Opuścił Nowoczesną, bo nie był słuchany.
Opuścił Nowoczesną, bo nie był słuchany. Fot. screen/facebook.com/Rafal.Zahorsk

Jedna trzecia szczecińskiego zarządu .Nowoczesnej opuściło jej szeregi. Rozłamowcy nie zgodzili się, aby z góry narzucono im kandydata na prezydenta tego portowego miasta. Dodają, że to ich region powinien zdecydować, kto będzie walczył o fotel szefa Szczecina. Wiceprezes, Rafał Zahorski, który opuścił Nowoczesną z żalem. – Chwilę po rezygnacji zablokowano nam wszystkie konta internetowe na platformach Nowoczesnej. Ja i koledzy przestaliśmy być ważni dla partii – mówi.

REKLAMA
Czy Nowoczesna rozpada się? Opuszczenie partii przez was i szereg podobnych wydarzeń z kraju są tego przykładem.
Nasze odejście było długim procesem. Oderwanym od innych wydarzeń w kraju. Nawet nie wiedziałem, że były podobne zdarzenia w innych oddziałach. Dopiero teraz się o nich dowiedziałem. Nam poszło o styl kierowania partią w naszym regionie, a właściwie brak naszego wpływu na ten styl i ignorowanie naszych argumentów. Absolutnie niczego nie chcieliśmy niszczyć, ani działać przeciwko .Nowoczesnej.
Wysłaliście do zarządu głównego w Warszawie list z prośbą o interwencję, ale widać w centrali postawili na obecnego szefa. Nie na was, rozłamowców.
Staraliśmy się "prać brudy" we własnym gronie. Wystąpiliśmy do Warszawy już w akcie desperacji. Nie tylko my czuliśmy potrzebę zwrócenia się do zarządu, ale prosiło też nas wielu innych członków. W liście zaproponowaliśmy tygodniowy termin na odpowiedź. Do wyznaczonego przez nas czasu nie było ze strony szefostwa partii żadnej reakcji. Dlatego złożyliśmy pisma z rezygnacją. Chwilę później zostały zablokowane wszystkie nasze konta internetowe na platformach .Nowoczesnej. Ja i koledzy przestaliśmy być ważni dla partii.
Brak reakcji Ryszarda Petru, z którym jak pan wspomina często się widywał, musi boleć.
Tak. Przede wszystkim jednak, jako mieszkańcy zachodniopomorskiego czujemy się lekceważeni. Jesteśmy na to uczuleni, bowiem Warszawa od lat traktuje nas po macoszemu. Właściwie dotyczy to całej zachodniej Polski. Wbrew powszechnemu mniemaniu po wojnie ta część naszego kraju nie została porządnie zagospodarowana. Wśród mieszkańców stolicy panuje nawet przekonanie, że my mówimy po niemiecku. Liczyliśmy na to, że centrala .Nowoczesnej zainteresuje się listem, że nie będzie nas lekceważyła. Przecież wystarczyło, aby ktoś zadzwonił. Byliśmy gotowi nawet przyjechać do Warszawy na rozmowy. Deklarowaliśmy, że wycofamy rezygnacje. Odzewu jednak nie było.
W lokalnym radio powiedział pan, że podłożem konfliktu z posłem Piotrem Misiło, szefem struktur zachodniopomorskiej .Nowoczesnej był jego styl kierowania partią. A czarę goryczy przelał sposób wyłonienia kandydata na prezydenta Szczecina.
Dokładniej jego narzucanie. Na jedno ze spotkań przyjechał niespodziewanie poseł spoza regionu i chciał narzucić swojego kandydata. A to przecież rada regionów powinna decydować.
Bo stawka jest zbyt duża. PiS dąży do przejęcia władzy nad miastami.
Faktycznie w Warszawie partie już są w trybie wyborczym. Wiem, bo często bywałem w Sejmie. PiS chce za wszelką cenę wygrać wyścig po władzę również w dużych miastach. W sejmowych kuluarach krąży plotka, że zamierzają zorganizować wybory już w maju 2017 roku.
W dużych miastach kandydaci PiS-u przegrywali w wyścig o władzę. Boi się pan ich wygranej?
Jest druga część tej plotki. Mianowicie, że przy okazji partia rządząca chce zmienić ordynację wyborczą. Chodzi pokrótce o to, że prezydenci nie byliby wybierani tak jak dotychczas, w wyborach bezpośrednich, a przez rady miast. Niestety biorąc pod uwagę to, jak Prawo i Sprawiedliwość poradził sobie z Trybunałem Konstytucyjnym, i przeforsował ustawy szkodliwe dla budżetu oraz przedsiębiorców, to nic ich nie powstrzyma.
A jakie ma pan teraz plany?
Chcemy stworzyć stowarzyszenie, "think tank", które będzie walczyć o sprawy całej zachodniej Polski.
Pójdziecie do wyborów samorządowych?
Tak. Powinniśmy zdążyć, zorganizować struktury. Prace są zaawansowane. Wiem, że nie będzie łatwo.
Narzeka pan na zaniedbania w rozwoju infrastruktury zachodniej Polski. Dodaje, że chcecie walczyć o jej rozwój, tymczasem przeciętnemu warszawiakowi bliżej do Berlina niż do Szczecina. Nawet w szeregach własnej centrali w Warszawie nie znaleźliście uznania.
Warszawa ma mentalny problem. Przeciętny warszawiak myśli, że Szczecin leży nad morzem. Jest zaskoczony, gdy słyszy, że do Świnoujścia płynie się 5 godzin. Te mity powielają, czy może tworzą politycy. Chociażby Jarosław Kaczyński powtarza, że Elbląg będzie czwartym portem w Polsce. Tymczasem zapomina o fakcie, że Szczecin i Świnoujście to dwa oddzielne i samodzielne porty morskie, a nie jeden. Co więcej pomiędzy nimi leży piąty port morski w Policach przeładowujący ponad 3 mln ton rocznie. Nie wspomnę już o poronionym pomyśle przekopania Mierzei Wiślanej. Nasz region traci też miliardy z powodu braku drogi szybkiego ruchu S-3, czy niezmodernizowanej trasy kolejowej zwanej potocznie „nadodrzanką”.
I chyba długo nie doczeka się pan modernizacji tej drogi. Jeden z polityków PiS stwierdził, że autostrady służą naszym zagranicznym sąsiadom.
Tymczasem politycy powinni zdać sobie sprawę, że powstanie S–3 wraz z modernizacją "nadodrzańskiej" kolei i użeglownieniu Odry zapewni pracę wielu zagrożonym obecnie pracownikom transportu drogowego. PiS musi rozważyć, czy dopłacać do górnictwa ponad 5 mld złotych rocznie i utrzymywać 100 tys. górników, czy za tę kwotę zmodernizować transport w zachodniej Polsce i utrzymać miejsca pracy dla trzy razy większej liczby osób. Sprzyja nam koniunktura. Odra jest teraz rzeką, która łączy narody. Berlin, który konkuruje z Hamburgiem, chce współpracować ze Szczecinem. Możemy na tym skorzystać.
Czarno to widzę, aby posłowie PiS, gdy usłyszą hasło Berlin, chcieli wysupłać pieniądze z państwowego budżetu. A na koniec pytanie, czy poda pan rękę posłowi Piotrowi Misiło?
Nie mam powodu, aby tego nie zrobić. Chociaż od czasu złożenia rezygnacji się nie widzieliśmy się i nie słyszeliśmy.

Napisz do autora: wlodzimierz.szczepanski@natemat.pl