Sprawa zabawy w Białymstoku jest kłopotliwa nie tylko dla rzecznika MON Bartłomieja Misiewicza, ale i jego mentora Antoniego Macierewicza.
Sprawa zabawy w Białymstoku jest kłopotliwa nie tylko dla rzecznika MON Bartłomieja Misiewicza, ale i jego mentora Antoniego Macierewicza. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Głośna sprawa zabawy rzecznika MON Bartłomieja Misiewicza w Białymstoku wzbudziła liczne kontrowersje. Publikowane przez tabloidy wspomnienia białostockich klubowiczów kompromitują prawą rękę wiceprezesa PiS i szefa MON Antoniego Macierewicza. Sam Misiewicz przedstawia inną wersję wydarzeń. Czy całą sprawę może rozstrzygnąć zapis z monitoringu? – Analizowaliśmy, czy zachodzą przesłanki prawne do upublicznienia nagrania – informuje naTemat białostocka Straż Miejska.

REKLAMA
Nieco ponad tydzień temu "Fakt" szeroko opisywał kulisy tego, jak na dzień przed otwarciem Punktu Informacyjnego Obrony Terytorialnej w Białymstoku rzecznik MON Bartłomiej Misiewicz miał imprezować w studenckim klubie WOW. Według tabloidu, choć z hotelu do klubu miał 350 m, przyjechał ten dystans służbową limuzyną BMW. Na zabawie na krok nie odstępował go "ochroniarz" z Żandarmerii Wojskowej. Z relacji rozmówców "Faktu" wynikało, że "Misiewicz był jak król życia"
– A ty? Chcesz być ministrem obrony terytorialnej w kraju? – miał zapytać przypadkowego imprezowicza, poznanego w palarni. A później przedstawiać tego człowieka jako swojego przyjaciela. Z materiału "Faktu" wynikało również, że Bartłomiej Misiewicz pytał DJ-a, czy można ogłosić, że w klubie bawi się rzecznik MON. Kiedy to się nie udało, miał zacząć nagabywać studentki.
Rzecznik resortu obrony i jeden z najbardziej wpływowych współpracowników wiceprezesa Prawa i Sprawiedliwości Antoniego Macierewicza wszystkiemu zaprzeczył. "Proszę nie wierzyć w wierutne bzdury tworzone na mój temat. Jest to zwyczajna nagonka. Jak widać papier wszystko przyjmie..." – skomentował całą sprawę jednym wpisem na Twitterze.
Jak było naprawdę? To w dużej mierze mogłoby rozstrzygnąć ujawnienie nagrań z kamer monitoringu miejskiego w Białymstoku. W środę pojawiły się spekulacje, iż może dojść do ich ujawnienia. O więcej informacji w tej sprawie naTemat poprosiło więc rzeczniczkę prasową Straży Miejskiej w Białymstoku Joannę Szerenos-Pawilcz.
– W związku z tym, że wpłynęło do Urzędu Miejskiego kilka wniosków analizowaliśmy, czy zachodzą przesłanki prawne do upublicznienia nagrania – potwierdziła nasza rozmówczyni. Rzeczniczka białostockiej SM dodaje, że jeden z wniosków w tej sprawie trafiły do prezydenta miasta Tadeusza Truskolaskiego od... jego syna i posła Nowoczesnej Krzysztofa Truskolaskiego. Podobne prośby o ujawnienie monitoringu złożyli także przedstawicieli kilku redakcji.
Zatem, kiedy i gdzie można spodziewać się pliku z nagraniem? – Nagrania mogą być udostępnione tylko na zasadach regulujących postępowania dowodowe w sprawach o przestępstwa i wykroczenia tj. policji, sądom, prokuraturze oraz innym organom ochrony bezpieczeństwa państwa – odpowiada rzeczniczka białostockich strażników.

Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl