
Prezydent pojawił się na 25. urodzinach "Super Expressu" i już samo to ściągnęło na niego krytykę. Sytuację Andrzeja Dudy pogorszyła jeszcze Doda, kompletnie ośmieszając Głowę Państwa. Ale prezydent po prostu musiał pojawić się na tej imprezie. Dlaczego? Bo jest politykiem, którego wybierają ludzie. A ludzie czytają "Superaka".
REKLAMA
Zenek Martyniuk z zespołu Akcent, Doda Elektroda, Endrju Gołota oraz cała masa celebrytów. A wśród nich prezydent Rzeczypospolitej Andrzej Duda. Wszystko w przaśnym klimacie, tak charakterystycznym dla czasopism brukowych. Już samo to ściągnęło na prezydenta krytykę.
Oliwy do ognia dolała jeszcze piosenkarka Doda, która postanowiła sprezentować Dudzie kawałek tortu i zaprezentować pośladki (zdjęcia z tego "wydarzenia" zobaczycie tutaj). I za to, że do takiej sytuacji doszło, na Dudę, a właściwie otoczenie prezydenta, spada słuszna krytyka. Bo współpracownicy powinni byli zadbać, by Głowa Państwa nie miała na wysokości głowy pośladków blond-skandalistki.
Ale krytyka samej obecności Dudy na tej imprezie to nic innego, jak standardowe oburzenie elit. Wliczone w koszta obecności prezydenta na gali "Super Expressu". I tak dużo mniejsze niż zyski. Bo Duda po prostu musiał tam być i złożyć czołobitne gratulacje. Dlaczego?
Prawdziwymi władcami masowej wyobraźni w świecie mediów drukowanych są nie tradycyjne dzienniki czy tygodniki, ale właśnie tabloidy. Na pierwszym miejscu jest "Fakt" (prawie 280 tys. egzemplarzy dziennie we wrześniu), a na drugim właśnie zaczyna się mościć "Super Express", który dogonił "Wyborczą".
Dlatego też Bronisław Komorowski pojawił się na 10-leciu "Faktu". I też pewnie nie był zachwycony, że musi słuchać zespołu Weekend i Michała Wiśniewskiego.
Ale politycy muszą dobrze żyć z tabloidami, a przede wszystkim z ich elektoratami. Więc zgadzają się na ustawki, które mają ocieplić ich wizerunek, a szefowie rządów spotykają się z redakcjami i udzielają im wywiadów w pierwszej kolejności. I nawet jeśli jeden czy drugi publicysta ich skrytykuje, wiedzą, że ostatecznie na tym zyskają. Bo przy urnie wyborczej jego głos waży tyle samo, co pana Zenka z mleczarni i pani Gosi ze spożywczaka.
Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl
