
Platforma Obywatelska szykuje zmianę ordynacji wyborczej do Parlamentu Europejskiego. Nasi przedstawiciele do Strasburga i Brukseli mają być wybierani z jednej, ogólnopolskiej listy. "Gdy dojdzie do tego, frekwencja może spaść do 10 procent" - ostrzega Krzysztof Janik, minister spraw wewnętrznych w rządzie SLD.
Janik obawia się też, że gdy posłowie zaczną majstrować przy ordynacji do PE, zechcą zmienić sposób przeliczania głosów z obecnego St. Lague, który dowartościowuje mniejsze partie, na D'Hondta, który przy podziale mandatów faworyzuje zwycięski komitet. - A przedstawiciele do europarlamentu powinni być reprezentatywni dla sympatii obywateli - uważa. CZYTAJ WIĘCEJ
Poza proponowanymi przez prezydenta zmianami w ordynacji do rad powiatów i miast na prawach powiatów, organ miałby się zająć właśnie przepisami dotyczącym wyborów do PE. Krzysztof Janik z SLD, który tworzył obecnie obowiązujące przepisy argumentuje, że zdecydowano się na podzieleni Polski na regiony, "by ludzie z różnych części Polski mieli szansę zagłosować na swoich przedstawicieli, a nie faworytów liderów partyjnych". Ostrzega też, że proponowane zmiany jeszcze bardziej obniżą frekwencję.
- Komisja nadzwyczajna może zostać powołana już w lipcu - mówi „Rz" Waldy Dzikowski z PO. - Jesteśmy już po wstępnych rozmowach z PKW i organizacjami pozarządowymi i wiemy, że jest sporo uwag do przepisów wyborczych. CZYTAJ WIĘCEJ
Przeciwny jest też PiS, który nie krytykuje samej idei zmian, ale czas w jakim je zaproponowano. - Może i jedna lista byłaby lepsza niż obecny system, ale dwa lata przed wyborami nie powinno się otwierać debaty na temat zmiany zasad - mówi Jarosław Zieliński. Waldy Dzikowski z PO mówi, że nie ma jeszcze gotowego projektu, bo politycy czekają na propozycje Komisji Europejskiej i organizacji pozarządowych.
