
Było oczywiste, że Prawo i Sprawiedliwość będzie chciało zmienić prawo wyborcze. Przez pierwszy rok Prezes miał na głowie ważniejsze sprawy, ale teraz reforma zaczyna przybierać realne kształty. Pierwszy projekt złożył Ruch Kontroli Wyborów – jedna z najbardziej skrajnych przybudówek PiS. W dokumencie aż roi się od propozycji, które są po prostu niebezpieczne.
REKLAMA
Prawo i Sprawiedliwość po kolejnych przegranych wyborach (tych samorządowych z jesieni 2014 roku) zaczęło wmawiać nam, że głosowania w Polsce są regularnie fałszowane. Na tym wyrosły samozwańcze grupki strażników wyborów, którzy stworzyli organizację pod nazwą Ruch Kontroli Wyborów.
Silna grupa
Powołało go środowisko skupione wokół Solidarnych 2010 Ewy Stankiewicz (jej zwolennicy od sierpnia koczują przed Sądem Najwyższym) i Klubu Ronina Józefa Orła (byłego posła Porozumienia Centrum). Reformę firmuje też Reduta Dobrego Imienia, stworzona przez Macieja Świrskiego, członka powołanej przez Witolda Waszczykowskiego Rady Dyplomacji.
Powołało go środowisko skupione wokół Solidarnych 2010 Ewy Stankiewicz (jej zwolennicy od sierpnia koczują przed Sądem Najwyższym) i Klubu Ronina Józefa Orła (byłego posła Porozumienia Centrum). Reformę firmuje też Reduta Dobrego Imienia, stworzona przez Macieja Świrskiego, członka powołanej przez Witolda Waszczykowskiego Rady Dyplomacji.
Co łączy te osoby i te organizacje? To najbardziej PiS-owscy z PiS-owców. Są przekonani o nieomylności Prezesa nawet w sytuacjach, gdy Prezes sam przyzna się do błędu. A jedyne, za co krytykują PiS to zbyt mały impet w wypalaniu zarazy zwanej opozycją.
Jest pomysł
I właśnie ci ludzie zabrali się za reformowanie systemu wyborczego w Polsce. Wykorzystują tym samym dość powszechne poczucie potrzeby zmian – jeśli nawet nie w prawie wyborczym, to w funkcjonowaniu organów wyborczych. To zresztą strategia, którą PiS bezlitośnie realizuje od wyborów: przy okazji naprawiania realnych problemów przemyca zmiany, które drastycznie zwiększają zakres władzy rządzących.
I właśnie ci ludzie zabrali się za reformowanie systemu wyborczego w Polsce. Wykorzystują tym samym dość powszechne poczucie potrzeby zmian – jeśli nawet nie w prawie wyborczym, to w funkcjonowaniu organów wyborczych. To zresztą strategia, którą PiS bezlitośnie realizuje od wyborów: przy okazji naprawiania realnych problemów przemyca zmiany, które drastycznie zwiększają zakres władzy rządzących.
Tak jest i tutaj, bo pod hasłem poprawiania działania Państwowej Komisji Wyborczej mamy propozycje prawdziwej rewolucji w systemie wyborczym. A dokładnie jej pierwszy krok, bo propozycje przesłane tuż przed Świętami m.in. do Prezydenta, Premier, Prezesa i Marszałków Sejmu i Senatu dotyczą tylko działania organów wyborczych i stwierdzania ważności wyborów.
Sondowanie
A jest jeszcze druga ważna sfera, czyli sposób liczenia głosów i podział na okręgi wyborcze. O tym, w jakim kierunku mogą pójść zmiany pisaliśmy już na początku roku. Na te zmiany przyjdzie czas.
A jest jeszcze druga ważna sfera, czyli sposób liczenia głosów i podział na okręgi wyborcze. O tym, w jakim kierunku mogą pójść zmiany pisaliśmy już na początku roku. Na te zmiany przyjdzie czas.
Na razie trwa sondowanie opinii publicznej, bo tym jest projekt Ruchu Kontroli Wyborów. Organizacja wprost pisze o celu, jaki jej przyświeca. We wspomnianym liście czytamy, że to dzięki postawie Stowarzyszenia w 2015 roku możliwe było zwycięstwo Andrzeja Dudy i PiS, a teraz trzeba doprowadzić do tego, by nie odebrano im władzy już po jednej kadencji "do czego obecne działania opozycji totalnej jednoznacznie zmierzają".
Co chce zmienić Ruch Kontroli Wyborów?
W planie jest kilka zmian, z którymi można się zgodzić. Chociażby audyt systemu informatycznego czy likwidacja ciszy wyborczej, która jest dzisiaj reliktem, choć bardzo przyjemnym, szczególnie dla osób przez ostatnie kilka tygodni poprzedzających wybory zajmujących się polityką niemal 24 godziny na dobę.
W planie jest kilka zmian, z którymi można się zgodzić. Chociażby audyt systemu informatycznego czy likwidacja ciszy wyborczej, która jest dzisiaj reliktem, choć bardzo przyjemnym, szczególnie dla osób przez ostatnie kilka tygodni poprzedzających wybory zajmujących się polityką niemal 24 godziny na dobę.
Jednak więcej jest zmian, które są po prostu groźne. Sojusznicy PiS chcą całkowicie wymienić skład Państwowej Komisji Wyborczej. Kogo wprowadzi tam partia Kaczyńskiego można się tylko domyślać (podpowiedź znajdziecie pod hashtagami #Misiewicze i #Piotrowicze).
Centralizacja
Także w przeprowadzaniu wyborów ma nastąpić centralizacja, jeden ze znaków rozpoznawczych PiS – osłabieniu ma ulec rola samorządów. Podobnie jak sądów. Reformatorzy uwierzyli w skuteczność sączonej od roku czarnej propagandy o totalnym zepsuciu WSZYSTKICH sędziów.
Także w przeprowadzaniu wyborów ma nastąpić centralizacja, jeden ze znaków rozpoznawczych PiS – osłabieniu ma ulec rola samorządów. Podobnie jak sądów. Reformatorzy uwierzyli w skuteczność sączonej od roku czarnej propagandy o totalnym zepsuciu WSZYSTKICH sędziów.
Chce zastąpić sędziów przeprowadzających wybory komisarzami ludowymi (nazwanymi tutaj "społecznymi komisjami wyborczymi"). Pomysłodawcy wprost piszą, że mieli by to być przedstawiciele partii. Niejasna jest rola, jaką mieliby odgrywać we wdrażaniu kolejnego pomysłu, czyli rozpatrywaniu w trybie wyborczym "przestępstw przeciw wyborom", które miałyby być "zagrożone karami jak przestępstwa przeciwko porządkowi konstytucyjnemu".
Pole do nadużyć
Pomysł, by skargi wyborcze rozpatrywał jeden sąd dla całego kraju może z kolei doprowadzić do tego, że na oficjalne wyniki wyborów będziemy czekać nie kilka dni, ale tygodni. Przy dużej liczbie skarg jeden sąd po prostu sobie z nimi nie poradzi. A jeśli nawet to rozpatrzy je po łebkach.
Pomysł, by skargi wyborcze rozpatrywał jeden sąd dla całego kraju może z kolei doprowadzić do tego, że na oficjalne wyniki wyborów będziemy czekać nie kilka dni, ale tygodni. Przy dużej liczbie skarg jeden sąd po prostu sobie z nimi nie poradzi. A jeśli nawet to rozpatrzy je po łebkach.
Tymczasem każda taka skarga musi być dokładnie zbadana, bo Ruch Kontroli Wyborów chce, by głosowanie uznawać za nieważne, jeśli będzie więcej niż 5 procent głosów nieważnych lub dojdzie do "istotnej liczby naruszeń procedur wyborczych".
To tak nieostre sformułowanie, że aż strach się zastanawiać, co politycy PiS mogą pod to podciągnąć. A kiedy to zrobią, będą mogli unieważnić właściwie każde wybory, w których "suweren" nie wybierze prawidłowo, czyli nie zagłosuje na #DobraZmiana i "Andrzej Duda - to się uda".
Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl
