
Jeśli byliście na Czarnym Proteście, zajrzyjcie też na Targową 15 w Warszawie. Znajdziecie tam mural upamiętniający to wydarzenie, zaprojektowany przez najsłynniejszą polską twórczynię memów, Martę Frej. Rysowniczka, feministka i działaczka społeczna opowiedziała mi dziś, dlaczego jest dumna z młodych dziewczyn w Polsce, jak przejawia się kryzys męskości i dlaczego wszystko, co mówi i robi, jest polityczne.
REKLAMA
Czarny Protest był sukcesem?
Dla mnie był kolosalnym sukcesem. Kiedy przyszłam na ten pierwszy poniedziałkowy protest, byłam pod ogromnym wrażeniem liczby uczestniczek ,głównie kobiet. Chodziłam wcześniej na różnego rodzaju manifestacje związane z prawami kobiet, które były organizowane w Częstochowie. Na jednym było kilkanaście osób, na innym około stu. Liczba osób, która przyszła na Czarny Protest, była ogromna. I potem, usłyszawszy, że w całej Polsce, w miastach i miasteczkach było podobnie, uważam, że to był bardzo duży sukces. Po raz pierwszy tak duży protest kobiet odbył się również poza Warszawą.
Jakiś czas przed protestem mówiła pani, że solidarność kobiet w Polsce kuleje. To się zmieniło?
Wydarzyło się coś, co może tę naszą solidarność poprawić, bo zobaczyłyśmy, że możemy wspólnie działać. Możemy się skrzyknąć, wyjść na ulicę i zaistnieć. Media wreszcie dostrzegły problemy kobiet, nie tylko aborcję i ustawę antyaborcyjną, bo nie zgadzam się z ograniczaniem postulatów Czarnego Protestu do tej kwestii.
Jakie inne tematy powinnyśmy podejmować podczas protestów?
Skoro jesteśmy tak wrażliwi na temat aborcji, tak bardzo ona dzieli Polaków i Polki i tak mocno chce rząd ingerować w tę kwestię, to należy pamiętać, że bezpośredni związek z ilością aborcji mają takie problemy jak edukacja seksualna, a właściwie jej brak, dostęp do antykoncepcji, polityka państwa wobec młodych matek , ich pozycja zawodowa, urlopy macierzyńskie i brak urlopów tacierzyńskich, podział obowiązków wychowawczych i opiekuńczych w domu, problem wykrywania i karalności gwałtów i traktowania ich ofiar, bardzo istotny w Polsce problem przemocy domowej, kwestia powszechnego niepłacenia alimentów, pomoc rodzinom z dziećmi niepełnosprawnymi, problem powrotu po porodzie do pracy, szklanego sufitu i dostępności kariery zawodowej, zarobki…
Czarny Protest był przełomem? Zaczniemy bardziej świadomie walczyć o swoje prawa?
Bardzo bym sobie tego życzyła. Jeśli nie był przełomem, to był kamieniem milowym na drodze do zmiany na lepsze. Chciałabym, by po kilku manifestacjach wszystko potoczyło się jak z górki - nagle wszyscy przecierają oczy i widzą, że żyjemy w innej rzeczywistości, niż nam się wydawało, że trzeba walczyć i przestać bać się słowa feminizm. I zrozumieć, że to jedyna nadzieja dla kobiet.
Ale tak się zapewne nic nie odbywa w świecie. Dlatego będę bardzo szczęśliwa, jeśli Czarny Protest będzie jednym z takich istotnych momentów, które przyspieszają trochę te procesy. Protest przełomowy był o tyle, że obecność tematów związanych z emancypacją kobiet i równouprawnieniem w mediach znacznie się zwiększyła. Może nadejdzie czas, że zaczną być dostrzegane w mediach kobiece ekspertki, bo ich baza już powstała - może wreszcie zacznie ktoś z niej korzystać.
Islandki protestują przeciwko nierównościom każdego roku. Przeciwko zakazowi aborcji, ale też przeciwko różnicom w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn. Choć konsekwentnie walczą o równouprawnienie, nawet u nich płace obu płci zrównają się dopiero za 52 lata. W Polsce będzie to trwało jeszcze dłużej.
A na dodatek pracujemy za darmo w domach. W Polsce nie dyskutuje się o tym, że większość obowiązków domowych wykonują w Polsce kobiety. Jest to też kwestia podejścia do ekonomii. Dopiero teraz zaczyna docierać do nas ekonomia pisana przez kobiety, gdzie bierze się pod uwagę pracę domową jako pracę, która ma konkretną wartość.
Adam Smith, twórca współczesnej ekonomii, który był utrzymywany, ubierany i karmiony przez swoją mamę, traktował jej pracę jako misję, naturalną posługę, a nie pracę, która ma konkretną wartość. Jest to błąd. Nie chcę namawiać kobiet, żeby przestały wykonywać prace domowe, bo często nie mają takiej możliwości. Chcę tylko, by kobiety w Polsce miały świadomość, że taka praca jest tak samo ważna jak praca mężczyzn na stanowiskach kierowniczych i ma wymierną wartość ekonomiczną.
Kto zajmuje się domem w pani rodzinie?
Mój partner wykonuje więcej obowiązków domowych ode mnie, ponieważ tak się umówiliśmy. Przedyskutowaliśmy to, biorąc pod uwagę też przesłanki ekonomiczne. Wspólnie uznaliśmy, że jest to taki moment, że muszę skupić się na pracy. Dlatego teraz ja poświęcam się pracy poza domem, ale być może sytuacja się wkrótce odwróci.
Feminizm w Polsce to ciągle straszny potwór? Obraz feminizmu jest u nas odczarowywany?
Feminizm jest zdecydowanie odczarowywany (czytaj: jest wreszcie właściwie rozumiany), szczególnie dobrze to widać w młodym pokoleniu. Coraz więcej młodych dziewczyn dumnie nazywa się feministkami. Stereotypowe wyobrażenia o męskożernych feministkach- potworach, to raczej problem starszych pokoleń. Dziewczyny świetnie sobie radzą z recepcją tego słowa. Coraz więcej młodych kobiet traktuje feminizm jako postawę dającą szanse na rozwój i samorealizację, budowanie kobiecej solidarności i sieci wsparcia.
Patrząc na młode kobiety , widzę ogromną różnicę pomiędzy nimi a mną, kiedy byłam w ich wieku. Jestem bardzo dumna z tego, że stawiają na siebie, na swoją edukację, buntują się przeciw ograniczającym je stereotypom konserwatywnego, patriarchalnego społeczeństwa. Młode kobiety są obecnie o wiele lepiej przygotowane do życia, o wiele silniejsze, zaradniejsze i bardziej zdeterminowane do osiągania swoich celów niż młodzi mężczyźni, którzy wydają się czasami mocno zagubieni.
Mamy więc słynny kryzys męskości?
Nie chciałabym oczywiście za mocno generalizować, ale bez wątpienia dziewczyny dostrzegły obecnie ogromne możliwości, jakie daje wykształcenie, nauka, stawianie na przygotowanie zawodowe. Zresztą, statystyki pokazują, że młode kobiety są w tej chwili lepiej wykształcone niż mężczyźni. Nie wiem, czy to rzeczywiście kryzys męskości, to zależy przede wszystkim od mężczyzn, czy wzmocnienie pozycji kobiety musi być dla nich kryzysem. Można dostrzec w tej sytuacji również szansę na prawdziwe partnerstwo. Ale na pewno młode kobiety rzadziej zgadzają się na rodzinę z tradycyjnym podziałem obowiązków.
Bo choć nadal jest tak, że mężczyźni zarabiają więcej, to nie jest tak, że więcej pracują. Myślę, że polskie kobiety po prostu się o tym przekonały. Zresztą kwestia zarobków też ulega zmianie, jest coraz więcej domów, w których do kobieta zarabia więcej. Niekoniecznie można o tym mówić w tradycyjnych rodzinach. I niekoniecznie media chcą podejmować ten temat.
Czasy się zmieniają, zmieniają się realia, zmieniają się kobiety, ale mało kto uczy mężczyzn, jak za tymi zmianami nadążając. Myślę, że mężczyźni również mają trudną sytuację. Kobiety chcą być ich równoprawnymi partnerkami , a to wiąże się z nowym podziałem obowiązków, być może z utratą przywilejów patriarchalnego porządku. A mężczyźni, przyzwyczajeni do starego systemu, szczególnie starsze pokolenia, nie zawsze potrafią sobie z tym poradzić.
Tak jak pisał Zimbardo, brakuje mężczyznom wzorców?
Być może. Media kochają westernowych samców alfa. Ale trzeba pamiętać o tym, że wszystko jest do nadrobienia, trzeba tylko wykazać się pewną otwartością. Kiedy zmienia się otoczenie, najważniejsze, to dać szansę sobie i innym na nowe doświadczenia, nie zamykać się już na wstępie, bo to lękowa postawa.
Swojego nastoletniego syna, Maćka, wychowuje pani na feministę?
Nie. Wychowuję go na dobrego, mądrego, otwartego człowieka. Staram się nie narzucać mu żadnego światopoglądu. Mam wrażenie, że on się automatycznie sam wychowuje na feministę, po prostu obserwując, słuchając, rozmawiając ze mną. Traktuję go jak równoprawnego partnera. To że jest młodszy, ma inne problemy i inny ogląd świata, nie oznacza, że ja zawsze występuję z pozycji tej lepiej wiedzącej. Dlatego dużo rozmawiamy.
Maciek jest bardzo wrażliwy na wszelkie nierówności. Na przykład zawsze irytuje się tym, że od podstawówki słyszy w szkole, że chłopcy uczą się i zachowują w szkole gorzej od dziewczynek. On akurat zawsze dobrze się uczył i pracował nad tym, by być grzecznym i uważa takie podejście za seksistowskie.
Nadal w szkole pokutuje takie przekonanie?
Oczywiście. Być może ma to związek z tym, że przeważająca większość nauczycieli w szkołach podstawowych i średnich to nauczycielki. Jest to w jakiś sposób niezdrowe, uważam, że zwłaszcza w edukacji powinno dążyć się do wyrównywania liczby pracujących kobiet i mężczyzn. Zauważmy, że w szkolnictwie wyższym te proporcje są odwrotne - myślę, że nie jest to przypadkowe. Nie jest to związane z możliwościami intelektualnymi kobiet, tylko z patriarchalnym porządkiem.
Dziewczynki nadal są źle wychowywane?
Po pierwsze, mamy bardzo zły system edukacji, oparty na stereotypach i na przekonaniu, że wszystkie dzieci są takie same, że szkoła powinna przygotowywać do życia w bardzo stereotypowych ramach. Cierpią na tym i dziewczynki, i chłopcy.
Po drugie, to prawda, że dziewczynki są od początku chowane w zupełnie inny sposób niż chłopcy, używa się w stosunku do nich innego języka, ma się inne wymagania. Niedawno brałam udział w warsztatach na których kobiety opowiadały sobie, jakie komunikaty słyszą od otoczenia - jakie powinnyśmy być, a czego nie powinnyśmy robić. Na spotkaniu było dużo młodych kobiet i wszystkie mówiły to samo. Wszystkie bez przerwy słyszą, że powinny wyjść za mąż, umieć gotować, powinny być piękne, czyste, ciche, dobre. Że powinny opiekować się innymi. Że powinny być łagodne, wrażliwe, delikatne. Model uległej kobiety, która się poświęca i zawsze najpierw myśli o innych.
Wszystkie uczestniczki warsztatów stwierdziły, że otoczenie daje im sygnały, że nie powinny mieć ambicji przywódczych, nie powinny być głośne, śmiałe no i oczywiście swobodne seksualnie.
Tak mówią nam mężczyźni?
Coś takiego mówią nam wszyscy, całe społeczeństwo. Bardzo dużo tego typu rzeczy słyszymy od naszych matek. Wystarczy, że matka zachowuje się niestandardowo, jest odważna i nie daje wtłoczyć się w te ramy, to jej córka od razu ma inny start i inne horyzonty. Nie widzi ograniczeń, tylko możliwości.
Myślę, że mężczyzn dotyczy to w podobnym stopniu. Ten patriarchalny przekaz jest dla nich czasem równie ciężki jak dla nas. Oni też często sobie nie radzą z jego wymogami - by byli zawsze twardzi, odważni, nieustępliwi. I oczywiście heteroseksualni.
Była pani wychowywana na grzeczną dziewczynkę?
Mam bardzo silną mamę. Sama nazywa się feministką. Ale to nie tylko mama nas wychowuje, ale cały system edukacyjny, przekazy medialne, kalki kulturowe. Kiedy byłam dzieckiem, bardzo mnie to uderzało w książkach. Jako młoda dziewczyna kompletnie nie znajdowałam w nich silnych bohaterek, które spełniłyby moje oczekiwania. Dlatego utożsamiłam się z bohaterami męskimi. To oni byli zwycięzcami, to oni zdobywali świat. Teraz to już się na szczęście zmienia.
Jak się zostaje feministką?
W moim przypadku to była suma pewnych doświadczeń, a nie celowa decyzja, czy zrealizowany plan. Doświadczenia rodzinne i zawodowe spowodowały, że zaczęłam zauważać pewne niedogodności. Coś zaczęło mnie uwierać, potem dusić, a potem uznałam, że muszę coś z tym zrobić.
Mówiła pani niedawno, że wszystko jest polityką - jak to rozumieć?
Tak, zdanie to dotyczyło muralu. Twierdzono, że udało się w nim uniknąć polityczności. Moim zdaniem mural jest bardzo polityczny. To, że ja nie jestem w żadnej partii i nie kandyduję, to nie znaczy, że moje wypowiedzi nie są polityczne.
Obserwuję, że obecnie dużo ludzi ucieka w jakąś formę migracji wewnętrznej, zajmują się sobą i swoimi przyjemnościami. Uciekają od polityki, bo polityka jest brudna, zła, zepsuta i nie mamy na nią żadnego wpływu. Oczywiście nie zabraniam tego nikomu, ale robiąc to trzeba być świadomym, że to też jest postawa polityczna. Rezygnując z głosu w przestrzeni publicznej, z praw wyborczych i możliwości bycia aktywistkami i aktywistami, oddajemy pole do działania ludziom, z którymi możemy się całkiem nie zgadzać, którzy mogą nas przerażać. I to oni potem kształtują otaczającą nas rzeczywistość.
Z tym zaangażowaniem, szczególnie młodych ludzi, ostatnio zrobiło się trochę lepiej. Mieliśmy liczne protesty, czy to z powodu aborcji, czy wcześniej, ustawy o trybunale konstytucyjnym.
Podkreślę jeszcze raz, że moim zdaniem Czarny Protest nie dotyczył wyłącznie tematu aborcji. Próba zaostrzenia ustawy aborcyjnej była tylko kroplą, która przelała czarę goryczy kobiet polskich. Zauważyłam zaangażowanie młodych dziewczyn podczas Czarnego Protestu. One już wiedzą, że jeśli same sobie czegoś nie wywalczą, to po prostu nie będą tego miały i nie czekają, aż ktoś coś zrobi za nie - to mi się bardzo podoba i jestem z nich dumna.
Widzę również, że prawa strona sceny politycznej potrafi dość dobrze zagospodarowywać młodzież. Teraz czekam i myślę, że to jest praca dla nas wszystkich, by również ta lewa strona utworzyła mocne struktury i modę na politykowanie i zaangażowanie społeczne.
Czym prawica kusi i czaruje młodzież?
Prostotą przekazu, ograniczeniem palety barw do bieli i czerni, co w pewnym wieku bardzo nam pasuje, bo jesteśmy wówczas radykalni. Wykorzystaniem braku edukacji. I po prostu populistyczną manipulacją.
Mamy w Polsce różne marsze. Co roku na 11 listopada przez centrum Warszawy przechodzą narodowcy.
Mam związane z tym środowiskiem pewne obserwacje tu, w Częstochowie. Od niedawna na Jasnej Górze goszczą pielgrzymki kibiców. Odpalają tam race, mają szaliki z jakimiś strasznymi napisami, zachowują się nie najlepiej. To środowisko, które od jakiegoś czasu przytulane jest przez prawicę i przez Kościół. A Kościół ma u nas to, czego nie ma żadna inna polityczna siła, czyli tuby we wszystkich wsiach - kościoły. To nie bez znaczenia, że obecnie Kościół akceptuje hasła nacjonalistyczne, rasistowskie, homofobiczne, ksenofobiczne - to coś, czego nigdy wcześniej nie widziałam.
Jako zwolenniczka świeckiego państwa i ateistka jest pani krytykowana w Częstochowie?
Nie sądzę, by było mi trudniej mieszkać tu niż w jakimikolwiek innym mieście. Nie spotkałam się nigdy z jakimkolwiek ostracyzmem z uwagi na to, że jestem ateistką, może jeszcze nie… Mnie, podobnie jak wielu innych częstochowian irytuje, że z automatu mieszkańców Częstochowy uznaje się za bardziej religijnych niż mieszkańców innych miast. Nie ma to nic wspólnego z prawdą.
Częstochowa to bardzo młode miasto, które powstało w dobie rewolucji przemysłowej, jest taką mini-Łodzią. To miasto z olbrzymim korzeniem robotniczym, gdzie poziom religijności nie odbiega od innych miast. Druga kadencję rządzi u nas SLD. Jesteśmy pierwszym miastem w Polsce, które zdecydowało się dofinansować in vitro. Nasz prezydent, jako jedyny obok Roberta Biedronia, zwolnił pracowniczki na Czarny Protest. Klasztor to inna bajka. Niewielkie są połączenia między nim a miastem.
Napisz do autora: lidia.pustelnik@natemat.pl
