Tak liczne protesty nie zdarzają się na Węgrzech zbyt często. Działania Viktora Orbána budzą jednak coraz silniejszy sprzeciw.
Tak liczne protesty nie zdarzają się na Węgrzech zbyt często. Działania Viktora Orbána budzą jednak coraz silniejszy sprzeciw. Fot. Twitter.com/b_novak

Na dotkniętych apatią Węgrzech takie wydarzenia nie zdarzają się zbyt często. W niedzielę w Budapeszcie odbyła się wielka demonstracja w obronie mediów i wolności słowa przed autorytarnymi działaniami rządu Viktora Orbána. – On popełnia zbrodnię, sprzedając Węgry Putinowi. Nie możemy na to pozwolić – grzmiał Péter Juhász z partii Együtt.

REKLAMA
Przed wyrastającym na nowego lidera węgierskiej opozycji Péterem Juhászem do kilkunastu tysięcy zgromadzonych przemawiał między innymi Miklós Hargitai – były publicysta krytycznego wobec rządu Viktora Orbána pisma "Népszabadság", którego redakcję zamknięto przed tygodniem. Mówił on, iż jego gazeta zniknęła z rynku tylko dlatego, że "rząd nie może znieść krytyki".
Ostrej krytyki nie zabrakło więc na niedzielnej demonstracji, gdy każdy kolejny mówca wygłaszał co najmniej krótki akt oskarżenia pod adresem węgierskiego przyjaciela Jarosława Kaczyńskiego. Choć tysiące Węgrów przyszło zaprotestować przeciwko ograniczaniu wolności mediów, do najczęściej powtarzanych zarzutów należały raczej te o korupcję, okradanie państwa i przesuwanie Węgier w rosyjską strefę wpływów.

Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl