
W obozie blogerskim poruszenie. Od maja obowiązywała interpretacja przepisów podatkowych, w myśl której blogerzy mogli odliczać od podatku między innymi wydatki na kino czy podróże. Teraz resort Morawieckiego odwrócił tę decyzję do góry nogami. Nowa interpretacja uderzy blogerów po kieszeniach.
W interpretacji indywidualnej Ministra Finansów z dnia 19.10.2016 r., przytaczanej przez portal eGospodarka.pl czytamy:
(…)Należy ponadto zauważyć, że na popularność bloga mają wpływ artykuły (wpisy) tam zamieszczane. W głównej mierze to jakość tych utworów wpływa na atrakcyjność prowadzonego bloga wśród odbiorców, niezależnie od wysokości poniesionych wydatków. Dzielenie się spostrzeżeniami, opiniami, informacjami publikowanymi na blogu wskazuje na osobisty charakter wpisów tam zamieszczanych nie mających bezpośredniego związku z działalnością gospodarczą. W konsekwencji wydatki związane z prowadzeniem bloga związane są z realizacją osobistych potrzeb Wnioskodawcy, niezależnie od prowadzonej działalności gospodarczej.(...)
Choć w środowisku blogerskim nie czuć paniki, jest za to niesmak lub oburzenie. O komentarz na temat nowej sytuacji zapytaliśmy trzech topowych polskich blogerów - Pawła Tkaczyka, Segrittę (Matyldę Kozakiewicz) i Andrzeja Tucholskiego.
PAWEŁ TKACZYK: Trudno powiedzieć czy to efekt niedoświadczenia, czy celowego działania
Segritta: To tak, jakby nie płacić dziennikarzom
Andrzej Tucholski: Być może istniały jakieś nadużycia
Napisz do autora: lidia.pustelnik@natemat.pl
