Afera 1000 kanapek. Puszczona przez Liroya plotka pokazała jak w soczewce wszystko, co złe w polskiej polityce i mediach

Kilka rzuconych mimochodem zdań posła Liroya stało się przyczynkiem do rozpętania internetowej afery.
Kilka rzuconych mimochodem zdań posła Liroya stało się przyczynkiem do rozpętania internetowej afery. Fot. Zrzut ekranu z facebook.com/LiroyPolska
Jednym z bardziej groteskowych elementów kryzysu parlamentarnego jest coś, co można nazwać "aferą 1000 kanapek". Wzięła się od kilku słów posła Liroy'a z Kukiz '15 wypowiedzianych podczas internetowej transmisji. Szybko zaczęła żyć własnym życiem i stała się podstawą do budowania teorii, które z rzeczywistością nie miały nic wspólnego.


Dużo się w ostatnich dniach działo (co dokładnie, możecie przeczytać tutaj), więc nie do końca był czas, żeby zająć się szczegółami. Może nie najważniejszymi, ale symbolicznymi. Wiele mówiącym o tym, jak dzisiaj wygląda spór polityczny w Polsce. I jak prawda stała się jego ofiarą.


Różne trendy zza Oceanu przychodzą do Polski z różnym opóźnieniem. W Polsce mamy właśnie erę czegoś, co komik Stephen Colbert określił w 2005 roku jako "truthiness". To coś, o czym mamy "wewnętrzne przekonanie, że jest prawdą" albo po prostu "wydaje nam się być prawdą", choć nie mamy twardych dowodów.


W Polsce chyba nie mamy tak zgrabnego określenia na to zjawisko. Może jest nim "post-prawda", wzięta od "post-truth", na które przechrzczono pierwotną nazwę. Niezależnie od tych lingwistycznych rozważań to zjawisko niewątpliwie jest i jest ono silnie zakorzenione w internecie. Niestety przenosi się też do mediów.

Jak w soczewce było to widać w czasie ostatniego kryzysu parlamentarnego. Pewnie zaraz pojawią się protesty, że przecież już w kampanii internet zalewały "fejki". Jednak wówczas nie miały one tak łatwego dostępu do głównych mediów (bo trudno uznać za takie Niezależną czy wPolityce, gdzie pojawiały się teksty oparte o spreparowane wpisy). Dzisiaj takie wątpliwej jakości informacje można usłyszeć też w "Wiadomościach" czy TVP INFO. Może dlatego, że rządzi tam ekipa, która przeszła ze wspomnianych portali.
Niezwykłą karierę zrobiła sprawa tysiąca kanapek, które zamówiono do Sejmu na piątek. Powiedział o tym w piątkowy wieczór poseł Kukiz '15 Piotr Liroy-Marzec w swojej transmisji Facebook Live. Nie stwierdził kto te kanapki zamówił ani w jakim celu, ale internauci sami dopowiedzieli sobie resztę.


Szybko zaczęto podawać sobie tę informację jako dowód na to, że okupacja sali sejmowej była zaplanowana od dawna, bo opozycja nawet zamówiła sobie prowiant. Już w sobotnie przedpołudnie przedstawialiśmy argumenty na obalenie tej kuriozalnej teorii (i jeszcze kilku innych). Później tematem zajęli się inni, m.in. Gazeta.pl i Konrad Piasecki w Radiu ZET.
Ale to już nie miało znaczenia – internauci wiedzą lepiej, bo przecież dziennikarze kłamią. Zresztą to samo stwierdził w poniedziałkowy wieczór poseł Liroy, kiedy wreszcie postanowił przerwać milczenie (czyżby przestraszył się burzy, jaką wywołał?). Tymczasem wyraźnie widać, że kosmiczną teorię stworzyli internauci, a dziennikarze próbowali ją wyjaśnić.

Inny był scenariusz kariery kolejnej spiskowej teorii. Bo w jej promocję intensywnie włączyło się kierownictwo TVP INFO, na czele ze znawcą przysłów Samuelem Pereirą. Wyśledzili, że sobotnia demonstracja przed Pałacem Prezydenckim była zgłoszona już kilka dni wcześniej. Ale oczywiście nikt nie zadał sobie trudu, żeby sprawdzić, że protest miał być poświęcony reformie edukacji i pod wpływem wydarzeń w Sejmie jego organizatorzy (m.in. Partia Razem) zdecydowali się na zmianę tematyki i zaproszenie do udziału reszty opozycji. Podobnie z wiecem pod Kancelarią Premiera: ktoś zgłosił demonstrację, a opozycja się pod to podczepiła.
Czego więc nauczyła nas "afera 1000 kanapek"? Wniosków jest kilka.

1. Fałszywe informacje w większości powstają w internecie.

2. Media są z w starciu nimi bezradne.

3. Dzisiaj prawda nie ma w sporze politycznym znaczenia. Oby to był przejściowy etap, który potrwa jak najkrócej.

4. Politycy nie zastanawiają się dzisiaj nad tym, jakie konsekwencje wywołają ich słowa. Mimo tego z racji urzędu wciąż są traktowani jako wiarygodni. Tymczasem powinniśmy z założenia przyjmować, że to co mówią jest nieprawdą (albo chociaż półprawdą) i dopiero po zweryfikowaniu przekazywać dalej.

5. Politycy chcą, żeby media były słabe. Dlatego to nas obwiniają za kłamstwa i manipulacje swoich konkurentów (tak jak Liroy za "1000 kanapek-gate").

Podsumowując: nie jest dobrze. Ale to nie znaczy, że pozostaje się położyć i czekać na lawinę fejków – trzeba z nią walczyć, choć jeszcze długo będzie to wyglądało tak:

Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl