Donald Tusk proponuje, by nie nazywać rządów PiS "dyktaturą", ale zostawić sobie "intelektualny i semantyczny zapas".
Donald Tusk proponuje, by nie nazywać rządów PiS "dyktaturą", ale zostawić sobie "intelektualny i semantyczny zapas". Fot. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta

Wielu niezadowolonych z rządów PiS chciałoby, żeby Donald Tusk wrócił z Brukseli na białym koniu i po raz 8. pokonał Jarosława Kaczyńskiego. Wydaje się, że były szef PO na razie się do tego nie pali. Choć patrząc na jego wypowiedzi z ostatnich miesięcy widać, że swoją krytykę wobec PiS wyraża coraz bardziej wprost.

REKLAMA

Donald Tusk w rozmowie z Moniką Olejnik wyraźnie wskazuje po czyjej stronie leży wina za kryzys parlamentarny: to odpowiedzialność rządzących. Wskazuje, że w momencie kiedy potrzeba europejskiej jedności, Polska staje się dla Europy problemem. Zdaniem byłego szefa Platformy Obywatelskiej to nie pierwszy raz, kiedy spór polityczny w Polsce staje się widoczny.

Jednak problemem jest to, że "przekroczono pewne miary, że pewne proporcje zostały naruszone", a także mnogość antyeuropejskich wątków, które pojawiają się w retoryce. Tusk w "Kropce nad i" wskazał, że nie ma podstaw, by sądzić, że PiS wyprowadzi nas z Unii, jednak taka retoryka i takie działania "doprowadzają każdego dnia do erozji zaufania pomiędzy Polską a Unią".

Monika Olejnik pytała Tuska, czy mamy w Polsce dyktaturę, jak sądzą niektórzy. – Nie używałbym tak twardych epitetów – stwierdził polityk. – "Dyktatura" to nie epitet, tylko określenie stanu – protestowała dziennikarka. – Byłbym daleki od używania takich sformułowań, chociażby po to, żeby mieć jakiś intelektualny i semantyczny zapas na przyszłość, bo to jest początek kadencji PiS, a nie koniec. Przestrzegłbym wszystkich, którzy sądzą, że to koniec przygód z partią rządzącą – zauważał były premier.

Po co Kaczyński eskaluje sytuację, skoro przejął już wszystkie instytucje. – Tak to jest z politycznymi osobowościami, że nigdy nie mają dosyć władzy. Ale nie jestem analitykiem, ani psychoanalitykiem, nie chcę siedzieć w głowie Jarosława Kaczyńskiego. Znam lepsze miejsca –mówił Tusk.

– Ale pewne jest, żeby przywrócić polityczną harmonię w Polsce trzeba na nowo uwierzyć – i to jest apel do prezydenta, pani premier i innych organów konstytucyjnych w Polsce – żeby uwierzyli, że to jest wielki zaszczyt, wielki obowiązek, być samodzielnym na stanowiskach. Tego wymaga nie tylko konstytucja, ale też taka ludzka przyzwoitość: zostałem wybrany, mam kompetencje i trzeba z nich korzystać – przekonywał.

Nie padła za deklaracja, na którą wielu Polaków niechętnych PiS-owi czeka. Stwierdził, że nie planuje na 4 lata do przodu. To oczywiście nie do końca prawda, bo politycy planują także z dużym wyprzedzeniem. Ale na razie Tusk będzie prowadził z mediami, opinią publiczną i ewentualnymi przyszłymi konkurentami grę. I dobrze się nią bawił.