
To wydarzenie może pociągnąć za sobą bardzo poważne skutki... W poniedziałkowe popołudnie w Ankarze doszło zamachu na rosyjskiego ambasadora w Turcji Andrieja Karłowa. Dyplomata zginął. Jak informują tureckie media, zamachowcem okazał się funkcjonariusz policji!
REKLAMA
Do zamachu na rosyjskiego ambasadora w Turcji doszło w ankarskim Centrum Sztuki Współczesnej. Zamachowiec oddał strzały w jego kierunku, gdy Andriej Karłow zaczął swoją przemowę na wystawie poświęconej temu, jak Rosję widzą Turcy. Dyplomata zmarł kilkanaście minut później.
Tureckie media wskazują, iż do zamachu doszło na dzień przed planowaną podróżą ministra spraw zagranicznych Mevlüta Çavuşoğlu do Moskwy, gdzie na Kremlu miał on uzgodnić warunki współpracy z Rosją i Iranem w sprawie zaangażowania w wojnę w Syrii.
Rosyjski rząd szybko poinformował, iż główne podejrzenia padają na islamistów. Niektóre źródła mówiły, iż zamachowiec krzyczał "Allahu Akbar". Później potwierdził się jednak pierwsze doniesienia, które napływały od tureckich korespondentów CNN. Z tureckim akcentem zamachowiec wykrzykiwał po arabsku, że "to zemsta za Syrię i Aleppo". Miał też dodać, że "przysięgaliśmy Mahometowi zginąć jako męczennicy". Potwierdził to Hassan Hassan, współpracujący z "New York Times" ekspert ds. terroryzmu islamskiego.
Tymczasem władze Ankary poinformowały, że mordercą ambasadora Andrieja Karłowa okazał się funkcjonariusz policji Melvüt Mert Altintas.
Informację tę potwierdził burmistrz tureckiej stolicy Melih Gökçek, który dodatkowo twierdzi, iż Altintas był członkiem organizacji terrorystycznej rzekomo założonej przez Fethullaha Gülena. Tego człowieka, którego autorytarny prezydent Turcji Recep Tayyip Erdoğan oskarżał o zaplanowanie niedawnego zamachu stanu.
Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl
