Lech Kaczyński po śmierci pomaga Jarosławowi utrzymać władzę.
Lech Kaczyński po śmierci pomaga Jarosławowi utrzymać władzę. ot. Mateusz Skwarczek / AG

Jako prezydent Warszawy mógł na listę sukcesów wpisać zakończenie budowy Muzeum Powstania Warszawskiego i niewiele więcej. Jako Prezydent Polski był krytykowany ze wszystkich stron poza rodzimą formacją. Dziś właśnie PiS buduje wokół Lecha Kaczyńskiego kult jednostki. A że braci było dwóch, to blask spadnie na Jarosława.

REKLAMA
Przykładów nie trzeba szukać daleko. Chociażby w ostatni piątek obchodziliśmy 14. rocznicę powołania Lecha Kaczyńskiego na Prezydenta Warszawy. Były przemówienia, orkiestra wojskowa, wieńce. Byli ministrowie, brat bliźniak i wielu polityków PiS. Miejsce akcji: Ratusz Miasta Stołecznego Warszawy, dziedziniec, chodnik przed nielegalnie postawionym pomnikiem Lecha Kaczyńskiego. Kilka dni wcześniej ten pomnik "poprawiano”, również zresztą nielegalnie, wymieniono tablicę na kamieniu. Na nowej Lech Kaczyński jest jakby bardziej do siebie podobny...
Wśród zaproszonych gości próżno było wypatrywać poprzedników Lecha Kaczyńskiego, nie zaproszono także obecnej prezydent, Hanny Gronkiewicz-Waltz. Jak powiedział wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Jarosław Zieliński, mogła przyjść i bez zaproszenia, w końcu „na pewno widzi to zgromadzenie z okna”.
Szczyt chamstwa? Bynajmniej. To fragment większej gry, której celem jest „wyniesienie na ołtarze” postaci Lecha Kaczyńskiego. Na razie wizerunek byłego prezydenta buduje się na użytek zwolenników PiS, na państwowe uroczystości przyjdzie jeszcze czas. Można przypuszczać, że "epizod warszawski” jest swego rodzaju papierkiem lakmusowym. Już za miesiąc, 23 grudnia będziemy obchodzić 11 rocznicę zaprzysiężenia Kaczyńskiego na Prezydenta Polski. Będą kwiaty i orkiestra? Skoro świętowano rządzenie Warszawą, to można się spodziewać, że Polską tym bardziej.
Muzea i dziury
Zastanówmy się... Jako prezydent miasta Lech Kaczyński odniósł kilka sukcesów. Największym i najgłośniejszym jest budowa Muzeum Powstania Warszawskiego. Za czasów prezydentury Kaczyńskiego wmurowano też kamień węgielny pod budowę Centrum Nauki Kopernik i podpisano umowę o budowie Muzeum Historii Żydów w Polsce. Myliłby się jednak ten, kto by powiedział, że był prezydentem wszystkich warszawiaków.
Kaczyński dwukrotnie zabronił przejścia Paradzie Równości ulicami miasta, jednocześnie nie miał problemów z tym, ze Młodzież Wszechpolska organizowała Parady Normalności. Decyzje Kaczyńskiego jako niekonstytucyjne krytykowały takie instytucje jak Trybunał Konstytucyjny, czy Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu. Dziś byłoby mu łatwiej, TK został przez PiS praktycznie sparaliżowany, a opiniami komisji europejskich, weneckich i tym podobnych Prawo i Sprawiedliwość zwyczajnie przestało się przejmować.
I choć to za czasów prezydentury Kaczyńskiego oddano pierwsze trasy Szybkiej Kolei Miejskiej, to mieszkańcy miasta bardziej pamiętają dziurawe drogi i wstrzymanie budowy Mostu Północnego. Brak tej przeprawy szczególnie dał się we znaki mieszkańcom dynamicznie rozbudowującej się Białołęki, która utknęła w wielokilometrowych korkach na trasach dojazdowych do mostu Grota. Wściekli kierowcy najczęściej kwitowali posunięcie prezydenta słowami "spieprzaj dziadu”, które weszły na stałe do słownika w czasie kampanii wyborczej 14 lat temu.
Obiecał, ale nie dotrzymał
Z tą kampanią to w ogóle jest ciekawa sprawa. Lech Kaczyński zapewniał, że kocha to miasto i nie będzie traktował Warszawy jako trampoliny do skoku na wyższe państwowe urzędy. Przekonywał wyborców, że będzie pełnił urząd przez całą kadencję, a może i dłużej. Skończyło się na trzech latach, z których ostatnie miesiące zostały niemal wyłącznie podporządkowane nowej kampanii wyborczej. Lech Kaczyński złamał obietnicę i wystartował w wyborach na Prezydenta Polski.
Dziś w ramach kultu Lecha Kaczyńskiego politycy PiS przekonują, że jako prezydent Warszawy rozbił "układ warszawski”, czyli nieformalne powiązania polityków, samorządowców i przedsiębiorców. Nie przeszkadzało to później PiS-owi w dogadywaniu się z politykami usuniętymi z Platformy Obywatelskiej, a kojarzonymi z Pawłem Piskorskim. A to właśnie Piskorski uchodził za lidera „układu”.
Słaba prezydentura w stolicy i przeciętna prezydentura Polski nie przeszkadzają dziś politykom PiS w kreowaniu Lecha Kaczyńskiego na wielkiego męża stanu, który zatrzymał rosyjskie czołgi. Przypomina się jego wylot do Gruzji, gdzie miał ratować ten kraj przed rosyjską agresją. Przemilcza się przy okazji to, że właśnie wówczas Kaczyński oskarżył o tchórzostwo pilota, który odmówił lądowania w Tbilisi. Niewykluczone, że tamten incydent miał wpływ na to, że dwa lata później piloci do ostatnich chwili próbowali posadzić samolot w Smoleńsku.
Krótko po katastrofie tłumy warszawiaków żegnały na Krakowskim Przedmieściu ofiary wypadku. PiS wykorzystał to cynicznie. Miesięcznice, wielkie spędy patriotyczne, bajdurzenie o "poległych” – to wszystko są tylko małe kamyczki, ale dzieło z nich powstałe będzie wielkie. Już dziś PiS rządzi, choć jeszcze dwa lata temu wydawało się, że Prawo i Sprawiedliwość jest skazana na bycie wieczną opozycją. Kilka miesięcy wcześniej na znajomości z Lechem Kaczyński oparł swoją kampanię wyborczą mało znany polityk PiS, niejaki Andrzej Duda. I wygrał.
Mit założycielski
Kult Wielkiego Lecha potrzebny jest Jarosławowi. To niejako mit założycielski nowego PiS. Stara, zgrana formacja polityczna miała swoje grono zwolenników i niemal zero możliwości poszerzenia elektoratu. Dopiero gdy zaczęto głośno krzyczeć o zamachu, o „poległych”, o wizji welkiej Polski Lecha Kaczyńskiego słupki poparcia drgnęły. Najpierw nieznacznie, z czasem szły w górę coraz bardziej. Dziś Prawo i Sprawiedliwość wybiera średnio co trzeci Polak.
Bo Polacy uwierzyli w ofiarę krwi. Uwierzyli, lub zapomnieli o tym, jak bardzo przeciętne były prezydentury Kaczyńskiego. Dali się przekonać, że był wielkim Polakiem, więc głosują na brata bliźniaka. Wszak niedaleko pada jabłko od jabłoni, "Jarosław Polskę Zbaw” w dużej mierze dzięki bratu powrócił do władzy. I żeby tej władzy nie oddać, będzie nam o swoim bracie co chwila przypominał.
Właśnie temu służą miesięcznice. Temu służy awantura o pomnik. Nie chodzi o kształt monumentu czy lokalizację. Ważne, że jest spór. Jest podział na "my”, prawi i sprawiedliwi i "oni” – zdrajcy, gorszy sort, zaprzańcy, pewnie jakaś zakamuflowana opcja niemiecka albo marionetki Putina.
Byle nazwiska nie przekręcali
Świętowanie 14., „okrągłej” rocznicy objęcia urzędu Prezydenta Warszawy to też nic innego, jak budowaniu kultu Lecha Kaczyńskiego. W myśl zasady "nieważne co się mówi, byle nazwiska nie przekręcali” podobnych uroczystości możemy się spodziewać w najbliższych latach wielu. Miesięcznice na stałe wpisały się w krajobraz Warszawy. Składania kwiatów możemy się spodziewać z okazji rocznicy urodzin Lecha i Jarosława Kaczyńskich, ślubu pary prezydenckiej, a nawet daty ponownego pochówku. Każdy powód jest dobry.
Media publiczne zrobią show, a każda kamera stojąca pod nielegalnym pomnikiem przed warszawskim Ratuszem uchwyci Jarosława Kaczyńskiego stojącego przed pomnikiem swojego wielkiego brata. Lech Kaczyński nadal służy swojej partii. Przed katastrofą jego szanse na reelekcję były wyłącznie dyskusyjne, a PiS, skłócone ze wszystkimi, nie miało zdolności koalicyjnej.
Po katastrofie smoleńskiej Jarosław Kaczyński nie potrzebuje koalicjantów, rozgrywa swoje polityczne szachy, dążąc do osiągnięcia pełni władzy bez oglądania się na Konstytucję. Lech Kaczyński na szachownicy Jarosława pozostaje królem, z królową Marią stojącą u boku. To dwie bardzo ważne figury, na których zbicie opozycja nie ma żadnego pomysłu. Lech Kaczyński jest patronem gazoportu w Szczecinie oraz wielu ulic i placów w całej Polsce, budowane są pomniki. Para prezydencka spoczywa na Wawelu pośród królów Polski. Czy elektoratowi PiS potrzeba będzie więcej dowodów wielkości Lecha Kaczyńskiego?
Historia kiedyś osądzi tę prezydenturę, ale dla prezesa PiS liczy się tu i teraz. Dziś brat "wynoszony na ołtarze” umacnia jego samego u władzy, legitymuje tę władzę i pozwala wierzyć, że uda się ją utrzymać latami. Właśnie dlatego Jarosław o bracie nie pozwoli Polakom zapomnieć. W razie czego można będzie przeprowadzić ponowną ekshumację, nowy sarkofag przewiduje taką możliwość. A co jakiś czas politycy PiS przy okazji położą wieńce pod nielegalnie postawionym pomnikiem.

Napisz do autora: pawel.kalisz@natemat.pl