
Będzie "podatek od deszczu". Czyli opłata za to, że deszczówka i stopiony śnieg spływają do miejskiej kanalizacji. Zapłacą go jednak tylko posiadacze nieruchomości o dużej powierzchni. Tyle, że nie wszyscy, bo od opłaty zwolnione będą Kościoły i związki wyznaniowe.
REKLAMA
PiS szuka pieniędzy gdzie może i dlatego powstał projekt opłaty "za zmniejszenie naturalnej retencji". Tak podatek od deszczu ujęty został w nowym prawie wodnym. Chodzi o to, że woda, która nie wsiąka w grunt musi być odprowadzana kanalizacją a to kosztuje. Taką opłatę wprowadził Wrocław i w miejskiej kasie przybywa tam 5 milionów zł rocznie. Skoro więc mogą płacić wrocławianie, to dlaczego nie cała Polska?
Początkowo zakładano, że płacić będą wszyscy i proponowano by posiadacze domków jednorodzinnych, miesięcznie wykładali 10 zł. Teraz plan się zmienił i opłatami mają być obłożeni jedynie właściciele posesji większych niż 3,5 tys metrów kwadratowych a także ci, których posesje zabudowane są przynajmniej w 70 proc. powierzchni, a w pobliżu nie ma kanalizacji.
Zapłacą więc właściciele wielkopowierzchniowych sklepów, biurowców i parkingów. Ale także spółdzielnie mieszkaniowe i wspólnoty. Są jednak wyjątki. Bo w swej łaskawości, prawodawcy uznali, że Kościoły i związki wyznaniowe zostaną oszczędzone. Ba, zwolnione od opłat mają być nie tylko powierzchnie obejmujące budynki sakralne, ale Kościół jako instytucja.
Nie zapłaci więc ojciec Tadeusz Rydzyk za planowany przez niego kompleks Termy Toruńskie, lub Archidiecezja Warszawska za wieżowiec Roma Tower, a także krakowski zakon pijarów za biurowiec Astris. Czyli wychodzi na to, że śnieg, deszcz i inna zawierucha powinny te budynki omijać.
Kasę mają ściągać samorządy, ale chociaż to one płacą dziś za odprowadzanie deszczówki, to na nowym podatku zbytnio się nie wzbogacą. Do ich budżetów trafi zaledwie 10 proc. kwot z terenów, którymi zarządzają. Lwią część przejmie rządowa agenda Wody Polskie. Kiedy dostaniemy po kieszeni na okoliczność deszczu, śniegu i gradobicia? Na razie nie wiadomo. Swoje poprawki ma jeszcze wnieść Ministerstwo Środowiska, Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej. Wiadomo już jednak, że nowe prawo wodne nieźle wydrenuje polakom kieszenie.
Jak już pisaliśmy w naTemat, jak na razie nieźle wkurzyli się na nie żeglarze, bo zakłada wprowadzenia podatku od każdego m.kw. dna akwenu wykorzystywanego do działalności gospodarczej.
źródło:money.pl
