
Najlepiej pasowałby cytat Franza Maurera z filmu "Psy": "To, co dla chłopców Macierewicza będzie szczytem marzeń, dla członków Obrony Narodowej jest już rutyną". Wyekwipowali się i uzbroili za własne pieniądze, przeszkoli u weteranów GROM, a na ostatnich ćwiczeniach w Gorcach odszukali i pojmali "zielonych ludzików".
Zamiast tworzyć oddziały złożone z rezerwistów, zatrudniać 30-40 proc. zawodowych żołnierzy, wydawać duże pieniądze MON powinien włączyć do Obrony Terytorialnej istniejące już organizacje paramilitarne. To prawie 60 tys. ochotników już obeznanych ze szkoleniem wojskowym. 70 procent z nich bez problemu zdaje certyfikowany egzamin w jednostkach wojskowych. OT powinny być armią w pełni obywatelską. Niczym ochotnicza straż pożarna współpracująca z Państwową Strażą Pożarną
Dla porównania, członkowie Obrony Narodowej trenują wspólnie raz na miesiąc. Raz w roku spotykają się na dużych 2-tygodniowych manewrach. Przechodzą też specjalistyczne kursy np. saperski (zakładanie min przeciwczołgowych), medyczny, zwiadowczy. W sumie około 30 dni szkoleń w roku, gwarantuje utrzymanie umiejętności strzeleckich i zgranie zespołów. Inna sprawa, że większość członków Obrony Narodowej zainwestowała średnio 1500 złotych w wyposażenie wojskowe. Do tego broń krótką czy karabinki półautomatyczne, kupione w procedurze zezwolenia na broń do celów sportowych (tutaj jest ich internetowy poradnik w sześciu krokach). Organizacje Pomorska Obrona Terytorialna oraz Jednostka Strzelecka 4018 kupiły karabin maszynowy PK, sfinansowany dzięki zbiórce publicznej na portalu PolakPotrafi.pl.
Koszty utworzenia oddziałów OT w tym roku zamkną się w kwocie 394,4 mln zł. W przyszłym roku powoływanie brygad będzie kosztować 639 mln zł. W 2018 roku wydatki przekroczą miliard złotych, by w 2019 roku zbliżyć się do 1,5 mld zł. Obrona Narodowa w wydaniu obywatelskim kosztuje znacznie mniej.
Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl
