
Policyjni związkowcy napisali list do premier Beaty Szydło. Piszą w nim o tym, że nie mogą dobrze pracować, bo politycy torpedują ich wysiłki. Ignorują ustawki kibiców, kiboli nazywają patriotami, traktując jako potencjalny elektorat. Policjanci mają dość takiego traktowania ulicznych chuliganów i żądają zmiany w przepisach. Wszystko po to, żeby na ulicach było bezpieczniej. Udało się nam porozmawiać z funkcjonariuszem, który to zainicjował.
REKLAMA
Skąd pomysł tego listu do ministra?
Od dłuższego czasu mówimy o kibolstwie jako zarazie, która się rozpełza po kraju. Wyszło już ze stadionów i jakichś leśnych polan na ulice miast. Trzeba coś z tym zrobić. Najlepszym przykładem jest ostatnia ustawka w Katowicach.
To była ustawka?
Na pewno nie spotkali się przypadkiem. Wiedzieliśmy, że może do czegoś dojść, dlatego zostały ściągnięci dodatkowi funkcjonariusze, a także nieetatowe oddziały policji.
A co się mogło stać oprócz tego, że będą się okładać pięściami i kopać dwie grupy kibiców?
Mieli przy sobie siekierki, maczety. Sytuacja była bardzo niebezpieczna.
Nie baliście się wkroczyć?
Interwencja zawsze jest ryzykowna. Na przykład jakiś czas temu sąd skazał policjanta na półtora roku więzienia za to, że element przybitki z amunicji śrutowej uderzył kibola w przegrodę nosową. Prokurator lekką ręką wnioskował o przykładne ukaranie funkcjonariusza, a sąd podpisał wyrok.
I co, policjant trafił do więzienia zamiast kibola
Ściągnęliśmy policjantów z całego kraju, zaangażowaliśmy media i w końcu sąd okręgowy postanowił przyjrzeć się tej sprawie dokładniej. Ale przecież nie może być tak, że poruszamy niebo i ziemie, a głównie media, żeby można było strzec prawa i porządku w taki sposób, żeby to było skuteczne.
Mówi pan, że w ostatnim czasie kibolstwo się rozpełzło?
Optyka wyborcza naszych polityków jest taka, że kibole to ich elektorat. Tacy patrioci, wspaniali, żołnierze wyklęci, bóg honor ojczyzna. I kibole poczuli, że mają przyzwolenie władzy. Jest sporo przykładów, gdy głaszcze się po główce tam, gdzie trzeba było bić. Przykład córki gdańskiej radnej zatrzymanej podczas rozróby z policją, czy kasacja wyroku narodowca skazanego za rozróby przez sądy wszystkich instancji, teraz prezydent Duda ma podobno go ułaskawić.
Policjanci miękną na ulicach?
Wie pan, podejrzewam, ze gdy dowódca ma wydać rozkaz użycia broni to ma mokro. Wcześniej pięć razy się zastanowi, czy jego kariera nie legnie w gruzach. A policjanci muszą wiedzieć, że stoi za nimi państwo. Do tego te wyroki sądów, które uwalniają kiboli, a skazują funkcjonariuszy.
Lepsze byłby nagłówki o brutalności policji?
Nie lansuję brutalności. Chodzi o to, żeby policjanci nie byli stawiani na równi z bandytami i mogli stosować środki adekwatne do sytuacji. Ale trzeba powiedzieć jasno, że pałą się wszystkich problemów nie rozwiąże.
Policja powinna chyba skupić się na dostarczaniu sprawców przed wymiar sprawiedliwości.
Sądy, prokuratura, ministerstwo mają w nosie te sprawy związane z kibolami. A nas nie chronią. Materiały z prokuratury wychodzą takie, że sądy może nawet nie mają innego wyjścia jak nas skazywać. Ale to też dowodzi tego, że sędziowie powinny być lepiej szkoleni do rozpatrywania takich spraw.
Uważa pan, ze nie są?
Na pewno nie wszyscy. Taki przykład: antyterroryści w Katowicach weszli nie do tego mieszkania co trzeba. Wcześniej mieli sygnał, że osoba którą mają zatrzymać ma broń. Widzi pan, AT nie są od tego, żeby wymyślać sobie gdzie wkroczą, przecież ktoś im to miejsce wskazał. Nie zastanawiają się, czy zapukać do mieszkania, tylko wchodzą razem z drzwiami, szczególnie, jak podejrzany ma być uzbrojony. A tu się pojawia zarzut przekroczenia uprawnień. Przecież oni zachowali się dokładnie tak jak trzeba, jak ich wyszkolono. Proszę sobie wyobrazić, że sąd nawet nie powołał biegłego z zakresu taktyki operacyjnej antyterrorystów.
Jak się zakończyła ta sprawa?
Cały czas ich bronimy, przecież jak ich sąd skaże to już po nich. Kolejna instancja 4 listopada.
Ale przecież zdarza się, że policjanci rzeczywiście przekraczają uprawnienia.
Oczywiście. Bynajmniej nie chcę bronić wszystkich policjantów. Pewnie z połowa z nich to nie są ludzie, którzy całe życie marzyli o tym, żeby zostać policjantami. Trafili do służby przypadkiem, bo duże bezrobocie, a ta "fabryka” raczej nie upadnie.
Co o tym wszystkim myślą policjanci? Pracują jak dawniej czy odpuszczają i odwracają wzrok?
Tak jak mówiłem, część policjantów nie jest przygotowana do tej pracy. Jeszcze raz chcę podkreślić, że nie nawołuję do przemocy, ale za rzadko korzystamy ze środków adekwatnych do sytuacji. Za rzadko sięgamy po broń, a czasem zbyt późno. Nawet wtedy, gdy decydują sekundy. Ale to nie tylko wina szkolenia czy predyspozycji policjantów. Powodem jest także brak procedur. Gdyby facet wiedział, że strzela i działa w ramach prawa to by się nie zastanawiał godzinę. A co mamy? Komisja wewnętrzna, potem prokurator i sędzia, którzy pojęcia nie mają o tym co się dzieje na ulicach.
Kto odpowiada za brak procedur?
Między innymi Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji
Czyli minister Błaszczak?
... i Komendant Główny Policji. Ale wie pan, dziś chyba nikt nie wie, co może zrobić komendant główny.
Jak to?
Jak to?
Ostatnio byłem na spotkaniu z wiceministrem Zielińskim, ja i jeszcze z dziesięciu kolegów z okręgowych związków. I minister Zieliński mówi do nas w obecności komendanta głównego: "Panowie, co wy myślicie, że ja nie wiem, co się dzieje w garnizonach? Przecież ja wzywam do siebie co jakiś czas komendantów garnizonów”. Przecież to totalne ominięcie drogi służbowej. Ministerstwo powinno sprawować jakieś funkcje kontrolne nad strukturą, a nie wtrącać się do tego, jak pracują garnizony policji. Od dowodzenia jest komendant, to on ma dbać o to, żeby wszystko działało jak trzeba.
Widziałem jak w Madrycie policja rozgoniła kibiców Legii. Jak pan ocenia sprawność hiszpańskich kolegów?
Właśnie tak to powinno wyglądać.
Czy polska policja będzie kiedyś równie stanowczo rozprawiać się z kibolami?
Na razie sobie tego nie wyobrażam. Właśnie dlatego ta czara goryczy czasem się przelewa.
Co możecie zrobić oprócz pisania listów?
No właśnie niewiele. A przecież każdy, kto był w pociągu czy na dworcu lub na ulicy, gdy przechodzi ta hołota to wie, że powinno coś się z tym zrobić.
A próbujecie jakoś współpracować z klubami sportowymi w zakresie bezpieczeństwa?
Generalnie jest tak, że kluby ulegają kibolstwu. Oni mają swoje nagłośnienia, flagi i robią co chcą.
Napisz do autora: pawel.kalisz@natemat.pl
