczącego "Solidarności" nie był równie charyzmatyczny, jak poprzednicy. Do tego stery przejął też w najgorszym momencie, gdy rząd Akcji Wyborczej "Solidarność" ustępował po przegranych z kretesem wyborach. Podpięcie się pod powstające wówczas PiS było jakimś pomysłem na ratunek. Janusz Śniadek za późniejsze wieloletnie wsparcie "Solidarności" dla ekipy Jarosława Kaczyńskiego doczekał się poselskiego mandatu zdobytego z list PiS.
Choć zapowiadał reformę i odpolitycznienie związku, szybko w ślady poprzednika poszedł też Piotr Duda. W ostatnich wyborach "Solidarność" znowu stanęła więc twardo po jednej stronie i z całych próbowała przysłużyć się swoim politycznym mecenasom. Najpierw zafundowali rządowi Ewy Kopacz maraton strajków, a później krzyczeli: "Głosujcie na Dudę, Andrzeja Dudę!".
W związku nikt nie przejmował się tym, iż działanie pod dyktando partykularnych interesów jednej partii to przepis na powolny upadek. Takiej refleksji zabrakło zapewne również teraz i "Solidarność" wbiła ostatni gwoźdź do trumny nie tylko ze swoją legendą, ale i wiarygodnością.
Tak skończyła się "Solidarność"
Dając władzy pretekst do zastraszenia kobiet, które brały udział w Czarnym Proteście, przekroczono pewną granicę. "Solidarność" posłużyła do szczucia na protestujące Polki twierdząc, że walczy z nielegalnym wykorzystywaniem jej charakterystycznego logotypu. Związkowców oburzyło, że na transparentach, które pojawiły się na ulicach 3 października, były przeróbki plakatów z czasów pierwszej "Solidarności".
Dając władzy pretekst do zastraszenia kobiet, które brały udział w Czarnym Proteście, przekroczono pewną granicę. "Solidarność" posłużyła do szczucia na protestujące Polki twierdząc, że walczy z nielegalnym wykorzystywaniem jej charakterystycznego logotypu. Związkowców oburzyło, że na transparentach, które pojawiły się na ulicach 3 października, były przeróbki plakatów z czasów pierwszej "Solidarności".
Tej "Solidarności", która walczyła przede wszystkim o wolność. Tej, z którą oni zdają się nie mieć już za wiele wspólnego. Chcieli zadbać o symbol, a całkowicie go zniszczyli.
Związkowcy weszli trochę w buty rumuńskich górników, którzy w latach 90-tych służyli do rozbijania demonstracji studentów domagających się demokratycznych reform.
Przesada? Różnica polega głównie na tym, że "Solidarność" robi to na razie w białych rękawiczkach. No i na tym, że robi to prawdopodobnie z czystego wyrachowania i złej woli, a nie będąc ofiarą manipulacji.
Wystarczy wstydu?
Obawy o to, że współcześni liderzy "Solidarności" całkowicie zniszczą historyczne brzmienie tej nazwy można już sobie odpuścić. Ziściły się i nigdy nie da się tego odwrócić. Pozostaje co najwyżej obawa o to, jak jeszcze związkowcy zostaną przez władzę użyci.
Obawy o to, że współcześni liderzy "Solidarności" całkowicie zniszczą historyczne brzmienie tej nazwy można już sobie odpuścić. Ziściły się i nigdy nie da się tego odwrócić. Pozostaje co najwyżej obawa o to, jak jeszcze związkowcy zostaną przez władzę użyci.
W roli gwaranta świętego spokoju od strajków i ludzi od przysług takich, jak ta ostatnia, mogą rządzącym nie wystarczać. Szczególnie, gdy ci będą zmuszeni do walki o utrzymanie władzy. Wtedy mogą szukać kogoś do pomocy. Kogoś, kto już raz krzyczał do ich przeciwników "znamy wasze nazwiska i wiemy, gdzie mieszkacie".
– Jestem zażenowany. Wstydzę się tego pokolenia – mówił o współczesnej "Solidarności" Lech Wałęsa. Oby związek nie dał swojemu założycielowi już więcej powodów do wstydu.
Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl
