
Paulina Młynarska napisała o dzieciach, które trafiają do domów dziecka, gdy ich rodzice roztrwaniają pieniądze z programu 500+. Tekst umieszczony na Facebooku błyskawicznie rozszedł się po sieci. Dziennikarka dzisiaj tłumaczy, co chciała przez niego powiedzieć.
REKLAMA
"Dla mnie, to nie jest głos przeciw 500+, ale przeciw brakowi reakcji na wzrost problemów alkoholowych, którego ofiarami badają najmłodsi. (...)Jest za mało programów odwykowych, edukacyjnych i interwencyjnych" – pisze Młynarska w reakcji na odzew po opublikowanym przez nią liście. List autorstwa czytelniczki wywołał lawinę komentarzy i zainteresowanie mediów.
Jak wyjaśnia dziennikarka, którą na Facebooku śledzi ponad 76,8 tys. osób, wcale nie piętnuje rządowej zapomogi. A przynajmniej, nie takie było jej zamierzenie. "To wbrew pozorom NIE JEST OPOWIEŚĆ O GŁUPIM 500+, TYLKO O CHOROBIE ALKOHOLOWEJ MATEK, OJCÓW, BABEK I DZIADKÓW ORAZ O TRAGEDII DZIECI, KTÓRE CHORZY LUDZIE MAJĄ POD OPIEKĄ" – czytamy – (...) Nikt nie mówi o wrzucaniu wszystkich beneficjentów 500+ do jednego worka z napisem 'patologia'" – dodaje Młynarska.
W odczuciu znanej feministki, państwo powinno było "lata temu" objąć rzeczywistą opieką rodziny z dziećmi, szczególnie te najbiedniejsze. "Myślę, że w naszym kraju robi się dużo, aby leczyć ludzi z nałogu. Wydaje mi się jednak, że mało skutecznie chroni się rodziny przed skutkami picia i przemocą" – odpowiada jej internautka. "Pani Paulino, a czy Pani uważa że tylko w biednych rodzinach są patologie?! Dlaczego zawsze tych co mają mniej wsadzacie do jednego wora?!" – pyta już inna. Na razie podobnego zdania jest większość komentujących post.
Napisz do autorki: karolina.blaszkiewicz@natemat.pl
