Jak zapewnia rzecznik świętokrzyskiej policji, wizyta policjantów w biurze posła Liroya była ich prywatną inicjatywą.
Jak zapewnia rzecznik świętokrzyskiej policji, wizyta policjantów w biurze posła Liroya była ich prywatną inicjatywą. Fot. Paweł Małecki / Agencja Gazeta

Kilka dni temu dwóch policjantów przyszło do domu posła Piotra „Liroy” Marca by zapytać go o to, czy weźmie udział w organizowanym przez nacjonalistów Marszu Niepodległości. Rzecznik świętokrzyskiej policji Kamil Tokarski zapewnia, że była to prywatna inicjatywa kieleckich funkcjonariuszy.

REKLAMA
Liroy próbuje dociec, jakim prawem przyszli do niego policjanci i pytali go o plany na 11 listopada. Żąda wyjaśnień od ministra Błaszczaka, nie wyklucza nawet zbierania podpisów pod wnioskiem o odwołanie ministra, jeśli by się miało okazać, że wizyta funkcjonariuszy była przeprowadzona na podstawie rozkazu z Warszawy.
Ministerstwo jeszcze nie odcięło się oficjalnie od tej akcji. Na razie rzecznik świętokrzyskiej policji próbuje przekonać opinię publiczną, że wizyta policjantów była ich prywatną inicjatywą. Dlaczego dwóch funkcjonariuszy z Kielc pytało posła, czy weźmie udział w piątkowym Marszu Niepodległości w Warszawie, tego już rzecznik nie wyjaśnił.
Wiadomo tylko, że nie są prowadzone żadne czynności procesowe w sprawie posła Liroya. Jak informuje rzecznik, „czynności podjęte w biurze poselskim nie były prowadzone na polecenie ministra spraw wewnętrznych i administracji, jak też komendanta głównego policji”. – Funkcjonariusze zbierali informacje, które mogą mieć wpływ na bezpieczeństwo podczas uroczystości 11 listopada. Wiąże się to z troską o bezpieczeństwo wjeżdżających do Warszawy, oraz zapewnieniem im bezproblemowego dojazdu i powrotu oraz miejsc parkingowych – wyjaśnia rzecznik Tokarski.