Kredyt? Nie, dziękuję, sam oszczędzam. 40 procent klientów kupuje mieszkania za gotówkę
Kredyt? Nie, dziękuję, sam oszczędzam. 40 procent klientów kupuje mieszkania za gotówkę Fot. Kornelia Glowacka-Wolf / Agencja Gazeta

– Kiedy zorientowałem się w prawdziwych kosztach kredytu bankowego, wybraliśmy z partnerką inną drogę. Oszczędzanie przez 5 lat, dofinansowanie od rodziców, na koniec sprzedana działka po dziadkach. Zrobiliśmy wszystko, aby transakcja odbyła się bez złotówki kredytu - mówią w naTemat Igor i Anna. Okazuje się, że nie tylko oni kupili mieszkanie za gotówkę...

REKLAMA
Wliczając studia, w Warszawie mieszkają od 9 lat. Oboje pracują w zawodach specjalistów i na dobrych pensjach. Tanio wynajmowali pokój. Było ich stać, aby odłożyć więcej niż jedną wypłatę miesięcznie - średnio ponad 6,2 tys. zł. Kiedy przyszło do transakcji, wybrali mieszkanie nie z tych najdroższych i nie z najlepszym widokiem z okna. Z gotówką pod ręką łatwiej też było wynegocjować niższą cenę - 6 procent od ceny wywoławczej. Choć kosztowało to wiele wyrzeczeń, na swoje 55 metrów wprowadzają się bez złotówki długu hipotecznego.
– Na pewno wielu młodych ludzi odebrało też lekcję od "frankowiczów". Uważam, że narasta coś w rodzaju sprzeciwu wobec korzystania z oferty banków – twierdzi Igor. Dokładniej, chciał uniknąć takiej sytuacji, jaką w mailu do naTemat opisał jeden z klientów uwikłanych we frankowy kredyt:
Frankowicz

Jestem dobrze zarabiającym prezenterem radia, a także nieszczęsnym frankowiczem i to na znacznie większą niż przeciętnie sumę. Pożyczyłem 800 tys zł., regularnie spłacam 1400 CHF miesięcznie. Na początku kredytu dawało to ratę w wysokości 2600 zł, jednak teraz to już 5700 zł co miesiąc! Obecnie jestem winny bankowi 1.350.000 zł. Prawdopodobnie bez szans na spłatę w tym życiu.

Zamiast franków gotówka
Dlatego "gotówkowicze" to nowa, coraz większa, grupa klientów firm deweloperskich. Polacy kupują najwięcej mieszkań za gotówkę w historii - wynika z danych Narodowego Banku Polskiego. W siedmiu największych miastach Polski klienci kupili mieszkania z kredytem za 11 miliardów złotych. "Gotówkowicze" wydali w tym czasie ponad 7 miliardów. Dane NBP podsumowują tylko pierwsze półroczne, największe zakupy branża odnotowuje pod koniec roku. To rekord od 2012 roku, czyli odkąd NBP prowadzi dokładne analizy rynku mieszkaniowego.
Według Dom Development, jednej z największych firm budowlanych w Polsce, już 40 procent transakcji odbywa się za gotówkę. Mało tego, akurat ta firma jest znana z tego, że buduje w lepszych lokalizacjach stolicy, a to oznacza wyższe ceny. Większość mieszkań tego dewelopera kosztuje od 450 tys. zł wzwyż. Mimo to znajdują się klienci, którzy po jednym przelewie bankowym odbierają klucze. Z 705 sprzedanych ostatnio mieszkań za gotówkę "poszło" około 300.
Pisaliśmy już, że nastały złote czasy dla firm budujących mieszkania. Takie firmy jak Dom Development, Robyg czy Atal jak jeden mąż informują o rekordowej sprzedaży i wyjątkowo dobrych zyskach w tym roku. Klienci rzucili się po mieszkania, by skorzystać z ostatniej okazji dofinansowania w programie Mieszkanie dla Młodych - w lipcu pula dofinansowania (ponad 700 mln) została już wyczerpana. Inna sprawa, że pokolenie Millenialsów może też liczyć na rodzinny transfer majątku po seniorach.
Według ekspertów na skalę zakupów za gotówkę mają wpływ również zamożni Polacy dysponujący oszczędnościami. – Skończyła się polska giełda, bankowe lokaty dają mniej niż 2 proc. rocznie. Ludzie wyciągają pieniądze ze skarpety i kupują mieszkania na wynajem. Choć właściciel musi doglądać swojej inwestycji, rozliczyć podatek, co kosztuje trochę zachodu, to zarobić można trzykrotnie więcej - podsumowuje Maciej Górka, analityk serwisu Domiporta.pl

Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl