Topowi polscy blogerzy, Paweł Tkaczyk, Segritta i Andrzej Tucholski są zaniepokojeni nową interpretacją przepisów podatkowych.
Topowi polscy blogerzy, Paweł Tkaczyk, Segritta i Andrzej Tucholski są zaniepokojeni nową interpretacją przepisów podatkowych. Fot. Intagram Pawła Tkaczyka, Instagram Segritty/ Facebook Andrzeja Tucholskiego

W obozie blogerskim poruszenie. Od maja obowiązywała interpretacja przepisów podatkowych, w myśl której blogerzy mogli odliczać od podatku między innymi wydatki na kino czy podróże. Teraz resort Morawieckiego odwrócił tę decyzję do góry nogami. Nowa interpretacja uderzy blogerów po kieszeniach.

REKLAMA
Dotychczas było tak: bloger zarabiał na reklamach, współpracy z różnymi firmami czy pisaniu artykułów sponsorowanych. Następnie mógł opodatkować dochód pomniejszony o koszty swojej blogerskiej działalności. A do tych kosztów zaliczać można było bardzo wiele, w zależności od tego, czym bloger się zajmował - wydatki na kino, bilety lotnicze, ubrania czy kosmetyki.
Ministerstwo Rozwoju i Finansów uznało teraz najwyraźniej, że taka interpretacja przepisów podatkowych pozbawia budżet państwa wpływów, które mu się należą. To, że blogerka kupuje ubrania, w których robi sobie selfie w siłowni, nie jest w żaden sposób związane z jej działalnością gospodarczą, ale ma charakter osobisty. A tym samym, zdaniem ministerstwa, nie generuje przychodów.
Bo przecież blog to taki internetowy pamiętnik, prawda? Nie prawda. Topowe polskie blogi bardziej od pamiętnika przypominają dobrze naoliwione przedsiębiorstwa. A dla takich radykalna zmiana w interpretacji przepisów podatkowych jest co najmniej niepokojąca i niewiele ma wspólnego z zapowiadaną przez Mateusza Morawieckiego "przyjazną interpretacją przepisów” i "domniemaniem uczciwości przedsiębiorcy”.

W interpretacji indywidualnej Ministra Finansów z dnia 19.10.2016 r., przytaczanej przez portal eGospodarka.pl czytamy:

(…)Należy ponadto zauważyć, że na popularność bloga mają wpływ artykuły (wpisy) tam zamieszczane. W głównej mierze to jakość tych utworów wpływa na atrakcyjność prowadzonego bloga wśród odbiorców, niezależnie od wysokości poniesionych wydatków. Dzielenie się spostrzeżeniami, opiniami, informacjami publikowanymi na blogu wskazuje na osobisty charakter wpisów tam zamieszczanych nie mających bezpośredniego związku z działalnością gospodarczą. W konsekwencji wydatki związane z prowadzeniem bloga związane są z realizacją osobistych potrzeb Wnioskodawcy, niezależnie od prowadzonej działalności gospodarczej.(...)


Choć w środowisku blogerskim nie czuć paniki, jest za to niesmak lub oburzenie. O komentarz na temat nowej sytuacji zapytaliśmy trzech topowych polskich blogerów - Pawła Tkaczyka, Segrittę (Matyldę Kozakiewicz) i Andrzeja Tucholskiego.

PAWEŁ TKACZYK: Trudno powiedzieć czy to efekt niedoświadczenia, czy celowego działania

Nowa interpretacja podatkowa spowoduje rewolucję w świecie blogerów?
Wydaje mi się, że niewiele się zmieni. Moim zdaniem w tej interpretacji słowem kluczem jest słowo "blog”. Wystarczy zmienić nazwę na "serwis internetowy”. A ten niczym nie różni się od gazety, w której wynagrodzenie dziennikarza czy jego podróże na potrzeby napisania artykułu są kosztami działalności. 
Trudno powiedzieć, czy ta interpretacja jest więc efektem niedoświadczenia czy celowego działania. Być może ktoś, kto tę interpretację napisał, zakłada, że blogi to są nadal pamiętniki. Natomiast jeśli zmienimy słowo blog na serwis internetowy, to okazuje się, że robi się z tego przedsiębiorstwo z modelem biznesowym i tak dalej, które nie budzi już tych skojarzeń. Warto spróbować zdobyć taką interpretację.
Nie ma powodów do niepokoju?
Akurat o blogerów - tych profesjonalnych - nie martwię się. Myślę, że są w stanie udowodnić związek między kosztem, który ponieśli a przychodem, który mają. Dokładnie tak samo jak gazeta jest w stanie to udowodnić. Profesjonalni blogerzy nie powinni różnić się niczym w traktowaniu podatków od ludzi, którzy prowadzą firmę. 
Mimo to jest powód do niepokoju. W maju została wydana interpretacja podatkowa. Założenie jest takie, że powinna być ona obowiązująca i ogólna. Natomiast w listopadzie ktoś zmienił tę interpretację o 180 stopni. Gdybym w maju planował działalność biznesową na podstawie wówczas wydanej interpretacji podatkowej, wówczas taka zamiana naruszałoby mój spokój i zaufanie do ustroju gospodarczego. Coś podobnego nie powinno mieć miejsca. Dziś mogę przemianować swój blog na serwis internetowy i w zasadzie mieć spokój. Ale tak nie jest - za kilka miesięcy ktoś może zmienić interpretację podatkową i powiedzieć - serwis internetowy też nam się źle kojarzy.

Segritta: To tak, jakby nie płacić dziennikarzom

Środowisko blogerów jest zaniepokojone, ty też?
Dla mnie to jest niedorzeczna informacja. To trochę tak, jakby powiedzieć, ze wydawca "Gazety Wyborczej” nie może płacić za pisanie artykułów, za research, za taksówki dla dziennikarzy dlatego, że nie zarabia na artykułach, tylko na reklamach. Tu jest dokładnie tak samo. Jeśli wprowadzana jest taka regulacja dla blogerów, powinno się ją rozciągnąć na wszystkich innych wydawców gazet, telewizji czy radia.
Prowadzenie bloga przestanie być opłacalne?
Myślę, że prowadzenie bloga wciąż jest opłacalne. Wielu blogerów nie rozlicza wszystkich wydatków związanych z codziennym życiem. Nie znam na przykład ani jednego blogera, który rozliczałby jedzenie. Mimo że teoretycznie możemy mieć fundusz reprezentacyjny i brać kolację na fakturę. Ubrania rozliczają właściwie wyłącznie blogerki modowe, mimo że blogerki lifestyle’owe czy treningowe też robią sobie zdjęcia w ubraniach i tez muszą odpowiednio wyglądać. Myślę więc, że i tak niewielu blogerów korzysta z tych ulg i skarb państwa niewiele zyska na takiej interpretacji przepisów. Moim zdaniem jest ona po prostu niesprawiedliwa.

Andrzej Tucholski: Być może istniały jakieś nadużycia

Odczujesz zmianę interpretacji podatkowej dla blogerów?
Czy jakoś bardzo uderzy po kieszeniach to się dopiero okaże, ale jedno już teraz widać na pewno - nie jest to zmiana prawna mająca na celu cokolwiek komukolwiek ułatwić. Szkoda, bo wśród polskich blogerów zdarzają się twórcy jakości międzynarodowej. Wydaje mi się, że powinno się im pomagać, a nie podrzucać dodatkowe kłody do przeskoczenia.
Co się właściwie zmieni?
Utrudnione lub uniemożliwione będzie kupowanie rzeczy związanych z blogowaniem, z których bezpośrednio nie płynie przychód. Wydaje mi się, że większość blogerów powinna zadzwonić w najbliższych dniach do swoich księgowych lub poprosić o profesjonalne konsultacje, by potem nie okazało się, że bezwiednie i niechcący złamali gdzieś prawo podatkowe.
Blogowanie potrafi być wyjątkowo dziwną formą działalności gospodarczej, ponieważ czasem duże pieniądze pojawiają się po dłuższym okresie finansowej "ciszy" i wytężonego, pracowitego budowania zasięgów i marki właśnie pod te okazjonalne współprace. Ale nie można powiedzieć, że ktoś w trakcie tych okienek pomiędzy zarobkami nie pracuje. Nie każda firma na świecie generuje przychód każdego dnia. Sporo z nich za to codziennie pracuje na to, by ten przychód w ogóle był.

Napisz do autora: lidia.pustelnik@natemat.pl