Program 500 plus otworzył możliwości także dla "szarej strefy".
Program 500 plus otworzył możliwości także dla "szarej strefy". F.Mazur/AG

Dawid miesięcznie zarabia 361,2 złotych. Jest instruktorem fitnessu w renomowanym, warszawskim klubie. Żona nie pracuje. Razem wychowują roczną córkę, Malwinę. Co miesiąc na konto rodziny wpływa 500 złotych z rządowego programu. Dawid jeździ do pracy kilkuletnim BMW X3 wartym ok. 100 tys złotych. Tak naprawdę miesięcznie "wyciąga" średnio 15 tysięcy. Takich przypadków jest o wiele więcej.

REKLAMA
Oficjalnymi właścicielami luksusowego auta są rodzice Dawida, którzy prowadzą własną firmę. Ale to on spłaca comiesięczną ratę za leasing samochodu. Opisywany instruktor jest świetnym fachowcem, w klubie pracuje na 1/4 etatu. Ale właścicielowi siłowni i tak to się opłaca. Na stronie fitness klubu można znaleźć informacje o trenerze, jego sportowych osiągnięciach, można się także umówić na indywidualne konsultacje.
– Dawid to jeden z najlepszych instruktorów w naszym klubie. Godzina treningu indywidualnego kosztuje 100 złotych. Na siłowni jest właściwie przez cały dzień. Nic dziwnego, wystarczy spojrzeć na jego podopiecznych, żeby zobaczyć, że jest świetny w tym co robi – mówi nam dziewczyna pracująca w siłowni.
Jak to możliwe, że dostaje z żoną 500+, skoro mają tylko jedno dziecko? Wyjaśnienie jest w treści rządowego programu.

Kiedy można dostać 500+ na jedno dziecko?

Istnieje możliwość uzyskania świadczenia na pierwsze dziecko, w przypadku, gdy:

a) dochód rodziny w przeliczeniu na osobę nie przekracza 800 zł,

b) dochód rodziny w przeliczeniu na osobę nie przekracza 1 200 zł, a przynajmniej jedno z dzieci jest osobą niepełnosprawną (...)

Wyżej opisane zasady nie są ustalona na zawsze. Wysokość dochodów uprawniających do otrzymywania świadczenia będzie weryfikowana przez Radę Ministrów w oparciu o badania Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych. Ocena będzie prowadzona, co dwa lata i w przypadku uzasadnionych przesłanek kwoty zostaną zmienione. Czytaj więcej

Za swoje usługi Dawid faktury nie wystawia. Ale prawdę mówiąc, nikt go jeszcze o to nie poprosił. Instruktor jest bardzo lubiany. Często opowiada o swojej córce, bez zażenowania przyznaje się, że bierze dodatkowe pieniądze od rządu. Takich osób jak on jest więcej. To bowiem w sektorze usług najłatwiej ukryć wysokie zarobki.
Trener tenisa marzy o własnym domu
Maciej jest byłym zawodnikiem tenisa ziemnego. Niemal codziennie można go spotkać na kortach. Jest bardzo dobrym trenerem, a także tatą sześciomiesięcznego Franka. Ma zarejestrowaną firmę, która zajmuję się szkoleniem dzieci. Dwa razy do roku organizuje obozy tenisowe dla adeptów tenisa w różnym wieku. Ale poza sezonem jego firma nie wykazuje dochodów.
Umówienie się z nim na trening graniczy z cudem. W swoim mieście uchodzi za jednego z lepszych trenerów. A do tego jeszcze jeździ "na ligę" do Niemiec. Rodzina mieszka w trzypokojowym apartamencie, ale w przyszłości chcieliby wybudować własny dom. Oczywiście Maciej złożył wniosek o dofinansowanie 500 plus. I został rozpatrzony pozytywnie.
– Wszyscy wiedzą, że Maciek dostaje 500+, ale nikogo to nie dziwi. Pozostali trenerzy klubowi, którzy jeszcze nie mają dzieci uważają, że skoro jest "luka" w prawie, to trzeba z niej skorzystać – mówi nam osoba znająca sytuację w klubie.
logo
Biedny student bez dochodów
Marek jest studentem Uniwersytetu Warszawskiego. Pracuje dorywczo. Czasami za kilkaset złotych pomoże w przeprowadzce, albo nagłośni koncert znajomym. Najczęściej jednak pisze prace semestralne i magisterskie studentom, którym nie chce się tego robić. Takich zleceń ma dość dużo. Jedną napisaną stronę wycenia na 50 złotych. Oczywiście nikt nigdy go o umowy nie prosił.
Sześć miesięcy temu Marek został tatą. Od roku mieszka ze swoją żoną w dużym mieszkaniu na Mokotowie. Dopóki studiuje, rodzice obiecali mu pomoc. Marek dostaje od rodziców dwa tysiące złotych gotówką oraz opłacają mu wszystkie świadczenia związane z mieszkaniem. On też może liczyć na rządowy program. Napisał podanie, które oczywiście zostało rozpatrzone pozytywnie. Bo przecież oboje z żoną oficjalnie nigdy nie pracowali.
Kilka miesięcy temu prasa opisywała także przypadki, kiedy pracownicy zamiast o podwyżki prosili o obniżenie pensji. Wszystko po to, aby "zmieścić się w programie". A resztę przecież można sobie dorobić... Poprosiliśmy Ministerstwo Rodziny Pracy i Polityki Społecznej o komentarz do opisywanych przez nas sytuacji. Nadal czekamy na odpowiedź.

Napisz do autora: oskar.maya@natemat.pl