
Oficjalne stanowisko rządu można streścić w paru słowach: "nic się nie stało, Polacy, nic się nie stało". A jednak można mieć obawy, że Bruksela przykręci kurek z pieniędzmi. Do tej pory Unia obserwując to, co PiS wyprawia w kwestii Trybunału Konstytucyjnego, próbowała wpływać na rząd w Warszawie słowną krytyką, czy rezolucjami. To nie dało efektu. Czyżby nadszedł czas na naciski finansowe?
Bruksela wstrzymała właśnie wypłatę 1 mld euro, czyli ponad 4 mld zł. Są to głównie pieniądze przeznaczone na budowę dróg w Polsce. Jak pisaliśmy, oficjalnym powodem decyzji Komisji Europejskiej są wątpliwości w sprawie zasad organizowania przetargów na finansowane ze środków UE projekty infrastrukturalne. Ale nieoficjalnie mówi się, że powód jest inny – chodzi o konflikt PiS z Zachodem i decyzje władz przede wszystkim w sprawie Trybunału Konstytucyjnego.
Tym doniesieniom nie dziwi się europoseł PO Adam Szejnfeld. W rozmowie z naTemat przyznaje, że w Brukseli ostatnio o Polsce mówi się coraz częściej i z coraz większym zdziwieniem i rozczarowaniem. – Politycy w Europie, wbrew temu co twierdzi PiS, są doskonale zorientowani w sytuacji w Polsce. Wiedzą, że w kwestii praworządności jest źle i stan ten wciąż się pogarsza – tłumaczy polityk i relacje między Warszawą a Brukselą przedstawia na przykładzie relacji rodzinnych. – Jeśli w rodzinie jesteśmy dla kogoś nieuprzejmi, a potem chcemy od niego pieniędzy, to jasne jest, że będą trudności z ich otrzymaniem. No i tu mamy podobne zagrożenie, że Unia odpowie polskiemu rządowi pięknym za nadobne.

Adam Szejnfeld
europoseł PO
Jeśli ten scenariusz się spełni, to odczują to różne grupy w Polsce: inwestorzy budujący drogi, rolnicy czekający na dopłaty, itp. – PiS będzie to przedstawiał jako odkuwanie się złego Zachodu na dobrym polskim rządzie, ale de facto byłyby to skutki rządów PiS – tłumaczy Szejnfeld. Jego zdaniem pozycję Warszawy w relacjach z Brukselą pogarsza fakt, że rząd w kwestii łamania zasad demokracji "nawet nie próbuje grać". – Nie ma nawet próby prowadzenia choćby udawanego dialogu. Na wszystkie zalecenia, uwagi Unii jest bezczelna odpowiedź, że "będziemy robić to, co nam się podoba" – ubolewa europoseł PO.
Czy rzeczywiście Bruksela może Polskę za to ukarać? Dr Paweł Kowalski z Wydziału Prawa Uniwersytetu SWPS w rozmowie z naTemat przyznaje, że oficjalnie, zgodnie z Traktatami jest to niemożliwe, ale... – Sporo zależy od dobrej woli Komisji Europejskiej – przyznaje ekspert, choć od razu uspokaja, że tego typu wstrzymania funduszy zdarzały się już nieraz wobec różnych państw, także wobec Polski za rządów PO. – W 99 proc. przypadków te pieniądze były odmrażane po paru tygodniach lub po paru miesiącach – przypomina dr Kowalski.
Ale i tak Unia ma możliwości, aby dopiec finansowo władzom w Warszawie. Ekspert przypomina o groźbie Włoch.
dr Paweł Kowalski
Wydział Prawa Uniwersytetu SWPS
Zdaniem eksperta wstrzymana wypłata zostanie odblokowana, Unia nie powinna stosować tego typu presji. – KE może sobie "nie lubić" jakiegoś państwa. Ale w kwestiach formalnych powinna być bezstronna i neutralna – uważa dr Kowalski.
Podobną nadzieję mają polskie władze. Odpowiedzialny za gospodarowanie unijnymi funduszami wicepremier, minister rozwoju i finansów Mateusz Morawiecki skomentował decyzję Brukseli jako "bardzo rutynowe, normalne działania".
