"Wigilia dla samotnych" przed świętami, a 24 grudnia znów sam jak palec? Wykluczone! Oto historia "nieświętego" Mikołaja

"Wigilia dla samotnych" przed świętami, a 24 grudnia znowu sam jak palec? Takie sytuacje zdarzają się coraz rzadziej. Na zdjęciu - ubiegłoroczna wigilia w Chorzowie.
"Wigilia dla samotnych" przed świętami, a 24 grudnia znowu sam jak palec? Takie sytuacje zdarzają się coraz rzadziej. Na zdjęciu - ubiegłoroczna wigilia w Chorzowie. Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta
"Zapraszamy wszystkich samotnych", "żeby nikt w tym wyjątkowym dniu nie został sam"... Wdzieliście takie zaproszenia na wigilie organizowane przez samorządy, czy różne organizacje? A zwróciliście uwagę na datę wydarzenia?


Znaczna część "wigilii dla samotnych" odbywa się na parę dni, a czasem i na parę tygodni przed świętami. To oznacza, że samotni i potrzebujący owszem, skorzystają: wezmą udział w wieczerzy i otrzymają świąteczną paczkę. Ale tak jak byli samotni w Wigilię, tak samotni pozostaną. Choć na szczęście takich wigilii przed Wigilią jest już coraz mniej. I duża w tym zasługa tego człowieka: Mikołaja. Przed laty wcale nie świętego.

Mikołaj i rozrywkowe życie
W młodości nic nie wskazywało na to, że tak się potoczy jego życie. Ale... na szczęście miał wypadek. Na swoje szczęście i tych tysięcy osób, które dzięki niemu co roku mają niezapomnianą Wigilię.
Mikołaj Rykowski pochodzi z Kołobrzegu. Na Śląsk przyjechał w interesach i pozostał. To był początek lat 90', czas szybkich biznesów. 20-letni Mikołaj uczył się na marynarza, ale zaczął handlować tapetami, jeździł z nimi po kraju. A że najwięcej tapet sprzedawało się na Śląsku, to najpierw otworzył tam pierwszy sklep, potem kolejny, zaczął zatrudniać coraz więcej osób aż w końcu osiadł w Katowicach na dobre. Zarabiał tyle, że nawet dobrze sytuowanym górnikom takie pieniądze nawet się nie śniły. Było więc na imprezy, alkohol, nocne życie.

Mikołaj i dachowanie
Jednocześnie zaczęło się też życie rodzinne - Mikołaj poznał Jolę z Sanoka, zamieszkali razem. Ale dyskoteki do rana się nie skończyły. Aż doszło do wypadku. Jego samochód dachował, on cudem wyszedł z auta bez szwanku. Jola prosi, by zmienił wreszcie tryb życia, on przyznaje, że czas najwyższy, ale... dzwonią koledzy. I wszystko wraca do dawnego rytmu. Aż nadchodzi rocznica wypadku i opamiętanie. A efektem tego opamiętania są dziś wigilie organizowane w paru miastach w Polsce, ale też i na świecie. I choć jest z tym niemało pracy, Mikołaj Rykowski jest w swoim żywiole.


– Właśnie jestem w drodze, jadę z Głogowa do Katowic z panem Lechem, który w tym roku będzie gotować dla gości na wigilii w Katowicach i w Chorzowie – mówi mi, gdy się do niego dodzwoniłem. Rykowski przyznaje, że grudzień to dla niego pracowity miesiąc. – Chwilę wcześniej byłem w Kołobrzegu. Trzeba jakoś tego dopilnować – tłumaczy.
Mikołaj Rykowski
Fundacja Wolne Miejsce

Zaczęło się od Chorzowa od wigilii dla kilkudziesięciu samotnych osób. Dziś organizujemy wigilie dla tysięcy. Odbywają się już teraz nie tylko w Chorzowie, ale też w Katowicach, w Tarnowie, w Wiśle, w moim rodzinnym Kołobrzegu, po raz pierwszy w tym roku w Łodzi. No i w paru miejscach na świecie: w Cork w Irlandii, w Calgary i w Toronto w Kanadzie, czy nawet Cruz Machado w Brazylii. Co roku pojawia się jakieś nowe miasto. To idzie jak kula śnieżna.

W rok po wypadku Mikołaj wstąpił do Kościoła Baptystycznego i wziął ślub z Jolą. Ale w opamiętaniu pomogły też kłopoty w interesach. Tapety już nie sprzedawały się tak dobrze. Zresztą nie sposób było konkurować z wielkimi marketami budowlanymi, które ściągnęły do Polski. Mikołaj Rykowski postanowił zmienić branżę i otworzyć restaurację. Pochodzi znad morza, na rybach się zna.

Mikołaj, Darek i... tysiące ludzi
"Wioskę rybacką" w Parku Śląskim w Chorzowie pomagał mu budować Darek, z którym Mikołaj się zaprzyjaźnił. W sumie to dzięki Darkowi organizowane są "Wigilie dla samotnych".
Fundacja Wolne Miejsce

Darek zwierzył się Mikołajowi, że odkąd zmarli jego rodzice został sam. W każdą Wigilię odwiedza groby bliskich, a potem wraca do domu, wyjmuje sztuczną, przystrojoną choinkę, którą kupił już „gotową” – z ozdobami, ponieważ wiedział, że ubieranie choinki w pojedynkę nie należy do radosnych wydarzeń. Kiedy choinka, otrzepana z kurzu, już się pojawia, Darek zasiada sam do pustego stołu, na którym nie ma świątecznych potraw… One smakują tylko wtedy, kiedy spożywa się je w obecności bliskich, a Darek wie, że jego nikt nie odwiedzi… Mikołaj nie wahał się ani chwili. Zaprosił Dariusza do swojego domu na kolację wigilijną. Czytaj więcej

I tak to się potoczyło. Następnego roku Darek przyprowadził na Wigilię do Mikołaja starszą, samotną kobietę, kolejnego roku parę innych osób... Aż po osiedlu rozeszła się wieść, że kto jest sam, to w domu u Rykowskich organizowana jest wigilia. W międzyczasie Jola i Mikołaj adoptują dwoje dzieci i mieszkanie robi się za małe. Staje się jasne, że wigilię trzeba zorganizować w restauracji.
W 2010 r. odbyła się pierwsza wigilia w "Wiosce rybackiej". W 2011 nawet i restauracja okazała się za mała, bo potrzebujących były setki. "Wigilię dla samotnych" zrobiono więc niedaleko restauracji, w hali sportowej "Kapelusz" w chorzowskim Parku Śląskim. Ale i ona okazała się za mała. W tym roku na Śląsku "Wigilia dla samotnych" odbędzie się w dwóch miejscach: w hali MORiS w Chorzowie oraz w hali MCK w Katowicach, gdzie spodziewanych jest nawet około 3 tysięcy osób! A w sumie w Polsce Fundacja Wolne Miejsce robi wigilię dla 6 tysięcy ludzi!

Mikołaj i wigilia w Wigilię
Jak zorganizować tak potężne przedsięwzięcie? Oczywiście, sam Mikołaj rady by nie dał. Potrzeba setek wolontariuszy i darczyńców. I na szczęście oni są i z każdym rokiem jest ich coraz więcej. – Okazuje się, że także wolontariusze to bardzo często osoby samotne. One w ten sposób zamieniają swoją samotność, swój życiowy dramat w coś wspaniałego i pomagają innym. Łatwiej im przyjść jako wolontariusze niż jako potrzebujący – tak Rykowski tłumaczy jeden z fenomenów tej akcji.
Bo to bez wątpienia fenomen. W wielu miastach świąteczne spotkania dla samotnych odbywają się przed świętami. Na pewno lepiej jest zorganizować coś niż nic i to wspaniale, że są ludzie, którzy to robią. Ale... Naprawdę nie dałoby się zrobić wigilii w Wigilię? Zapytałem o to organizatora "Wigilii dla samotnych" w jednym z wojewódzkich miast, która odbędzie się kilka dni przed Bożym Narodzeniem.

– A kto by miał aż tak się w to zaangażować? – odpowiedział pytaniem na pytanie. Jego zdaniem zorganizowanie wigilii w Wigilię dla setek osób jest niewykonalne, bo nie znajdzie się aż tylu wolontariuszy, którzy zechcą pracować 24 grudnia. – To są ludzie, którzy pracują społecznie. Mają swoje własne rodziny, z którymi chcą spędzić święta – tłumaczył organizator.
Podobne wyjaśnienia usłyszałem w pewnym stowarzyszeniu, które prowadzi zbiórkę pieniędzy, aby sfinansować wigilię dla osób samotnych. – Nasi wolontariusze odwiedzają starszych podopiecznych przez cały rok. W Wigilię zazwyczaj nie mają jak ich odwiedzić, bo święta spędzają ze swoimi rodzinami – wytłumaczono mi. Wieczerzę wigilijną dla samotnych seniorów stowarzyszenie to organizuje na tydzień przed Wigilią. Czyli w tym najważniejszym dniu, gdy z innych mieszkań będzie dobiegać dźwięk kolęd, oni i tak będą samotni.

Mikołaj i setki kilogramów karpia i kapusty
Mikołaj Rykowski nie wyobraża sobie, aby Wigilię obchodzić w inny dzień, niż 24 grudnia. Sam zauważa, że z roku na rok jest coraz mniej miast, w których samotni mogą liczyć na wspólną wieczerzę wigilijną tylko przed właściwym dniem. Jego zdaniem ze znalezieniem wolontariuszy na 24 grudnia nie powinno być problemu. – Mamy ludzi w kuchni, mamy kelnerów, mamy tych, którzy biorą udział w przedstawieniu. Oni wszyscy – nawet kelnerzy, choć ci na samym końcu – zasiadają do wspólnej wigilii. Bo to jest normalna wigilia, tyle że na wiele osób – tłumaczy Rykowski.

A na taką wieczerzę to potrzeba produktów, że ho ho. Darczyńcy jednak nie zawodzą. Fundacja na swoim profilu na Facebooku co parę dni zamieszcza listę, co już się udało kupić, a czego jeszcze potrzeba i zawsze można liczyć na ludzi dobrej woli.
I choć na wigilię do Mikołaja przychodzą setki ludzi, to Rykowski stara się, by było "domowo", na ile tylko się da. – Każda "Wigilia dla samotnych" musi mieć odpowiednią oprawę. Zawsze musi być jakieś przedstawienie, żeby to miało jak najbardziej świąteczny charakter: także duchowy, a nie tylko "gastronomiczny" – przekonuje.

Dziś Rykowski nie wyobraża sobie życia bez "Wigilii dla samotnych". Mówi, że dzięki temu poznał mnóstwo niezwykłych osób.
Mikołaj Rykowski
Fundacja Wolne miejsce

Praca w wolontariacie sprawia, że spotyka się mnóstwo ludzi, nawiązuje się wiele niesamowitych relacji i przyjaźni. My się ze sobą nawzajem we wspólnej pracy sprawdzamy. Czym innym jest praca za pieniądze, kiedy ze sobą rywalizujemy, a czym innym praca bez wynagrodzenia, gdzie jest wspólny cel. Tu wychodzi charakter człowieka.

Czy gdyby nie wypadek, byłby Pan tym człowiekiem, którym jest Pan teraz?

Nie da się tego powiedzieć. Ja się bardzo cieszę, że mogę dziś pomagać ludziom. Myślę, że wiele osób przeżywa w życiu coś, co zmienia ich wrażliwość. Jedni mówią, że narodzili się na nowo. Inni, że osiągnęli dojrzałość. Nie każdy musi przeżyć wypadek, by się zmienić.

No i banał, że dobro powraca. – Jacek z Edytą z Kanady, przez dwa lata organizowali w Calgary kolację wigilijną w imieniu naszej fundacji. W tym roku nie zorganizują. Musieli ją odwołać, bo miesiąc temu od świeczki spalił się ich dom. Jak się o tym dowiedziałem, że ci ludzie nie mają gdzie spędzić Wigilii, to błyskawicznie napisałem do naszych przyjaciół - darczyńców, aby sfinansowali ich przyjazd do Polski – relacjonuje Rykowski.
– Kiedy do nich zadzwoniłem przez Skypa, że są bilety, że mają się niczym nie przejmować i przyjeżdżać do Polski, to Jacek - dorosły twardy facet, który prowadzi w Kanadzie firmę budowlaną - płakał jak małe dziecko – opowiada Mikołaj Rykowski. I na koniec rozmowy mówi coś, co brzmi jak frazes. Ale w jego ustach nie jest frazesem. – Nie znamy naszej przyszłości, nie wiemy co nas czeka, nie wiemy, czy sami nie będziemy potrzebowali pomocy. Dlatego warto pomagać!

Napisz do autora: tomasz.lawnicki@natemat.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0"Chodziło o to, by mężczyźni odzyskali godność". Tomasz Raczek szczerze o zamknięciu "Playboya"
0 0Przestajemy zwracać uwagę na cenę i smak. Zaczyna się liczyć co innego
Zysk 0 0Mówią, że to polska "Gra o tron". Za nami premiera kolejnej części piastowskiej sagi
Brita 0 0Co powinno pić dziecko? Dobrą wodę znajdziesz nie tylko na sklepowych półkach
0 0"Chętnie przeproszę". Dziwny wpis kobiety, która oskarżyła Grodzkiego
0 0Marszałek Grodzki odpowiada na materiał TVP. Mówi o "drodze sądowej"
FELIETON MICHALIK 0 030-krotność ZUS, czyli tak PiS chce karać za rozum i kwalifikacje
INN:Poland 0 0ZUS vs. przedsiębiorcza matka: 9 lat składek to za mało, by pójść na zwolnienie
0 0Lewica pod rękę z PiS i przeciw Gowinowi. Słowa Zawiszy zaskakują
0 0"Nikt nigdy nie pytał". Kandydat na ministra o braku wyższego wykształcenia
0 0Jest szczepionka przeciwko eboli. Na razie może eksperymentalnie pomóc w zwalczeniu epidemii
0 0Myślisz, że to lenistwo, a to depresja. 10 objawów choroby, których nie rozumie otoczenie