Według Macierewicza, zmiana w armii była odpowiedzią na "błędny system" Komorowskiego, Siemoniaka i Kozieja.
Według Macierewicza, zmiana w armii była odpowiedzią na "błędny system" Komorowskiego, Siemoniaka i Kozieja. Fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta

Minister obrony narodowej w felietonie dla Telewizji Trwam i Radia Maryja wyjaśnił, czemu musiał dokonać zmian w wojsku. Powodem był "błędny system" autorstwa Bronisława Komorowskiego, zaakceptowany przez Tomasza Siemoniaka i wykonany przez gen. Stanisława Kozieja. Antoni Macierewicz jest przekonany, że ubezwłasnowolniali żołnierzy, których on uwolnił.

REKLAMA
– Zmiany personalne w armii są rzeczą oczywistą i dokonującą się zawsze w trybie ciągłym. Rocznie przeważnie – tak było też w latach ubiegłych – odchodzi i przychodzi na stanowiska co najmniej kilkuset oficerów – tłumaczył wprowadzane do armii autorskie porządki. Czy to jego odpowiedź na słowa gen. Mirosława Różańskiego, odchodzącego dowódcy sił zbrojnych, który następcom radził, by czytali konstytucję?
– Zmiany na stanowiskach kierowniczych w Wojsku Polskim miały na celu nie tylko odmłodzenie armii, ale również pojawienie się osób, które nie były zaangażowane w system dowodzenia armią stworzony za poprzedniej ekipy rządzącej, który był systemem złym – skwitował Macierewicz. Autorami są oczywiście Bronisław Komorowski, Tomasz Siemoniak i Stanisław Koziej.

Jeżeli chodzi o główne stanowiska, to chodziło o coś więcej. Chodziło także o to, żeby pojawili się oficerowie, którzy nie byli zaangażowani w kształtowanie błędnego systemu dowodzenia armią, który został zaplanowany, a następnie zrealizowany pod kierunkiem czy też pod patronatem pana prezydenta Komorowskiego. Głównym wykonawcą, architektem tej ówczesnej złej zmiany był ówczesny szef BBN pan generał Koziej, a oczywiście wszystko podpisywał pan minister Siemoniak.

– Żołnierz nie wiedział do końca komu podlega. Były kompetencje wykluczające się. Nie wiadomo było, kto decyduje w ostateczności nie tylko o strukturze, ale także działaniu armii polskiej – ocenił. Jego zdaniem, nowo mianowani dowódcy to "doświadczeni żołnierzy" i "osoby niezależne".
Co to znaczy? – Nie byli uwikłani w zależności i odpowiedzialności sprawiające, że mogliby mieć jakiś konflikt, w związku z koniecznością kształtowania nowej, prawidłowej, funkcjonalnej i gwarantującej bezpieczeństwo struktury dowodzenia armią polską – wytłumaczył Macierewicz.
A tak, w rozmowie z naTemat, jego działania oceniał obarczany dziś winą gen. Koziej: Mimo wszystko – nie wierzę, nie chce mi się wierzyć w to, że jakikolwiek Polak robiłby to w sposób celowy. Podejrzewam, że raczej jest to działanie nieświadome.

Napisz do autorki: karolina.blaszkiewicz@natemat.pl