
Już sam tytuł artykułu Krzysztofa Ziemca wzbudził ogromne kontrowersje. Bo oto twarz "Wiadomości", które każdego dnia przekonują nas, że czarne jest białe, krytykuje działania PiS. Ale po przeczytaniu całego tekstu jasno widać, że prezenter "Wiadomości" obawia się, że przez wpadki z Misiewiczami czy rewanżyzm, PiS nie uda się przeprowadzić tak głębokich zmian, jakie obiecywali ("wywrócenie stolika").
To wywołało w czytelnikach ogromny dysonans poznawczy, bo przecież Ziemiec jest twarzą programu, który każdego dnia zajmuje się tłumaczeniem, dlaczego obóz władzy jest cudowny, a opozycja to wrogowie Polski. Ziemiec nigdy nie krył konserwatywnych poglądów, ale jeszcze nawet podczas debat przedwyborczych umiał zachować obiektywizm. Kiedy przy Woronicza pojawił się Jacek Kurski, Ziemiec zniżył się do poziomu czołowych propagandystów programu, takich jak Klaudiusz Pobudzin czy Ewa Bugała.
I okazuje się, że to prawda. Bo cały tekst Ziemca ma zupełnie inny wydźwięk niż opublikowane wcześniej fragmenty. Przede wszystkim jednak razi banalnością – obserwacje Ziemca mogą być zaskakujące chyba tylko dla ludzi, którzy całą wiedzę o świecie polityki czerpią z prowadzonych przez niego "Wiadomości".
Szczególnie, że krytyka jest podszyta swoistą troską o powodzenie projektu Jarosława Kaczyńskiego. Bo kluczem do odczytania całego tekstu jest ten akapit.
Nie mogę jednak pominąć tego, co obóz rządzący zrobił przez ostatni rok w przestrzeni publicznej. A raczej, czego nie zrobił, choć obiecał. Bo przecież obiecywano „wywrócenie stolika", zerwanie z układami i powrót do normalności. Czytaj więcej
Ba, Ziemiec zdaje się wręcz przepraszać za to, że skrytykował PiS. Pierwszą część tekstu poświęca na wytłumaczenie, dlaczego ów powstał. Pisze więc, że jako dziennikarz musi patrzeć na władzę "z pewną dozą krytycyzmu" i że swój tekst kieruje do tych, którzy nie są zamknięci na otwartą dyskusję. Do tych, którzy nie tkwią w okopach jednego z obozów.
Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl
