Gdy zobaczysz, ile kosztuje sprawienie, że starsza osoba nie spędzi sama Wigilii, pomożesz w oka mgnieniu

Wystarczy 50 zł by starsza, samotna osoba mogła spędzić Wigilię  w większym gronie
Wystarczy 50 zł by starsza, samotna osoba mogła spędzić Wigilię w większym gronie Fot. Stowarzyszenie "mbU"
Chorzy, wykluczeni z życia publicznego, bez rodzin. Dla starszych, samotnych osób życie codzienne jest co najmniej trudne. Najgorzej jest jednak w te dni, które z definicji powinny być radosne i rodzinne, czyli w święta. Dzięki stowarzyszeniu „mali bracia Ubogich”, Ty też możesz sprawić, by chociaż część z nich spędziło wigilię w większym gronie.


– Z 80-letnią dziś panią Marią spotykam się w każdy piątek już od dziesięciu lat. Przez ten czas stała się moją przyjaciółką. To jest ten dzień, w którym siadamy i rozmawiamy o tym, co się wydarzyło, jakie mamy plany. A ponieważ jest niewidoma, czytam jej książki i sprawdzam korespondencję – opowiada Joanna Mielczarek z „mbU”.


Bo stowarzyszenie działa właśnie tak, że każdy podopieczny ma jednego opiekuna. Dzięki czemu każdy z nich nawiązuje z osobą starszą naprawdę rodzinną relację. – Właśnie dzięki nawiązywaniu takich przyjaźni powstał pomysł na organizowanie tym ludziom Wigilii – podkreśla Mielczarek.

W Warszawie, Poznaniu i Lublinie stowarzyszenie ma pod opieką 300 samotnych starszych osób. Utarła się tradycja, że w sobotę wypadającą przed 24 grudnia organizowane jest dla nich spotkanie wigilijne. – Dlaczego nie w samą Wigilię? Bo chodzi o to, by ci ludzie nie mieli poczucia, że my jako wolontariusze, się do czegoś dla nich zmuszamy. Dla nich to bardzo ważne. A my czujemy, że tego dnia dajemy tym osobom z siebie wszystko i nie cierpią na tym nasze rodziny. Zwłaszcza, że niektóre z tych osób ze względu na stan zdrowia lub własne opory nie chcą pojawić się w dużej grupie ludzi. Wtedy opiekun spędza z nim cały dzień – przekonuje wolontariuszka.

Działanie stowarzyszenia zakłada długoterminowe kontakty wolontariusza z podopiecznym. – Dzięki temu sprawiamy, że te osoby czują się zauważane. To je choć trochę aktywizuje – przekonuje Mielczarek, która przyznaje, że jeździ do swojej podopiecznej na drugi koniec miasta, choć kiedyś mieszkały obok. – Pani Maria ufa mi i mojemu mężowi, a ja nie wyobrażam sobie, żeby nie spotkać się z nią raz w tygodniu. Nawet jeśli dość często rozmawiamy ze sobą przez telefon. Staliśmy się rodziną – mówi wolontariuszka.
Chętni do pracy w stowarzyszeniu zgłaszają się przez cały rok. Najwięcej jest wśród nich osób w wieku 18-28 lat, najmniej w przedziale 30-50 lat, ale coraz więcej jest też osób 50, a nawet 60 plus. – Była nawet pani starsza od swojej podopiecznej. Przyjaźniły się do śmierci jednej z nich. Bo nasi wolontariusze nie pracują jako opiekunowie medyczni. Ich rolą jest sprawić, by osoby samotne i starsze czuły się zauważone a przestały mieć poczucie opuszczenia i wykluczenia. Każdego z nich bierzemy z dobrodziejstwem inwentarza i całego ich życia – tłumaczy.


– Nie każdy może być tak aktywny, dlatego proponujemy, by każdy, kto chce pomóc, przeznaczył 50 zł na wspólną Wigilię dla naszych przyjaciół – prosi Mielczarek. Tyle wystarczy, by przewieźć ich na miejsce, w którym zorganizowana jest wieczerza, na jedzenie i upominek. – Jedna z tych osób powiedziała mi w zeszłym roku, że na widok prezentu poczuła się jak dziecko. Nie wiedziała się, czy płakać ze wzruszenia, czy z radości. A gdy łamaliśmy się opłatkiem i śpiewaliśmy kolędy, ja również poczułam niezłe wzruszenie patrząc na ich twarze – opowiada.

Podkreśla też, że stowarzyszenie działa jedynie w trzech miastach w Polsce, a starsi samotni ludzie są wszędzie. – Rozejrzyjmy się. Oni sami nie przyjdą i nie poproszą o pomoc bo zwykle są zbyt skrępowani. Ale będą przeszczęśliwi, gdy ktoś złoży im życzenia i poda na talerzyku opłatek. Przestaną się czuć przeźroczyści. To dla nich bardzo ważne – przekonuje Mielczarek.

Na pozostaje jedynie was do tego zachęcić.

Napisz do autora: przemyslaw.penconek@natemat.pl