Kulisy przerwanego orędzia Szydło. Oto monopolista, który usadowił się na łączach i może wyłączyć, co chce

Jest firma, bez której nawet premier nie przemówi do obywateli.
Jest firma, bez której nawet premier nie przemówi do obywateli. Kolaż TVP/ Philips PM5544
Mają maszty, przez które przechodzi sygnał wszystkich stacji telewizyjnych w Polsce, kasują 450 mln rocznie i nie mają praktycznie żadnej konkurencji. Dopiero kłopoty podczas emisji przemówienia premier Beaty Szydło ukazały realia tego rynku. Jedna, prywatna i do tego zagraniczna firma trzyma strategiczną infrastrukturę, bez której premier nie może pogadać sobie do obywateli.


Właśnie ruszyło dochodzenie Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego w sprawie awarii w firmie EmiTel - to spółka odpowiedzialna za emisję sygnału naziemnej telewizji cyfrowej. Od weekendu trwały zakłócenia w nadawaniu sygnału telewizji publicznej. EmiTel tłumaczy je błędami w synchronizacji - w uproszczeniu, poszczególne maszty nadawcze zamiast wzmacniać sygnał przeszkadzają sobie.


EmiTel właśnie ogłosił, że "części systemu nadawczego, w których obserwowano zakłócenia zostały odizolowane, a ich niektóre funkcje przejął system zastępczy". Tymczasem państwowa TVP nadal publikuje listy widzów, którzy mają problem z odbiorem. Jacek Kurski zapowiedział, że telewizja będzie chciała uzyskać odszkodowanie. Trudno się dziwić tej nerwowej reakcji. TVP ma wieloletni kontrakt z EmiTelem opiewający na ponad 600 milionów złotych.

Nie mogło być lepszego momentu na awarię jak weekendowe emisje przemówień premier Szydło. Zaledwie trzy tygodnie temu Związek Pracodawców i Przedsiębiorców przestrzegał przed dalszym utrzymywaniem szkodliwego monopolu w branży nadawania sygnału telewizyjnego. Jedna, prywatna, a do tego zagraniczna firma, trzyma w garści całą strategiczną infrastrukturę.
Związek Przedsiębiorców i Pracodawców
Związkek Przedsiębiorców i Pracodawców

W posiadaniu spółek zależnych EmiTela znajdują się maszty telekomunikacyjne. Aktualnie EmiTel dysponuje też uprawnieniami w zakresie wszystkich uruchomionych multipleksów telewizji cyfrowej. Udziałowcem spółki jest zagraniczny fundusz Alinda. Sytuacja, w której dysponentem tak ważnych nieruchomości są podmioty zagraniczne, które mogą oczywiście sprzedawać spółki zależne w zasadzie komukolwiek, budzi uzasadniony niepokój. Koszty cyfryzacji telewizji zostały zawyżone o 477 mln złotych, a zyski z tego tytułu płyną za granicę. Czytaj więcej

ZPP dowodzi, że EmiTel jako faktyczny monopolista na rynku czerpie z niego pełnymi garściami. Oto przykład: za częstotliwości na MUX 8 Emitel miał zapłacić, wg doniesień prasowych, około 45 milionów złotych. Operator zawarł z częścią nadawców umowy na nadawanie ich kanałów na tym multipleksie - w ciągu najbliższej dekady Agora, Wirtualna Polska i Kino Polska TV zapłacą po ok. 62 miliony złotych.

EmiTel odrzuca zarzuty związane z monopolizacją rynku. Przedstawiciele spółki przekonują, że na rynku jest konkurencja. Kiedy w 2011 roku startował pierwszy multiplex w przetargu na nadawanie sygnału TVP, ofertę złożyły trzy firmy. ZPP ripostuje, że dziś rynek jest już podzielony, więc inne firmy go bojkotują. Dla 11, 5 mln osób naziemna telewizja cyfrowa to jedyne źródło dostępu do sygnału telewizyjnego. Po 3-4 miliony klientów mają sieci kablowe i satelitarne.


Biznes jak marzenie
Dzięki temu EmiTel odnotowuje ponad 450 mln zł przychodów rocznie (ostatnie dane z KRS). Wykazuje jednak wysokie koszty finansowe przedsięwzięcia, a w efekcie stratę netto. O tym, że firma warta jest olbrzymie pieniądze świadczy wartość transakcji, kiedy przechodziła z rąk do rąk. Kupiony w 2011 roku przez fundusz Montagu, za 1,7 miliarda złotych EmiTel, został pod koniec roku 2013 sprzedany amerykańskiemu funduszowi – Alinda Capital Partners. Wartość transakcji wyniosła ok. 3,5 miliarda złotych.

Rozmówcy naTemat wskazują, że monopol ustanowiono podczas podejmowania decyzji o cyfryzacji sygnału telewizyjnego, czyli w 2006 roku w trakcie rozmów i negocjacji z Komisją Europejską. Następnie podczas uchwalania ustawy o cyfryzacji w 2011 roku, gdy zdecydowano, że cyfryzacja odbędzie się z użyciem technologii naziemnych masztów, a nie z pomocą satelitów. Z kwitkiem odeszła wówczas zainteresowana polskim rynkiem firma SES Astra, właściciel 17 satelitów komunikacyjnych.

– W krajach naszego regionu: Czechy, Słowacja, Węgry systemy emisji naziemnej uzupełniane są satelitarnymi. Robi się tak ze względów bezpieczeństwa. Powódź czy inna klęska żywiołowa może uszkodzić maszty, a wówczas pozostaje komunikacja przez satelitę. Nawet niemiecka telewizja publiczna rezerwuje u nas sygnał – mówi Marcin Kubacki, prezes SES Astra na region Europy Środkowej. Dodaje, że niezręcznie mówić mu, "a nie mówiłem". O awarii w takiej skali nie słyszał odkąd pracuje w branży, czyli od 20 lat.

Co ciekawe, jeszcze do 2002 roku Emitel był przedsiębiorstwem państwowym i częścią Telekomunikacji Polskiej. Podczas prywatyzacji spółkę wraz z infrastrukturą, czyli kilkudziesięcioma centrami nadawczymi, wyłączono do odrębnego podmiotu, którego właścicielem była France Telecom, później Orange. Następnie 2011 roku Mikołaj Budzanowski, minister skarbu państwa za czasów rządów PO, skreślił spółkę z listy przedsięwzięć strategicznych, uznając, że naprawdę ważne są jedynie rurociągi i rafinerie. Dziś okazuje się, że bez Emitela premier nie może swobodnie pogadać do obywateli.

Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl