
Szefowa kancelarii premiera Beata Kempa skomentowała ostatnie wydarzenia w Sejmie. — To była nieudana próba wywołania w kraju zamieszek — powiedziała. I mimo że podręczniki historii mówią coś zupełnie innego pani Kempa powtarza za Kaczyńskim, że w Polsce był pucz. Cóż, podręczniki zawsze można zmienić.
Na pytanie, jaki był cel wspomnianego "puczu", polityk odpowiedziała, że chodziło o to, by "spowodować zablokowanie najważniejszych ustaw, a potem pokazać, że władza sobie nie radzi".
Mimo budzących kontrowersje warunków PiS i tak ją przegłosowało w Sali Kolumnowej. O te jednak dziennikarz TVP Info nie uznał za stosowne zapytać. W niezmąconym trudnymi pytaniami wywodzie polityk mogła przedstawić obowiązująca w Prawo i Sprawiedliwość wersję wydarzeń.
— Głosowanie odbyło się zgodnie z procedurami — powtórzyła kilkakrotnie Beata Kempa. — Ono jest nagrane. Skutecznie zostały policzone głosy i zaprotokołowane. — A potem, po skończonej pracy posłowie po prostu udali się do domów.
— To są ludzie rozbici po wyborach — zawyrokowała, dodając, że dzisiejsza "totalna opozycja" reprezentuje tak naprawdę niewielką garstkę ludzi. Większości, czyli ponad 50 procentom, podoba się polityka prorodzinna rządu.
W naTemat wyjaśnialiśmy dziś, czym jest pucz.
