
Nawet 50 tys. osób protestowało w sobotę na ulicach Warszawy pod hasłem "Nie dla chaosu w szkole". Tak wielki sprzeciw zrodziła likwidacja gimnazjów, pomysł minister Anny Zalewskiej z rządu PiS. Na ulice wyszli rodzice i nauczyciele.
Sławomir Broniarz
prezes ZNP
Symbolem sobotniego protestu "Nie dla chaosu w szkole" są szkolne kredy. Manifestanci zrzucili je na pokaźny kopiec utworzony pod Sejmem, gdzie zaplanowano punkt kulminacyjny demonstracji.
– Mówię stanowcze "nie" chaosowi, mówię "nie" rozbiórce w oświacie, mówię "nie", bo nie wiem co się stanie z nami od września – mówiła do zebranych nauczycielka Barbara Chyłka. Jeszcze mocniejsze było wcześniejsze wystąpienie przewodniczącego OPZZ Jana Guza.
Jan Guz
przewodniczący OPZZ
Poza oburzonymi rodzicami i działaczami związkowymi sprawa chaosu przy reformie edukacji połączyła także różne strony politycznej barykady. Do zgromadzonych w Warszawie przemawiali m.in. Katarzyna Lubnauer z Nowoczesnej, jak i Adrian Zandberg z Razem. – Nie pozwólmy im zabrać naszej szkoły – grzmiała posłanka. – Ten rząd można powstrzymać – przekonywał polityk lewicy.
Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl
Współpraca: Katarzyna Zuchowicz
