„Dzieciństwo wodza” to mrożąca krew w żyłach baśń o początkach faszyzmu.
„Dzieciństwo wodza” to mrożąca krew w żyłach baśń o początkach faszyzmu. fot. Materiały prasowe

Wkrótce na ekrany wejdzie "Dzieciństwo wodza", które w druzgocący sposób przedstawi narodziny psychiki dyktatora. Korzystamy z tej okazji, aby poszukać popkulturowych korzeni upiornego dziecka, porównywanego z "Omenem".

REKLAMA
Są takie słodkie i niewinne. Takie aniołki, uchwycone na celuloidzie. A jednak, wystarczy kilka minut seansu, żeby zauważyć, że coś z nimi jest nie tak. Nie zachowują się jak radosne dzieci z filmu familijnego. Są zimne, a za ich spojrzeniem kryje się przerażająca pustka. Uroczy wygląd to tylko powłoka, naczynie dla duszy, która nie należy do dziecka.
Kiedy ich twarz kieruje się w stroną kamery, na widza spogląda demon. Jeżeli uważacie, że będąc blisko 30-tki nic w kinie was nie przestraszy, to znaczy, że pominęliście tę wyjątkową kategorię horrorów, żerujących na najbardziej osobistym strachu każdego dorosłego. No bo - kogo jak kogo - ale własne dziecko powinno darzyć się zaufaniem…

"Omen" (1976). Kiedy twoje dziecko jest Szatanem juniorem

logo
Dziecko powinno się kochać takie, jakim jest. Prawda? Na zdjęciu Damien z "Omena". fot. Materiały prasowe
O upiornych dzieciakach z kina przypomniałem sobie przed premierą "Dzieciństwa wodza". Opowiadający o kulisach Traktatu Wersalskiego, reżyserski debiut Brady’ego Corbeta, z horrorem podobieństwa ma jedynie kosmetyczne, ale chłodna postać Toma Sweeta to wyraźny spadkobierca Damiena. To właśnie do "Omena" recenzenci najchętniej porównują tytułowy wątek "Dzieciństwa wodza", ale kulturowy dorobek przerażających dzieci jest znacznie szerszy niż przygody Szatana juniora.
Gdybyśmy chcieli poszukać kulturowych korzeni, pewnie powinniśmy wymienić "Władcę much", a w przypadku czystego horroru "Grozę w Dunwich" Lovecrafta. Albo zagłębiać się jeszcze dalej, aż dotrzemy do sumeryjskiej mitologii. W moim przypadku pierwszy kontakt z tym motywem był dużo bardziej banalny. Była to "Wioska przeklętych" (remake z 1995 roku) w wieczornym paśmie którejś z telewizji telewizji.

"Wioska przeklętych" (1995). Kiedy musisz uciekać przed własnymi dziećmi

logo
"Wioska przeklętych". Jaka jest, każdy widzi. fot. Materiały prasowe
Obejrzałem to w wieku może sześciu lat, bo w obsadzie był Christopher Reeve. Z "Supermanem" film Carpentera nie miał nic wspólnego, za to mogłem sobie pooglądać, jak drużyna pozbawionych emocji rówieśników traumatyzuje dorosłych i… z perspektywy dziecka, które nocny seans strachów oglądało w ukryciu przed rodzicami, bardzo mi to zaimponowało.
W sumie, myśląc o tym po latach, trochę boję się sam siebie. Film do wybitnych nie należy, ale bardzo dobrze wykorzystuje oklepane motywy do budowania atmosfery.

"Mroczne miasto" (1998). Kiedy dzieciak jest emanacją kosmicznej grozy

logo
"Mroczne miasto". Nawet oniryczny, miejski labirynt bez wyjścia nie przeraża tak jak to dziecko. fot. Materiały prasowe
Gdybym miał jednak wybrać ulubionego przedstawiciela tego nurtu, to byłoby to "Mroczne miasto" Alexa Proyasa. To mocno postmodernistyczne pomieszanie z poplątaniem, które przedstawia losy bohaterów zagubionych w przytłaczającej metropolii, zarządzanej przez tajemnicze istoty używające ludzkich zwłok jako wehikułów.
A wśród nich maleńka uśmiechająca się postać o niepozornym imieniu Mr. Sleep. Co ważne, o ile jego większych towarzyszy można było traktować jako, w najlepszym wypadku, ambiwalentnych moralnie, to za dziecięcą twarzą Sleepa ewidentnie kryło się samo zło.

"Halloween" (1978). Kiedy dałeś dziecku nóż

logo
Michael Myers z "Halloween" nie zawsze był postawnym mordercą w białej masce, ale psycholem był od dziecka. fot. Materiały prasowe
W "Halloween" John Carpenter postawił na pozbawione empatii, psychopatyczne oblicze dorosłego Michaela Myersa bez litości ścigającego własną siostrę. Ale dużo bardziej przerażająca była, przedstawiona w prologu, geneza tej postaci. W końcu na miejsce w szpitalu psychiatrycznym Myers zapracował likwidując większą część swojej rodziny w wieku kilku lat.
To właśnie młodzieńcze oblicze mordercy doktor Loomis opisywał wypowiadając kultową kwestię o pustej, bladej, pozbawionej emocji twarzy i najczarniejszych oczach - oczach diabła. Wątek młodego Myearsa wydaje się potraktowany trochę po macoszemu, ale kiedy w remake’u Rob Zombie usiłował poszerzyć genezę bohatera i wytłumaczyć jego motywację, całkowicie zarżnął ten mrożący w żyłach moment.

"The Children" (2008). Kiedy pojechałeś z dziećmi na urlop, a one postanowiły cię zabić

logo
"The Children". Polecam obejrzeć ten film przed rodzinnym wyjazdem na wakacje. fot. Materiały prasowe
Kiedy mowa o upiornych dzieciach, ciężko pominąć dziewięcioczęściowy już cykl "Dzieci kukurydzy", to jednak tak oczywisty wybór, że lepiej poświęcić te linijki na przypomnienie o podobnym, a mniej znanym, brytyjskim filmie "The Children" z 2008 roku, który idealnie podsumowują strachy, o których pisałem na początku. Podczas wakacji rodzice zauważają, że ich dzieci łapią nieznaną chorobę. Potem zaczynają się dziwnie zachowywać. Potem są morderstwa.

"Grace" (2006). Kiedy cud narodzin zmienia się w koszmar

logo
I na koniec "Grace" czyli film o cudzie narodzin. Tak jakby. Fot. Materiały prasowe
Jeżeli te filmy nie zaburzyły wam jeszcze domowego miru i nadal jesteście w stanie z uśmiechem zasiąść do wspólnej, rodzinnej kolacji, na koniec proponuje wam film z premedytacją gwałcący to, co wiemy o matczynej miłości. Obraz nosi przewrotny tytuł "Grace" (z ang. łaska).
Takie imię nosi także córka głównej bohaterki, której spłodzenie widzimy w otwierającej scenie, przedstawiającej pozbawioną emocji kopulację. Z następnej sceny dowiadujemy się jak Grace przychodzi na świat. Podczas wypadku samochodowego, który przy okazji zabija jej ojca. Jest jeszcze jeden problem. Grace rodzi się martwa. I film na tym się nie kończy.

Napisz do autora: mateusz.albin@natemat.pl